czwartek, 28 stycznia 2016

Dziennik Borysa #1

54 dzień oblężenia.
Nazywam się Boris Yudin mam 29 lat. Znalazłem notatnik więc postanowiłem  zacząć pisać. Już od prawie miesiąca siedzę w tej piwnicy. Kiedyś stała tu kamienica ale całkiem się zawaliła. Na szczęście wszystko jest stabilne tutaj na dole. No ale zacznę od początku. Od urodzenia mieszkam w  Połgogradzie. Było to niewielkie miasto około 600 tys. mieszkańców. Mówię było bo teraz większa część budynków jest kupą gruzu, a większość ludzi albo uciekła albo nie żyje albo nadal walczy i to po obu stronach. Połgograd leży (a w zasadzie to leżał) W zachodniej Rosji przy granicy z Ukrainą. To może teraz napiszę jak to się wszystko zaczęło. Wszystko zaczęło iść w złym kierunku gdy rozpoczęły się protesty na Ukrainie. W mieście mieszkało około 100 tysięcy Ukraińców. Dużo. Żyło się z nimi jak z braćmi w końcu "My Bracia Słowianie, Rusini". Większość ludzi w mieście zaczęła organizować protesty i marsze po to by powstrzymać nasze władze w ingerencje w sprawy Ukrainy. Sytuacja robiła się coraz bardziej napięta. Wszystko wybuchło gdy nasza armia zajęła Krym. Protesty nasiliły się potem wybuchły zamieszki w których niejednokrotnie brałem udział. Miasto było jak beczka prochu. Wystarczyła by jedna iskra i BUM. No cóż taka sytuacja utrzymywała się zbyt długo. Mieszkańcy podzielili się na dwa obozy. Jedni nazwani "Psami z Ukrainy" protestowali przeciwko walce i ingerencji w sprawy Ukrainy. Byłem na każdym proteście który organizowali. Uważałem że Rosja nie powinna mieszać cię w sprawy innych państw bo będą z tego kłopoty. Nadal tak twierdzę. Druga grupa nazwała się "Obrońcami Ojczyzny". Byli to głównie narodowcy, pseudo kibice i byli komuniści. Organizowali kontr manifestacje i zwalczali nas na każdym kroku. Po aneksji Krymu nasze protesty nasiliły się. Sytuacja cały czas była napięta. Nasza organizacja którą nazwaliśmy "Front Obrony Wolności" gromadziła potajemnie broń. Wiedziałem że będą kłopoty ale nie chciałem. Narobić sobie kłopotów. Któregoś dnia dostaliśmy kolejną partie broni. Tamtego dnia poszedłem do domu i zacząłem się pakować, chciałem jak najszybciej wyjechać z miasta. Spakowałem wszystkie rzeczy. Następnego dnia miałem wyjechać. No ale niestety "Obrońcy Ojczyzny " zorganizowali tego dnia pogrom Ukraińców. Czytałem w książkach o pogromach żydów czy określonych grup ale nie sądziłem że takie coś może się stać w XXI wieku. Zabito wtedy 578 Ukraińców a 468 zadano ciężkie obrażenia. To właśnie była "iskra" która spadła na beczkę prochu. Ukraińcy chwycili za broń w samoobronie już następnego dnia miasto zostało odcięte. Niektórym mieszkańcom pozwolono wyjechać z miasta. Zaciągnąłem się do oddziałów rebeliantów. Siły rebeliantów wynosiły wtedy niemal 200 tys ludzi. Mieliśmy dużo zaopatrzenia. Niestety w mieście zostało bardzo dużo cywilów których musieliśmy nakarmić. Walki były bardzo zajadłe. Armia rosyjska nie mogła wejść do miasta. 28 dnia zaczęło brakować nam zapasów żywności ale armia nie weszła do miasta. 29 dnia na miasto spadły pociski GRAD zostałem wtedy ranny i wypisany do cywila. Tamtego dnia na miasto przez ponad 3 godziny spadał deszcz pocisków rakietowych. Ponad 180 tys. armia rebeliantów cofnęła się do centrum. Armia państwowa weszła do miasta obróconego w gruzy. Rebelianci już tydzień później wyszli na pozycje wyjściowe wypierając armię państwową z miasta. Ja w tym czasie leżałem w tej piwnicy i leczyłem rany. Pomagała mi starsza kobieta nawet nie wiem jak się nazywała. Pewnie już nie żyje nie widziałem jej już od kilku tygodni. 40-43 dnia na miasto została zrzucona pomoc humanitarna. Większość leków wzięła armia ale i nam cywilom zostało dużo dobrego. 50 dnia oblężenia na stronę Rebelii przeszło około 10000 żołnierzy z armi państwowej. Nie wiadomo do końca dlaczego ale z tego co wiem to bardzo dzielnie walczą. Na dzień dzisiejszy Rebelianci kontrolują całe miasto, które jest morzem ruin. większość budynków jest uszkodzona ale w niektórych wciąż mieszkają ludzie.
Ja odkąd zostałem raniony odłamkiem w ramię mieszkam tutaj. Kamienicy już nie ma został sam szkielet ale piwnica jest bezpieczna. Co prawda mam małe zapasy pożywienia ale wody mi nie zabraknie. Zrobiłem specjalny baniak na deszczówkę. Wystarczy przegotować i woda zdatna do picia. Mam tutaj kuchenkę (którą musiałem przerobić na kuchnię opalaną drewnem lub węglem ale co tam) Mam łóżko światło, nawet radio i książki. Wejście do piwnicy z zewnątrz oczyściłem z gruzów i wzmocniłem drwi. Niestety to bardzo mała piwniczka i trochę mało tu miejsca. Po mieście chodzą rabusie a ja do obrony mam tylko nóż i co najwyżej kawał rury. Strasznie już późno Mam nadzieje że kolejny dzień przyniesie coś dobrego. Codziennie proszę Boga o to by wszyscy moi znajomi i przyjaciele wyszli z tego cało.



UWAGA!!! Wszelkie zdarzenia, nazwy imiona i nazwiska są fikcyjne. 

niedziela, 24 stycznia 2016

Skugga część 3 [Finał]



 UWAGA!!! Post zawiera opis drastycznych scen


4 maja poniedziałek.

Sven znowu się nie wyspał. Gdy wstał  zszedł na dół. Z kuchni dobiegały odgłosy gotowania. Wszędzie miło pachniało smażonymi jajkami i grzankami. Sven wszedł do kuchni, w której Ewa ubrana w szkolny mundurek przygotowywała śniadanie.
-Dzień dobry Sven.- Zawołała  Ewa z dumą stawiając  dwa talerze z jajecznicą i grzankami na stole.
- Dzień dobry.- Odparł nieco zaspany Sven.
- Siadaj.
Sven posłusznie usiadł naprzeciwko Ewy przy stole. Jedzenie pięknie pachniało. Sven nie miał drygu do gotowania dlatego nie jadał zbyt smacznie.
- Smacznego.- Powiedział Sven zabierając się za jajecznicę.
-Smacznego.
Sven w mgnieniu oka pochłonął śniadanie. Ewa uśmiechnęła się pod nosem.
- Smakowało?- Zapytała.
- Już nie pamiętam kiedy jadłem tak dobre śniadanie.
- Co znaczy że albo nie masz dziewczyny, albo masz ale nie umiecie gotować.- Powiedziała Ewa.
- No niestety nie mam i nie umiem gotować.- Odparł Sven z uśmiechem.
Nastała cisza. Ewa skończyła jeść śniadanie. Ewa spojrzała na zegarek.
- Mamy sporo czasu. Więc mogę Cię o coś zapytać?
- No to pytaj.- Odparł Sven.
- Dlaczego cały czas chodzisz w czarnym?
Sven zamilkł i spojrzał na Ewę.
- Nie wiem.- Odparł Sven. Skłamał i nie wiedział dlaczego. Czarny kolor zaczął mu towarzyszyć od dnia śmierci matki. Od tamtego czasu zawsze nosił coś czarnego.
- Myślę że kłamiesz.- Odparła Ewa.
Sven wyjrzał przez okno i westchnął ciężko.
- Czarny kolor pasuje do mojej pracy. A poza tym przypomina mi o mojej nieżyjącej mamie.- powiedział smętnie Sven.
- Smutne.- Westchnęła Ewa.- A Twój tata żyje?- Zapytała.
- Nie. Nie chcę o nim pamiętać. Chcę go zapomnieć.- Odparł Sven.
- Rozumiem.- Odparła Ewa,
Co ty możesz wiedzieć?- Pomyślał Sven. Nastała cisza przerywana miarowym tykaniem zegara.
- To teraz Ty mi powiedz. Dlaczego ściany w moim pokoju są wyciszone?- Zapytał Sven.
Ewa nieco nerwowo drgnęła na krześle.
- Ja… Nie wiem.- Odparła.
Sven westchnął ciężko.
-Dobra chodźmy do szkoły.- Powiedział Sven.
Ewa pobiegła na górę po torbę z książkami. Po chwili Ewa i Sven szli ulicą rozmawiając o grach komputerowych. Po około 25 minutach drogi Sven zobaczył spory budynek prywatnego liceum  do którego chodziła Ewa.
-To moja szkoła.- Powiedziała wskazując na budynek.
-  Ja nigdy nie cierpiałem szkoły. Koledzy mnie bili bo byłem najmniejszy w klasie.- Powiedział Sven.
- Teraz byś im pokazał.- Powiedziała Ewa.
- Możliwe.
Ewa delikatnie się uśmiechnęła. Po przejściu kilkunastu metrów Ewa spojrzała w stronę małego zaułka.
-Sven.- Szepnęła ciągnąc go za rękaw.- W tamtym zaułku są ci ludzie którzy mnie śledzili.
- Na pewno?
- Na pewno . To oni.
- O której kończysz lekcje?- Zapytał Sven.
- Co?
- O której kończysz lekcje?
- 14:40.
- idź do szkoły będę na Ciebie czekał jak skończysz.- Powiedział Sven.
- Dobrze.- Powiedziała Ewa
Sven pomachał Ewie która niepewnie ruszyła przed siebie. Sven udał że idzie w przeciwnym kierunku. Gdy obejrzał się za siebie spostrzegł że jeden z dwóch mężczyzn z zaułka poszedł za Ewą. Sven szybko podbiegł do niego.
- Przepraszam pana.- Powiedział grzecznie Sven stając za plecami mężczyzny.
- Czego?- Warknął tamten. Miał strasznie rosyjski akcent.
- Myślę że trafiłem na odpowiedniego człowieka.- Powiedział Sven.
- Czego chcesz przybłędo?
- Szukam kontaktu do pana Borysa Kotiewa. –Powiedział Sven.
- Tak? Zdziwił się mężczyzna.- A co od niego chcesz?
- Chcę zaproponować mu moje usługi. Wiem że śledzicie tą małą. Mam ją ochraniać więc jak coś to mogę kropnąć jej tatusia.- Powiedział Sven.
Mężczyzna z rosyjskim akcentem stał bez ruchu.
- Dobra chodź.- Warknął.
Mężczyzna zaprowadził Svena do zaułka gdzie stał jego wspólnik. Stanęli w dość niekomfortowy sposób. Odcieli Svenowi ewentualną drogę ucieczki.  Sven wziął głęboki oddech.
- Czego chcecie od tej dziewczyny?- Zapytał chłodno.
- Co?! No tego co ty.- Odparł mężczyzna z którym Sven rozmawiał na ulicy.
- Nie wydaje mi się.- Westchnął Sven sięgając po nóż który przytwierdzony był do paska spodni.
Szybkim ruchem wbił nóż w gardło jednego z mężczyzn. Nóż wbił się aż po samą rękojeść. Sven poczuł jak ciepła krew spływa mu pod koszulę. Nie cierpiał tego. Wyciągnął nóż i od razu odskoczył unikając ciosu drugiego mężczyzny jaki i bryzgającej krwi.  Mężczyzna ciężko opadł na ziemię zabrudzoną krwią, ciężko charcząc próbując złapać kolejny oddech. Po kilku sekundach przestał się ruszać. Sven wiedział że całą sprawę musi załatwić bardzo szybko.
Drugi mężczyzna zszokowany losem swojego kompana rzucił się do ucieczki. Sven wiedział że nie może puścić go żywego. Rzucił nożem który trafił uciekiniera w plecy. Mężczyzna upadł na twarz i zaczął krzyczeć. Sven z przerażeniem podbiegł do przeciwnika wyszarpnął nóż z jego pleców, złapał mężczyznę za włosy i poderżnął gardło. Poczekał aż fontanna krwi przestanie tryskać z gardła martwego mężczyzny i wciągnął go za nogi w głąb zaułka. Szybko zadzwonił po ekipę  „Sprzątającą”.
Kilka minut później do zaułka tyłem wjechała czerwona śmieciarka, z której wysiadło kilku mężczyzn. Bez słowa wrzucili ciała do śmieciarki i odjechali.  Sven czym prędzej wrócił do domy Lwowskich żeby przebrać się i zmyć z siebie krew. Na całe szczęście krwi nie było zbyt mocno widać a do domu miał niedaleko. Gdy się umył i przebrał w czystą tym razem w czarną koszulę z białymi ornamentami poszedł do pokoju Ewy aby nieco pomyszkować po jej pokoju. Przez kilka godzin przeszukiwał pokój, odkładając starannie wszystkie rzeczy na miejsce aż w końcu znalazł mały zeszycik. Zaczął go przeglądać. Były tam opisane jakieś przeokropne dla Svena sceny.  W zeszycie opisana była historia dziewczyny która była bita przez kolegów w szkole oraz bita i gwałcona w domu przez ojca. Scen przeczytał wszystkie zapisane strony. Na okładce zostało napisane „ Oparte na moich faktach E.L”
Sven nie bardzo wiedział co to ma znaczyć. Odłożył zeszycik do skrytki pod łóżkiem. Spojrzał na zegarek. 14:30. Szybko wyszedł z domu i wolnym truchtem pobiegł pod szkołę Ewy. Zdążył minutę przed dzwonkiem. Stanął przy niskim ogrodzeniu i obserwował wyjście ze szkoły. Zadzwonił dzwonek sygnalizujący koniec lekcji. Kilka minut później z budynku wyszła duża grupa radosnych licealistów.  W końcu Sven wypatrzył Ewę Lwowską w tłumie uczniów. Zobaczył jak trzech chłopaków ciągnie Ewę za szkołę. Sven szybko przeskoczył przez niskie ogrodzenie i pobiegł w miejsce gdzie chłopcy zaciągnęli Ewę. Zobaczył że dwóch chłopców popycha dziewczynę a trzeci wrzucił torbę Ewy na drzewo. Wszyscy byli bardzo rozbawieni sytuacją.
- Zostawcie ją gówniarze!- Krzyną Sven.
Napastnicy spojrzeli w stronę Svena.
- Bo co pedale!- Krzyknął najwyższy z chłopców.
- Bo wam rączki połamie.- Powiedział chłodno Sven przeciągając się leniwie i powoli idąc w stronę chłopców.
- No to spróbuj.- Powiedział najwyższy.
Sven bardzo powoli podszedł do niego. Chłopak zamachnął się z zamiarem trafienia Svena w nos. Sven zrobił szybki unik i trafił chłopaka silnym ciosem w brzuch. Napastnik upadł na ziemię i zwinął się w kłębek.
- No to który teraz?- Zapytał równie chłodno Sven.
Chłopcy z przerażeniem zaczęli uciekać.
- Ej stać!- Krzyknął Sven.  Chłopcy natychmiast zatrzymali się.- Ściągnijcie tą torbę z drzewa.- Rozkazał.
Chłopcy natychmiast wykonali polecenie. Oddali torbę Ewie i stanęli przed Svenem.
-Teraz podnieście tego delikwenta.- Powiedział Sven pokazując na nadal leżącego na ziemi znokautowanego chłopaka.
Gdy wykonali kolejne zadanie Sven podszedł do przerażonej Ewy i delikatnie objął ją ramieniem.
- Teraz na kolana i przepraszać.- Rozkazał Sven.
Chłopcy padli na kolana jak przed świętą relikwią. Sven puścił Ewę i poszedł za klęczących oponętów.
- No i co się mówi?- Zapytał spokojnie Sven.
- Przepraszamy.- powiedzieli chórem przerażeni chłopcy.
- No a teraz zmiatać stąd. A jak się dowiem że jej dokuczacie to was znajdę i poucinam kciuki.- Powiedział zimno Sven.
Chłopcy zerwali się z kolan i ruszyli biegiem poza obręb szkoły.
- Dziękuję.- Powiedziała cicho Ewa.
Sven widział jak dyskretnie wycierała łzy podczas gdy zajmował się napastnikami Ewy.
- Nie ma za co. Nie płacz.- Powiedział łagodnie Sven.
Ewa podeszła do Svena i objęła go. Sven przypomniał sobie podobną sytuację. Po tym jak zabił swojego ojca jego siostra także objęła go w taki sposób.
- Chodźmy do domu.- Powiedziała Ewa uwalniając Svena z delikatnego uścisku.
- Dobrze.- Odparł Sven.
Po powrocie do domu Ewa przy pomocy Svena przygotowała obiad. Sven dawno nie prowadził rodzinnego życia przez ostatni rok jeździł po świecie i zabijał ludzi. Bardzo podobała mu się rezydencja Lwowskich i bardzo odpowiadało mu towarzystwo Ewy i pana Adama.
Ewa razem ze Svenem usiedli  przy stole i jedli zupę brukselkową którą  przygotowali.
- Dlaczego tamci chłopcy Ci dokuczali?- Zapytał Sven.
-  Wiesz jestem nowa w klasie i mam dobre wyniki w nauce. Przezywają mnie od kujonki w ogóle- Odparła Ewa.
Nastała cisza.
- której pracujesz?- Zapytała nagle Ewa.
- Bardzo duża. Działamy na całym świecie i jest nas na tyle dużo że ta mafia Kotiewa to nam do pięt nie dorasta.- Odparł Sven.
- Też bym chciała dla was pracować.- Odparła Ewa.
- Za młoda jesteś.- Odparł Sven.- Ale jak dorośniesz to kto wie.- Dodał.
Posiłek dokończyli w ciszy.
Około 18 do domu wrócił Adam Lwowski.  Wyglądał na wykończonego. Dlatego Sven nie zamierzał informować go o zabiciu 2 ludzi Kotiewa i o tym że Ewę gnębiono w szkole. Poza tym Sven miał własne powody żeby tak sądzić. Poprosił Ewę żeby nie mówiła o sytuacji w szkole ojcu. Ewa odpowiedziała tylko „I tak mało rozmawiamy”. Chwilę porozmawiał z Lwowskim i wyszedł żeby porozmawiać z Majorem o wydarzeniach dzisiejszego dnia. Dostał od niego wytyczne „Prowadzić dalsze działania w razie potrzeby informować”. Gdy Sven wrócił do domu Lwowskich na parterze nikogo nie było. Wszedł na piętro. Było cicho. Nagle otworzyły się drzwi od pokoju Ewy. Dziewczyna wyjrzała przez małą szparę w drzwiach niczym małe zwierzątko w klatki.
-A to Ty.- Powiedziała cicho.
- No ja. Coś się stało?- Zapytał
- Nie nic.- Odparła Ewa zamykając drzwi.
Sven bardzo zdziwił się reakcją dziewczyny to do niej nie pasowało. Nie chciał być jednak zbytnio nachalny i niegrzeczny dlatego poszedł do swojego pokoju i położył się spać.
Sven obudził się w nocy z ogromną potrzebą wysikania się. Po cichu wyszedł do łazienki. Załatwił swoją potrzebę. Gdy wracał do pokoju usłyszał dziwne odgłosy z pokoju Ewy. I bynajmniej nie przypominały odgłosów jakie może wydawać przeciętna nastolatka. Najciszej jak umiał wszedł do swojego pokoju i założył podkoszulek i spodnie wyciągną pistolet który schował za pas. Swój nóż wziął w prawą dłoń. Podszedł do  drzwi pokoju Ewy. Odgłosy nie ucichły. Wziął trzy głębokie wdechy i otworzył drzwi  wpadając do środka. To co zobaczył przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Spodziewał się gangstera od Kotiewa który próbuje unieszkodliwić wszystkich mieszkańców domu. Spodziewał się że Ewa chce popełnić samobójstwo. Ale nie sądził że zobaczy nagiego Lwowskiego który rozbiera własną córkę. Ewa uwolniła usta z uścisku dłoni i krzyknęła jak mogła najgłośniej.
- Sven ratuj!
Sven upuścił nóż. Chwycił Lwowskiego i rzucił nim o ścianę.
- Ewa idź domowego pokoju. – Powiedział chłodno Sven.
Ewa obwiązała się prześcieradłem i wybiegła z pokoju. Sven kopną Lwowskiego w twarz potem ogłuszył go i związał. Następnie zadzwonił po Majora.
Major po tym jak usłyszał o całej sprawie przyjechał niemal natychmiast. Razem ze Svenem poszli porozmawiać z Ewą. Weszli do pokoju Svena. Ewa leżała owinięta prześcieradłem na łóżku.
Sven powoli usiadł obok niej i delikatnie złapał ją za dłoń.
- Długo to trwa?- Zapytał.
- Od roku- Powiedziała Ewa łkając.
- Chcesz to skończyć?- Zapytał zimno Sven.
- Dlaczego chcesz zapomnieć o swoim ojcu? Zapytała nagle Ewa tłumiąc płacz.
- Zabiłem go bo gwałcił moją siostrę.- Odparł chłodno Sven.
- Zabij go.- Szepnęła Ewa i pocałowała Svena w policzek.
Sven przeraził się bezwzględnością dziewczyny. Uświadomił sobie jednak że została ona skrzywdzona przez jedyną bliską osobę.
- Dobrze.- Odparł Sven.
- Ewa zamieszka ze mną i moją żoną.- Powiedział Major.
-Dobrze.- Powiedziała Ewa wycierając łzy.
- Przyniosę Ci ubrania.- Powiedział Sven.
Sven wszedł do pokoju Ewy gdzie leżał związany nagi i nadal nieprzytomny Adam Lwowski. Sven wyciągnął z Szafy pierwsze lepsze ubrania i zaniósł Ewie. Ewa ubrała się i poszła z Majorem.
Na pożegnanie Major powiedział.
- Pobaw się z nim a potem wszystko spal zostawiłem Ci 200 litrów benzyny na podjeździe.
I rzeczywiście na podjeździe w kanistrach stało 200 litrów benzyny. Gdy Major i Ewa odjechali Sven spakował swoje rzeczy i zaniósł je na motocykl . Potem wyciągnął z pokoju Ewy nieprzytomnego Lwowskiego. Zaciągnął go do schodów a potem zrzucił bezwładne ciało ze schodów. Lwowski odzyskał przytomność. Sven zbiegł ze schodów i wskoczył mężczyźnie na klatkę piersiową łamiąc mu żebra. Sven bez słowa zaciągnął krzyczącego i plującego krwią Lwowskiego do kuchni. Posadził go na krześle i przywiązał go kawałkiem sznurka. Wyciągnął nóż i bez słowa zaczął podważać i wyrywać kolejne paznokcie u dłoni. Gdy wyrwał wszystkie 10 paznokci chłodno zapytał.
- Dlaczego to robiłeś?
-Bo potrzebowałem.- Wydusił z siebie Lwowski.
Sven włączył palnik kuchenki. Chwycił metalowy szpikulec do szaszłyków i rozgrzał go nad ogniem. Gdy metalowy pręcik zaczął świecić na ciemno czerwony kolor podszedł z nim do Lwowskiego.
-A ja potrzebuje tego- Powiedział chłodno Sven przebijając genitalia Lwowskiego rozgrzanym pręcikiem.
Lwowski zawył z bólu niczym dzikie zwierze zranione przez myśliwego. Sven pomyślał sobie że wie jak czuł się Apollo gdy pozbawiał Marsjasza skóry. Sven nie wyciągnął pręcika. Wyszedł na podjazd i w szybkim czasie na całym domu znalazło się 200 litrów benzyny. Ostatni kanister wylał na półprzytomnego Lwowskiego. Wyszedł na podjazd. Zrobił kulkę z gazety którą zabrał z kuchni. Podpalił ją i wrzucił do środka. Słychać było nieduży wybuch a już po chwili ogień wesoło trzaskał w całej willi. Cichą spokojną noc rozdarł dziki krzyk płonącego Adama Lwowskiego. Sven wsiadł na motocykl i pojechał do swojego małego mieszkania na Pradze.

KONIEC

Proszę o oceny :)

niedziela, 17 stycznia 2016

Skugga część 2



3 maj 2015 Warszawa Praga
Sven  wstał po kolejnej bezsennej nocy. Niedziela 3 maj Polacy świętują dzień uchwalenia konstytucji  3 Maja. Dla Svena był to dzień jak co dzień. Sven po śniadaniu i serii ćwiczeń ubrał się w jedną ze swoich ulubionych czarnych koszul. Za pasek spodni wetknął pistolet i nóż w ładnie zdobionej pochwie. Omiótł wzrokiem swoją sypialnię. To w tym mieszkaniu mieszkał razem z siostrą i ojcem po przeprowadzeniu  się do Polski. To właśnie w tym pokoju zabił swojego ojca. Sven poczuł obrzydzenie do samego siebie i do tego co zrobił. Złe wspomnienia szybko minęły. Sven wyciągnął dużą torbę i zaczął pakować do niej ubrania i niezbędne rzeczy osobiste. Gdy skończył  spojrzał na zegar który wisiał na ścianie.
- 8:45… Zdążę.- Mruknął Sven.
Pod pachę wziął swój kask. Co prawda wolał jeździć bez niego ale niestety wymagały tego przepisy. Poszedł za blok gdzie stał jego motocykl. Czarny motocykl składany przez przyjaciela Svena. Motocykl swoją budową przypominał stare wojskowe motocykle. Sven umieścił torbę na miejscu pasażera i przypiął ją specjalnymi taśmami. Włożył kask i odpalił maszynę. Ruszył na miejsce spotkania.  Większość miasta stało w korkach. Na szczęście Sven mógł omijać samochody bardzo sprawnie. Szybko wydostał się z miasta, pomimo tego przyjechał na miejsce spóźniony. Wszedł do magazynu gdzie czekał na niego Adam Lwowski i Major.
- Przepraszam za spóźnienie. – Powiedział.0 Straszne korki na mieście.- Dodał na usprawiedliwienie.
- Wiem dlatego nic Ne mówię- Powiedział obojętnie Major.
- Dzień dobry.- Powiedział Sven podając rękę panu Lwowskiemu.
- Dzień dobry.
- Spakowany jesteś?- Zapytał Major.
- Tak mam wszystko na motorze.- Odparł Sven.
- Dobra to pojedziesz za samochodem pana Lwowskiego.- Powiedział Major.
- Co ty dzisiaj taki mruk?- Zapytał Sven.
- Nie. Wszystko spoko. Tak jakoś.- Powiedział Major, tylko po to by uspokoić Svena tak naprawdę miał problemy rodzinne ale nie chciał rozpowiadać wszystkim na około co dzieje się u niego w domu.
- No to co jedziemy?- Zapytał Lwowski.
- Tak możemy jechać.- Odparł Sven.
Pożegnali się. Sven i Adam Lwowski wyszli z magazynu. Sven wsiadł na motocykl i pojechał za czarnym sportowym Mercedesem Lwowskiego na bogate osiedle domków jednorodzinnych. Zaparkowali na podjeździe. Sven przez dłuższą chwilę przyglądał się domowi Lwowskich. Była to mała willa, jak się później okazało z małym basenem i dużym ogrodem.  Piętrowy dom budowany na wzór szlacheckiego pałacyku z przełomu XVIII w.  Sven wszedł za Lwowskim do przedpokoju, który był  pokojem wielkości salonu Svena. Ściany w kolorze słonecznikowym tak jak w salonie Svena. Pod ścianami stały Szafy , komody oraz półki na buty wszystko zdobione płaskorzeźbami. W rogu na piedestale stała mała rzeźba królika z podpisem Maria Lwowska. Sven domyślił się że dzieło musi być autorstwa żony pana Lwowskiego. Na ścianach było dużo rysunków i obrazów oprawionych w piękne drogie ramy. Wszystkie obrazy były podpisane imieniem Maria a rysunki imieniem Ewa.  Rodzina z tradycjami- Pomyślał Sven.
- Żona bardzo lubiła malować i rzeźbić. Ewa też ma talent.- Powiedział z dumą Lwowski.
- Bardzo ładne.- Powiedział Sven próbując ukryć zachwyt.
- Proszę za mną pokaże panu pana pokój.- Powiedział Lwowski.
Z przedpokoju przeszli do przestronnego salonu z dużymi oknami i szklanymi  drzwiami wychodzącymi na duży nieco zaniedbany ogród. Na ścianie wisiał duży  50 calowy telewizor. Na ścianach wisiały obrazy i rysunki. Przy jednej ze ścian biegły piękne dębowe schody.
- Tam jest kuchnia i jadalnia.- Powiedział Lwowski pokazując przejście do dużej kuchnio jadalni.  Weszli na piętro. Weszli na dosyć długi korytarz.  Między rzędem drzwi stały rzeźby Marii Lwowskiej. Lwowski pokazał Svenowi łazienkę i swoją sypialnię. Wprowadził Svena do pokoju gościnnego. Pokój był duży. Stało tam duże wygodne łóżko, biurko, na którym stał laptop i przybory do rysowania, w pokoju stało jeszcze kilka szafek i spora szafa oraz mały telewizor z konsolą do gier i odtwarzaczem DVD. Na ścianach w przyjemnym kremowym kolorze wisiało kilka rysunków. Na parapecie dużego okna stało kilka kaktusów.
- Jak dużo miejsca. Bardzo tu ładnie, widzę że mogę grać w gry i rysować, poza tym lubię kwitnące kaktusy.- Powiedział Sven, który zastanawiał się czy to tylko zbieg okoliczności czy ktoś powiedział Lwowskiemu co lubi.
- Cieszę się. Niech się pan rozgości zaraz pójdziemy do Ewy.- Powiedział Lwowski wychodząc z pokoju.
Sven rozejrzał się po pokoju nic nie przykuło jego uwagi.  Podszedł do szafy i rozpakował swoją torbę. Przechadzał się chwilę po pokoju i zaglądał do różnych szuflad i szafek w których było pełno różnorakich drobiazgów typu przybory rysownicze, gry na konsolę, czy męskie kosmetyki i lusterko. Sven położył się na łóżku. Było trochę za miękkie ale Sven nie narzekał dalej pamiętał jak podczas jednego zadania spał w piwnicy na worku słomy.  Sven od niechcenia puknął palcem w ścianę ze zdziwieniem stwierdził że ściana jest wytłumiona ściana nie przepuszczała dźwięków z wnętrza pokoju jak i pomieszczeń sąsiednich. Sven wiedział że jeżeli ktoś wycisza sobie ściany to jest miłośnikiem spokoju albo ma coś do ukrycia. Sven podszedł do okna. Spojrzał na zaniedbany ogród .
Nagle drzwi się otworzyły i do pokoju ktoś wszedł. Sven nie odrywał wzroku od klombu małych kwiatków które rosły w ogrodzie.
- Ma pan ładne kwiaty w ogrodzie panie Adamie.- Powiedział Sven patrząc na kwiatki.
- Pan?- Sven usłyszał za sobą delikatny dziewczęcy głos.
Sven odwrócił się. Zobaczył dziewczynę ze zdjęcia. Była naprawdę ładna i tak jak na zdjęciu prawie wcale nie przypominała ojca, jednak jej piegi były bardziej widoczne.
- Przepraszam myślałem że to pan Adam.- Powiedział Sven podchodząc do dziewczyny.- Sven Jansson.- Powiedział wyciągając dłoń.
- Ewa Lwowska.- Powiedziała podając mu dłoń.- Ma pan bardzo zadbane dłonie jak na ochroniarza.- Dodała.
Czyli wie- Pomyślał Sven.
- Eh… Dzięki.- Powiedział nieco zakłopotany Sven jeszcze nikt mu nie powiedział że ma zadbane dłonie.- To Twoje rysunki?- Zapytał pokazując na rysunek kota bawiącego się kulą papieru.
- Tak moje.- Odparła Ewa.
- Bardzo ładne. Sam lubię rysować.- Powiedział Sven.
-Dziękuję.- Powiedziała dziewczyna lekko się uśmiechając,- Porozmawiamy później na razie idę wziąć kąpiel- Powiedziała Ewa.
-Dobrze niech będzie.- Powiedział Sven odwzajemniając uśmiech.
Ewa wyszła z pokoju.  Sven wrócił do oglądania ogrodu. Do pokoju wszedł Lwowski.
- Widziałem że poznał pan Ewę.- powiedział przy wejściu.
- Tak zamieniliśmy dwa słowa.
- To dobrze. Resztę pokaże panu Ewa ja muszę jechać na bardzo ważne spotkanie.- Powiedział Lwowski.
- Dobrze.- Powiedział Sven.
- Bardzo dziękuję i do wieczora.- Powiedział Lwowski.
Lwowski wyszedł z pokoju. Sven jeszcze przez kilka minut obserwował kwiatki. Potem położył się na łóżku i zasnął.
Obudził się gdy Ewa potrząsnęła jego ramieniem. Dziewczyna usiadła na brzegu łóżka i suszyła włosy ręcznikiem.  Sven usiadł na łóżku. Potem przesunął się na brzeg i usiadł obo dziewczyny.
- Pan jest jakiś inny.- Powiedziała Ewa.
- Co ja? Czemu?- Zapytał Sven przecierając oczy.
Ewa skończyła wycierać włosy. Złożyła ręcznik w kostkę i zaczęła przygładzać sterczące włosy.
- No bo żaden z naszych ochroniarzy nie ubiera się tak jak pan i żaden nie śpi w środku dnia.- Powiedziała Ewa.
- Po prostu lubię się tak ubierać. Poza tym jestem twoim ochroniarzem osobistym czyli mam się nie rzucać w oczy. A z tym spaniem to przepraszam mam problemy ze snem.- Powiedział Sven.
- A co pan lubi robić?- Zapytała.
- Nie mów do mnie „pan” bo będę płakał.-Powiedział Sven.
Ewa roześmiała się.
- No dobrze to Ty mów mi Ewa.- Powiedziała.
- Wracając do pytania. Lubię rysować, grać w gry, czasem przeczytam jakąś książkę, no i lubię jeździć na motorze.- Powiedział.
- Też lubię rysować i grać w gry i czytać książki. Wiesz niedawno się tutaj przeprowadziliśmy i nie mam żadnych przyjaciółek.- Powiedziała Ewa. Nie chciała tego robić ale niebieskie oczy Svena wzbudzały zaufanie.
- Też nie mam zbyt wielu przyjaciół.- Powiedział Sven.
Nastała cisza oboje siedzieli i gapili się w ścianę.
- Masz dziwny akcent. Sven to imię czy pseudonim?
- Nie jestem polakiem. Jestem Szwedem ,a Sven to moje prawdziwe imię.- Powiedział Sven.
- Aha.- Westchnęła Ewa.- Chodź pokażę  Ci cały dom.- Powiedziała Ewa.
-Poczekaj.- Powiedział Sven wyciągając ukryty pistolet z zza pasa.
Ewa z podziwem spojrzała na broń.
-Colt 1911.- Powiedziała.
- Tak.- Powiedział Sven chowając pistolet pod poduszkę.- Możemy iść- Dodał.
Ewa oprowadziła go po całym parterze. Wszystko było bardzo ładne. Ewa pochwaliła się że wiele mebli ozdabiała własnoręcznie. Zeszli niżej do piwnicy gdzie znajdowała się siłownia.  Ewa poprosiła Svena o zademonstrowanie kilku ćwiczeń. Sama pobiegała chwilę na bieżni. Okazało się że w domu Lwowskich jest sauna. Wyszli na zewnątrz. Ewa pokazała Svenowi basen i ogród Potem poszli do pokoju Ewy. Pokój jak na oko Svena przypominał pokój typowy dla nastolatki. Na komodach i szafkach stały  różne drobiazgi. Ściany oklejone były różnymi obrazkami, rysunkami i plakatami. Na biurku stał komputer i mnóstwo leżących w nieładzie rysunków. Pokój miał duże okno z widokiem na podjazd i sąsiednie domy. W rogu pokoju stała sztaluga z niedokończonym obrazem.
- Ten motocykl jest twój?- Zapytała Ewa pokazując na motocykl stojący na podjeździe.
- Tak mój. A co?
- Kiedyś mnie nim przewieziesz.- Powiedziała
- Dobra.- Mruknął Sven  siadając na łóżku.
Ewa usiadła przy biurku i zaczęła rysować jakieś przedziwne zwierze.
- Wiesz gdzie pojechał mój stary?- Zapytała.
- Nie wiem. Dlaczego tak mówisz na swojego tatę?- Zapytał Sven.
- Bo to przez niego jakieś dwa typy za mną łażą i chcą mi zrobić krzywdę.- Powiedziała.
-  Rozumiem- Powiedział Sven.
- Ty miałeś pewnie fajnego tatę.- Powiedziała  Ewa.
- Nie, nie miałem.- Powiedział Sven.- Przepraszam muszę iść gdzieś zadzwonić.- Dodał w ramach wymówki.
- Dobrze jak coś to ja się stąd nie ruszam.- Powiedziała smutno Ewa.
Sven poszedł do swojego pokoju położył się na łóżku i leżał na łóżku myśląc co by było gdyby nie pozbył się swojego ojca.

C.D.N

Proszę o ocenę mojej pracy :)

sobota, 16 stycznia 2016

Skugga część 1

  Skugga to międzynarodowa organizacja paramilitarna. Skugga jest prywatną armią złożoną z byłych żołnierzy, przestępców, sportowców oraz ludzi  którzy wyróżniali się odpowiednimi cechami lub umiejętnościami z wszystkich krajów świata. Organizacja ta ma bardzo rozbudowany system dowodzenia, posiada archiwa, całą siatkę "podziemnych" magazynów i szpitali. Organizacja  zdobywa ogromne pieniądze wynajmując oddziały w roli najemników karteli narkotykowych, rebeliantów czy też bogatych ludzi lub korporacji. Skugga wynajmuje specjalistów od wykradania danych, poufnych informacji, okradania bogatych ludzi, prania pieniędzy itd. Organizacja szkoli oddziały ochroniarskie oraz jednostki płatnych zabójców. Z usług Skuggi korzystały służby specjalne i oddziały wywiadu z wielu państw świata.
 Organizacja powstała w południowej Szwecji jako bojówka rodziny mafijnej. Skugga rosła w siłę po kilku latach oderwała się od mafii i zaczęła działać na własną rękę. Rozrosła się do rangi organizacji międzynarodowej. W każdym państwie świata Skugga ma swoje komórki. Oddziały w danym kraju podlegają sztabowi okręgowemu (Każde państwo to jeden okręg) a sztab podlega dowódcy głównemu który rezydował gdzieś w południowej Szwecji. Większość państw zdawało sobie sprawę z istnienia Skuggi ale żadne z nich jej nie zwalczało. Po pierwsze Skugga jeśli miała w tym interes trzymała rodziny mafijne i kartele narkotykowe trzymała w ryzach. Po drugie stan oddziałów organizacji przekraczał liczebność armii wielu państw świata.

Polska. Stary Magazyn 4 km od Warszawy. 2 maj 2015r

  W starym opuszczonym magazynie materiałów budowlanych panował półmrok, było też bardzo chłodno pomimo tego że na zewnątrz był piękny ciepły Maj. Mniej więcej na środku wielkiej sali stało dwóch mężczyzn. Jeden koło czterdziestki ubrany w drogi czarny garnitur z drogim zegarkiem na nadgarstku i czarnym neseserem postawionym przy prawej stopie. Drugi siwiejący dobrze zbudowany zbliżający się do 60-tki ubrany w ciężkie wojskowe buty, bojówki i czarny T-shirt.
- Zimno tu. dlaczego spotykamy się w takim miejscu?- Narzekał właściciel drogiego garnituru.
- Dla pańskiego bezpieczeństwa.- Odparł drugi.
Stali w milczeniu. Nagle zadzwonił telefon starszego mężczyzny. Po krótkiej rozmowie starszy powiedział.
- Ma pan szczęście Sven jest wolny.
Starszy podszedł do swojego plecaka stojącego pod ścianą i wyciągną z niego czarnego tableta. Włączył go odczekał chwilę włączył dokument i podał go mężczyźnie w garniturze.
Mężczyzna wziął tablet w rękę i zaczął czytać:
"Sven Jansson pseudonim "Czarny"
Narodowość: Szwedzka
Urodzony: 08.02.1994r.
Wiek: 21 lat
grupa krwi: AB Rh+
Ranga:S
Wygląd: Szczupły, włosy w kolorze blond, niebieskie oczy, wzrost 176 cm, dobrze zbudowany, mała blizna nad prawym okiem.
Opis, Cechy charakterystyczne: Sierota. Ma o rok starszą siostrę. Rodzina przeprowadziła się z południowej Szwecji zaraz po narodzeniu Svena (problemy z mafią). Matka umarła na raka (gdy Sven miał 10 lat)
W wieku 16 lat Sven zabił ojca który gwałcił jego siostrę"- Mężczyzna w garniturze przerwał na chwilę i nerwowo zapytał.
- A nie mógłby być ktoś bardziej doświadczony?
- Jest najlepszy.- Powiedział oschle starszy wyciągając z kieszeni spodni papierosy.
Mężczyzna w garniturze czytał dalej
"Rodzeństwo trafiło do rodziny jednego z członków Skuggi. Sven wstąpił do organizacji w wieku 17 lat, Przeszedł szkolenia zabójcy i osobistego ochroniarza. Najlepszy zabójca i ochroniarz w okręgu Polskim, Niemieckim i  Szwedzkim.
Ulubiona broń: nóż, nóż Kukri, colt 1911
Działa na terenie: Polski, Niemiec, Danii, Norwegii, Szwecji
Języki opanowane w stopniu komunikatywnym: Polski, Szwedzki, Norweski, Duński, Niemiecki, Angielski, Włoski i Hiszpański". Mężczyzna w garniturze skończył czytać. Stali w ciszy. Nagle ciężkie drzwi magazynu otworzyły się do środka wszedł mody blondyn ubrany w czarną koszulę i jeansy.
- "Kruk" na starość zwariowałeś!- Krzyknął od wejścia młody. Mówił z nieco germańskim akcentem.
- Dla ciebie to ja jestem Pan MAJOR!- Odkrzyknął starszy mężczyzna- Poza tym to dla bezpieczeństwa.- Dodał.
Chłopak podbiegł do dwóch stojących na środku sali mężczyzn. Przywitał się ze starszym panem "    Majorem", który rzeczywiście nazywał się Konrad Kruk, który był majorem w polskiej armii.
- Dzień dobry. Sven Jansson.- Powiedział młody wyciągając dłoń do mężczyzny w garniturze.
- Adam Lwowski.- Powiedział z niezrozumiałym dla obu żołnierzy Skuggi strachem.
- Patrząc na pana, opcje są dwie. Albo mam go chronić przed jakąś mafią albo ktoś strzelił z ucha i mam załatwić mordochlapa.- Powiedział Sven.
- No prawie. -Powiedział Major- Pan ma swoich ochroniarzy ale boi się o swoją córkę. Masz chronić pana córkę.- Wyjaśnił Major.
- Dobrze a komu się pan naraził?
- Mafii Borysa Kotiewa.- Odparł Lwowski
- No to grubo. Borys... Współpraca z nim nigdy nie kończy się dobrze.- Westchnął Sven.
- Nie gadaj tyle.- Burknął Major- Niech pan da teczkę z informacjami o panu i pana córce.- Powiedział Major do Lwowskiego.
Lwowski wyciągnął z nesesera teczkę i podał ją Svenowi.
- Pana córka o wszystkim wie?- Zapytał Sven.
- Tak pan Major już z nią rozmawiał.- Odparl Lwowski.
- Mam plan jak można ulepszyć ochronę.- Powiedział Major.
- Jak?- Zapytał Sven.
- Może. Zamieszkasz na jakiś czas w domu pana Lwowskiego.- Powiedział Major.
- Ja się zgadzam dla mnie to bez różnicy.- Powiedział Sven.
- No w sumie dobry pomysł mam pokój gościnny.- Powiedział Lwowski.
- To wszystko ustalone. Jutro się tu spotkamy a potem pojedziemy do domu pana Lwowskiego.- Powiedział Major.
- Dobra.- Mruknął Sven otwierając teczkę.
W środku była kartka papieru i zdjęcie dziewczyny. Sven przyjrzał się zdjęciu. Była na nim ubrana w mundurek jakiegoś prywatnego liceum 16-nasto letnia dziewczyna z długimi ciemnobrązowymi włosami. Prawie nie przypominała ojca.
Sven włożył zdjęcie pod kartkę. Zaczą czytać to co było na kartce.
" Ewa Lwowska
Data urodzenia:  09.06.1999r.
Wygląd: Szczupła, wzrost 168cm, długie ciemnobrązowe włosy, piegi."
Sven jeszcze raz zerknął na zdjęcie. Dziewczyna rzeczywiście miała piegi. Czytał dalej.
"Zainteresowania: Gry komputerowe, książki i rysunek"
- Fajnie. mamy wspólne zainteresowania.- powiedział Sven.
Dalej była opisana szkoła Ewy, a na drugiej stronie sytuacja rodzinna. Matka Ewy umarła przy porodzie. Adam Lwowski samotnie wychowywał córkę i prowadził poważne interesy w 2007 roku rozpoczął współpracę z Borysem Kotiewem przez którego teraz miał problemy.
- Dobra to mi wystarczy.- Powiedział Sven.
- To jutro o 9:30 tutaj.- Powiedział Major.
- Dobra.- Odparł Sven.
Chłopak pożegnał się i wyszedł z magazynu. Major razem z Adamem Lwowskim pojechali do domu klienta żeby porozmawiać z jego córką.

C.D.N

Mam nadzieję że się podobało proszę o ocenę :)

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Kubuś Puchatek vs Rosyjska mafia gość. Miś Uszatek ( Parodia Kubusia Puchatka)

Uwaga !! Ten post pisany jest w celach humorystycznych i nie ma na celu nikogo obrazić.

Stumilowy Las

Kubuś Puchatek sprzątał swój dom. Miś był smutny z powodu braku imprez w ostatnim tygodniu. Nikt nie miał czasu wszyscy mieli górę spraw do załatwienia. Jedynie Puchatek siedział sam w domu i nudził się przed telewizorem oglądając głupie Meksykańskie telenowele. Kubuś skończył właśnie sklejać popsuty podczas ostatniej imprezy wazon. Nagle zadzwonił telefon, który tak wystraszył Puchatka  że upuścił sklejany wazon, który rozpadł się na drobne kawałki.
- Nosz...- Warknął Miś wyrzucając ze złością klej przez okno. Podszedł do blatu na którym leżał telefon.
Kubuś spojrzał na ekran. "Miś Uszatek".
-Co? To on w ogóle żyje?- Zdziwił się Kubuś. Sądził że jego stary przyjaciel ze szkoły średniej dawno nie żyje, ponieważ Uszatek współpracował z Rosyjską mafią. Odebrał.
- Halo!- powiedział Puchatek.
- Halo jesteś?- Kubuś usłyszał w słuchawce twardy nieco rosyjski akcent.
- Jestem. To ty w ogóle żyjesz?- Powiedział oschle Kubuś, który nadal pamiętał że Uszatek z pomocą kolegów pobił go za dyskoteką.
- Oj ty sie dalej o tamto gniewasz?- Zapytał Uszatek.
- No a jak myślisz? Mendo?!- Wrzasną zdenerwowany Kubuś.
- Oj przepraszam no.- Powiedział po chwili Uszatek.- Chciałbym się spotkać.- Dodał po chwili.
- Po co?- Zapytał podejrzliwie Puchatek.
- Mam sprawę do Ciebie. A akurat robię interesy w Stumilowym Lesie.- Powiedział Uszatek.
- Dobra to możesz wpaść.- Powiedział niechętnie Kubuś.- Znasz adres?
- Tak znam, będę za godzinę.- Odparł oschle Uszatek.

Godzinę później

Kubuś przygotował się na wizytę Uszatka. Na stole postawił nowy wazon z kwiatami, butelkę wysokoprocentowego miodu pitnego, dwie szklanki i popielniczkę. Przygotował się także na ewentualne nieprzyjemności. Pod swoim krzesłem ukrył duży nóż. A poza tym wziął swój pistolet z pod poduszki.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Puchatek podszedł do drzwi i wyjrzał przez wizjer. Zobaczył stojącego na progu "przypakowanego" brązowego misia z klapniętym uchem. To na pewno ta menda Uszatek- pomyślał Kubuś zerkając na swojego przyjaciela ubranego w czarny garnitur.
Otworzył drzwi.
- Witaj przyjacielu!- Zawołał wesoło Uszatek.
- No cześć cześć!
Przywitali się silnym uściskiem łap.
-A czy moi towarzysze mogą wejść ze mną?- Zapytał Uszatek pokazując na czarnego Mercedesa którym przyjechał.
- Jasne.- Mrukną Puchatek.
Uszatek skinął łapą. Z samochodu wysiadły dwa psy. Jeden czarny a drugi szary. Oba były ubrane w szare garnitury. Gdy podeszli do Uszatka stanęli na baczność.
-Poznajcie się.- Powiedział Uszatek.- To mój stary przyjaciel z liceum.- Powiedział Uszatek wskazując na Puchatka.- To jest Borys.- Powiedział Uszatek wskazując na czarnego psa.- A to Sasza.- Uszatek wskazał na szarego psa.
- Bardzo mi miło.- Powiedział Uszatek wchodząc do domku.
Goście weszli za nim. Niestety po ostatniej imprezie u Kubusia udało uratować się tylko dwa krzesła i stół dlatego Borys i Sasza usiedli na kanapie.
- Dobrze cie widzieć.- Powiedział Puchatek.
- Ciebie też przyjacielu.- Odparł Uszatek.
- Co u Ciebie? Opowiadaj.- Powiedział Kubuś nalewając miód do szklanki.
Wypili.
- Nu widzisz.- Zaczął Uszatek.- Ja to zacząłem pracować dla tej mojej rodzinki. A teraz to ja jestem zastępcą Dona.
- Jesteś prawą ręką szefa ruskiej mafii? No nieźle.- Powiedział z podziwem Puchatek.
Uszatek z dumą rozsiadł się na krześle wyciągając z kieszonki marynarki dwa Kubańskie cygara.
Zapalili. Kubuś niezbyt lubił cygar ale świadomość że pali z zastępcą bossa rosyjskiej mafii dodała mu ochoty na palienie.
- No a ty co porabiasz?- Zapytał Uszatek wydmuchując chmurę dymu.
 - A wiesz tu coś ukradnę, tam coś sprzedam, tu kogoś za kase pobije. Wiesz takie tam.- Powiedział nieco smętnie Kubuś.
- No właśnie tu i tam...- Mruknął Uszatek.- Znaczy że wiesz wszystko o tej okolicy.- Powiedział Uszatek.
- No wiem sporo.- Odparł z dumą Kubuś.
Uszatek zgasił cygaro. Kubuś wiedział że nie wróży to niczego dobrego. Również zgasił cygaro i wygodniej usiadł na krześle.
- No to nam pomożesz w jednej sprawie?- Zapytał Uszatek.
Nagle Borys i Sasza znaleźli się za plecami Uszatka.
- No to mów o co chodzi.- Powiedział nieco nerwowo Puchatek.
- Nu bo widzisz przyjacielu ostatnio wysłałem dwóch moich ludzi. Do jednego gościa który produkuje kokainę. Nu żeby nam zapłacił pieniążki za ochronę. I do dzisiaj moi ludzie nie wrócili.- Powiedział Uszatek.
- No a skąd mam wiedzieć co się z nimi stało?- Zapytał nerwowo uszatek.
- No bo przyjaźnisz się z panem Tygryskiem, a to do niego wysłałem moich ludzi. Nu i pufff nie ma ich. A to byli bracia Saszy i Borysa a im bardzo zależy na ich odnalezieniu.- Powiedział Uszatek.
- On ich zabił?- Zapytał Sasza.
- Nie.- Odpowiedział Puchatek z uśmiechem na ustach.
- Czego łżesz grubasie!!- Wrzasnął Borys.
Puchatek uśmiechnął się i sięgną po pistolet.
- Popełniłeś ten sam błąd co twój brat.- Powiedział spokojnie Kubuś wyciągając pistolet.- JESTEM PUSZYSTY! Wrzasną Kubuś i zastrzelił Borysa , a potem Saszę który wyciągnął pistolet.
Uszatek także sięgnął po broń. Puchatek znokautował go jednak prawym sierpowym. Rozebrał Uszatka do bielizny i związał go. Trupy psów wrzucił do bagażnika Mercedesa. Uszatek w końcu się obudził.
- Puszczaj grubasie!- Wrzasnął Uszatek.
Kubuś spokojnie podszedł do Uszatka i zaczął go kopać po brzuchu.
- Już mówiłem że jestem puszysty.- Powiedział spokojnie z uśmiechem na ustach Kubuś.
- TY! Ty...- Jęknął Uszatek.
- No dokończ.- Powiedział radośnie Kubuś.
- Wypuść mnie. Nie zabijaj mnie.- Jęczał Uszatek.
- Pod jednym warunkiem.- Powiedział Kubuś.
- Jaki dam Ci co chcesz.- Powiedział zrospaczony Uszatek.
-   Twoi ludzie nigdy więcej nie będą nachodzić moich przyjaciół.- Powiedział Kubuś opróżniając ubrania Uszatka z pieniędzy, cygar, pozłacanej zapalniczki.
-Dobrze niech będzie ale oszczędź!- Krzyknął Uszatek.
Kubuś wyciągnął nóż z pod stołu i pociął ubrania Uszatka. Potem rozciął więzy i pomógł wstać swojemu "przyjacielowi". Uszatek ubrał się w pocięty garnitur.
- Dziękuję.- Powiedział z ulgą Uszatek.
- Won stąd!- Krzyknął Kubuś.
Uszatek pobiegł czym prędzej do samochodu i odjechał.
Kubuś roześmiał się głośno. Wypalił cygaro i poszedł do Tygryska żeby mu o wszystkim opowiedzieć.
Po wizycie u Tygryska poszedł do Kangurzycy i Maleństwa żeby Ci sprzedali fanty Uszatka. Porozmawiali chwilę Uszatek zostawił u nich zapalniczkę i drogi zegarek. Maleństwo i Kangurzyca byli najlepszymi paserami w całym Stumilowym Lesie. Potem Puchatek poszedł do Sowy która prowadziła  podziemny szpital w którym leczyła różnorakich pacjentów ze Stumilowego Gangu. Kubuś kupił u Sowy specjalny płyn do zmywania krwi. Puchatek po zrobieniu zakupów wrócił do domu żeby znowu posprzątać.

KONIEC

Proszę o ocenę mego "dzieła" Dziękuję :)







Miś Uszatek w dzieciństwie XD

czwartek, 7 stycznia 2016

Kubuś Puchatek Dzień po imprezie. ( Parodia Kubusia Puchatka.)

UWAGA!!! Ten post pisany jest w celach humorystycznych i nie ma na celu nikogo obrazić ani urazić uczuć religijnych itd.


Stumilowy las

Kubuś Puchatek obudził się ze strasznym bólem głowy.
- Oj jak mnie głowa boli!- Jęknął miś.
Wstał powoli z podłogi w salonie na której nie wiadomo dlaczego leżał. Rozejrzał się po swoim domku wszędzie był okropny bałagan. Miś zaczął chodzić po domku żeby przypomnieć sobie co działo się wczoraj wieczorem. W końcu usiadł na krześle. Spojrzał jeszcze raz na swoje mieszkanie. Pourywane firanki, wybite okno, połamane krzesła i stół, przewrócona kanapa, powywracane doniczki z kwiatami. Wszędzie leżały niedopałki papierosów i  butelki po wysokoprocentowym miodzie pitnym.
- Matko co tu się działo?- Jęknął miś wstając z jedynego nadającego się do użytku krzesła.
Kubuś poszedł powoli do łazienki. Gy wszedł do środka złapał się za bolącą głowę.
- O Kurde! Ale syf!- Krzyknął.
Zamknął oczy, ponieważ myślał że to sen. Jednak gdy je otworzył  ze smutkiem stwierdził że cały ten bałagan jest prawdziwy.
Prysznic był zdemolowany, wybita szyba w drzwiach i urwana słuchawka. Umywalka leżała w kawałkach na podłodze, a sedes był cały w wymiocinach. Kubuś z obrzydzeniem załatwił swoją potrzebę i wybiegł z łazienki. Poszedł do kuchni żeby umyć łapki. Tak jak się spodziewał wszędzie były porozrzucane brudne naczynia, po podłodze turlały się puste butelki po miodzie pitnym. Wszędzie leżało pełno niedopałków papierosów. Kubuś umył łapki i spojrzał na okno i odetchnął z ulgą jego mała domowa farma ziół stała nietknięta. No prawie.W doniczce z bazylią ktoś zgasił papierosa. To strasznie rozzłościło misia.  Kto śmiał niszczyć jego ukochaną Bazylię. Kubuś otworzył lodówkę. Nie było tam nic oprócz jagód i coli. Zjadł całą miseczkę jagód i popił colą. Wszedł do sypialni. Przynajmniej tam było czysto. podszedł do szafy i zmienił ubranie. Podszedł do łóżka i wyciągną z pod poduszki pistolet i z wściekłością powiedział.
- Ten kto zgasił tego peta w mojej bazylii zapłaci mi za to!
Puchatek wyszedł przed domek. Na wycieraczce ubrudzonej ( chyba ) błotem znalazł karteczkę na której ktoś niewyraźnie napisał ołówkiem.
- Fajnie było cześć!- Przeczytał Kubuś.- Co to ma być?- Pomyślał Kubuś.
Nikt nie podpisał karteczki co jeszcze bardziej rozzłościło misia. Schował karteczkę i poszedł do Tygryska.
Gdy dotarł na miejsce zobaczył jak dwa szare psy ubrane w garnitury próbowały wejść do środka. Kubusia nie zbyt to obchodziło. Wiedział że jeśli była u niego impreza to Tygrysek był na niej na pewno. Podszedł do dwóch psów któży okazali się być rosjanami.
- Z drogi!- Krzyknął Kubuś.
- Co? Won stąd grubasie!- Krzyknął jeden z psów.
Kubusia krew zalała jakiś ruski pies nazwał go grubasem. Miś wyciągnął pistolet i strzelił psu który nazwał go  'grubasem' prosto w głowę.
- Jestem puszysty!- Krzykną Kubuś strzelając do drugiego psa.
Nagle drzwi otworzyły się i na podwórko wyskoczył Tygrysek jak zwykle naćpany kokainą którą produkował w piwnicy ,a potem  sprzedawał na mieście.
- O kurka! Stary coś ty zrobił najlepszego?! Co ja z nimi teraz zrobię?!- Krzyczał Tygrysek podskakując na ogonie.
- No bo ten kundel nazwał mnie GRUBASEM a ja jestem PUSZYSTY.- Powiedział dumnie Miś.
- No dobra co ja mam z nimi zrobić? Oni są z ruskiej mafii.- Powiedział nieco spokojniej Tygrys.
- A oglądałeś ten serial? No jak on miał...- Powiedział Puchatek.
- Breaking bad?
- O no ten.
Tygrys podskoczył zzachwytu.
- O Kurka to jest plan!.- Krzyknął Tygrys.
Puchatek pomógł Tygrysowi wciągnąć zwłoki do piwnicy gdzie Tygrysek miał swoje laboratorium. Wrzucili ciała do dużej specjalnej balii. Nałożyli kombinezony ochronne i maski przeciwgazowe. I zalali ciała kilkoma dużymi butelkami kwasu. Wyszli z piwnicy i rozebrali się z ubrania ochronnego. Poszli do salonu i usiedli przy stole na którym stała duża torba kokainy, dwie działki narkotyku i duża butelka wysokoprocentowego miodu pitnego. Tygrysek wciągnął kreskę koki. Puchatek chwycił butelkę i upił duży łyk.
- Dobra co chciałeś?- Zapytał Tygrysek.- Główka boli po bibie?
- Boli, a tak w ogóle to co się wczoraj działo?- Zapytał Kubuś.
- No jak zwykle rozpierducha.- Powiedział obojętnie Tygrysek.
- No wiem...
- Ha a następna impreza u Królika. Może da trochę tego wina marchewkowego.- Zawołał wesoło Tygrysek.
- Ta... A kto palił fajki w kuchni?- Zapytał Kubuś.
- Wszyscy, a co?
- No bo jakaś menda zgasiła peta w mojej bazylii.- Powiedział Kubuś uderzając łapką w stół.
- A jaka to była fajka?- Zapytał Tygrysek.
-Marlboro.
- Marlboro. hmm... To tylko Krzyś miał ostatniego Maloborka.- Odparł Tygrys.
- Krzyś na pewno?
- Tak na 100%
- Nie no za go zatłukę!- Wrzasną Kubuś wstając z krzesła i ruszając w stronę drzwi.
- Ej tylko nie mów mu że to ja ci powiedziałem.!- Zawołał Tygrysek, bardzo zależało mu na dobrych stosunkach z Krzysiem, ponieważ kupował największe ilości kokainy w całym Stumilowym lesie.
- Spoko.
- Dzięki za tamtych dwóch!- Krzyknął Tygrys.
- Nie ma sprawy. Cześć.
Kubuś wybiegł z domku Tygrysa i czym prędzej pobiegł do Krzysia. Staną przed jego drzwiami i zaczął walić pięścią w drzwi.
- Otwieraj gnoju!- Wrzasnął miś.
Krzyś otworzył drzwi.
- Czego drze... - W tym momencie Kubuś kopnął Krzysia prosto w brzuch. Chłopak wleciał do mieszkania.
Kubuś podszedł do leżącego na ziemi skacowanego i znokautowanego Krzysia złapał go za brudną koszulkę i wycelował pistolet prosto w twarz chłopaka.
- Weź się ogarnij!- Krzykną Krzyś zachrypniętym głosem.
- Japa gnojku!- Wrzasnął miś- Byłeś u mnie wczoraj na imprezie?
- No byłem! Ale o co ci chodzi?!
- Cicho! Paliłeś Marlboro?
- No tak!
- A gdzie zgasiłeś peta?!- Wrzasnął wściekły miś.
- No w doniczce z...- Jęknął Krzyś.
- Z moją ulubioną Bazylią.- Syknął Kubuś.
Krzyś wiedział że Kubuś jest bardzo związany z Bazylią. Była to pamiątka z pierwszego włamania. Kubuś i Prosiaczek włamali się do domu seniora i ukradli staruszkom renty i emerytury, no i Bazylię na pamiątkę.
- No przepraszam no.- Powiedział Krzyś.
Kubuś puścił Krzysia.
- Płać!- Wrzasną Puchatek.
- Ile?- Zapytał Krzyś.
- 3 stówy. - Powiedział stanowczo Kubuś.
- Masz 350.- Powiedział Krzyś podając misiowi banknoty.
- No!- Wrzasną miś chowając pistolet i pieniądze do specjalnej kieszeni w koszulce.
Puchatek odwrócił się i wyszedł trzaskając drzwiami tak mocno że ze stołu w salonie spadł wazon.
Kubuś odetchnął, uspokoił się i wrócił do domu żeby posprzątać dom.


KONIEC

piątek, 1 stycznia 2016

Szczęśliwego Nowego Roku!! / Happy New Year!!

Z okazji Rozpoczęcia nowego roku życzę wszystkim Wszystkiego Najlepszego, Dużo szczęścia, radości i pieniędzy.

UWAGA!!! post ten został napisany w celach humorystycznych i nie miał na celu nikogo obrazić.

.
Rosyjska Baza Rakietowa.
Generał dowodzący bazą obudził się bardzo wcześnie rano. Spojrzał na kalendarz.
- O Boże dzisiaj koniec roku!! Trzeba świętować!- Krzyknął wstając z łóżka. Ubrał się i wybiegł do centrum dowodzenia.
- Sasza! Zwołuj chłopaków!- Rozkazał adiutantowi.
Szeregowy Sasza leniwie wykonał polecenie.
20 minut później.
Wszyscy żołnierze stawili się na zbiórce. Stanęli na baczność i czekali na wytyczne od generała.
- Chłopcy. Dzisiaj koniec roku. Trzeba zrobić imprezę.- Powiedział radośnie generał wyciągając z kieszeni wyciągając z kieszeni butelkę wódki.
- Urrrrrraaaaaaaa!- Wrzasnęli żołnierze.
- No to zacząć przygotowania!
Wszyscy rozbiegli się i rozpoczęli przygotowania przygotowali przekąski, instalację fajerwerków i mnóstwo alkoholu.
Impreza rozpoczęła się około 21. Kiedy zostały sekundy do północy rozpoczęto odliczanie.
- 10, 9, 8 ,7 ,6 ,5 ,4 ,3 ,2 ,1!! SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!- Wykrzyknęli wszyscy żołnierze.
Generał nacisnął przycisk aby uruchomić instalację fajerwerków. Usłyszał tylko huk, ale nie było widać żadnych kolorowych rozbłysków.
-Sasza! Czemu to nie działa?- Zapytał wściekły generał.
- A który guzik pan nacisnął?- Zapytał Sasza.
- Emm... Czerwony... Jezu...- Wyjąkał Generał.
I tak oto pewien generał zamiast kolorowych fajerwerków odpalił rakietę atomową zapewniając ludziom wybuchowy Nowy Rok.

KONIEC

Mam nadzieję że wasz Sylwester był równie wybuchowy :)

_________________________________________________________________________________

On the occasion of the start of the new year, I wish you all a happy, a lot of happiness, joy and money.

WARNING!!! This post was written for the purpose of humorous and not intended to offend anyone.


Russian Rocket Base.
The general commanding the base woke up very early in the morning. He looked at the calendar.
- Oh, God today, the end of the year !! We must celebrate! - Shouted getting out of bed. He got dressed and ran to the command center.
- Sasha! Convenes guys! - Ordered the adjutant.
Private Sasha lazily told.
20 minutes later.
All the soldiers showed up at the assembly. They stood at attention, waiting for guidance from the General.
- Boys. Today, the end of the year. You have to do imprezę.- said happily general pulling from his pocket pulling from his pocket a bottle of vodka.
- Urrrrrraaaaaaaa! - Yelled the soldiers.
- Well, then start preparing!
Everyone scattered and began preparations prepared snacks, installation fireworks and plenty of alcohol.
The event began around 21. When they were second to midnight countdown began.
 - 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1 !! HAPPY NEW YEAR !! - exclaimed all the soldiers.
General pressed the button to start the installation fireworks. He heard only the roar, but did not see any colored flares.
-Sasza! Why is it not working? - He asked an angry general.
- On which button you pressed? - He asked Sasha.
- Emm... Red ... Jesus ...- stammered General.
And so here are some general instead of colorful fireworks fired a missile nuclear explosive giving people the New Year.


END

I hope your New Year's Eve was equally explosive :)

Sorry for my bad English.