Stalkerzy wyszli na powierzchnię stali w miejscu i przyzwyczajali oczy do ostrego światła słonecznego. Był bardzo piękny słoneczny dzień. Bronek rozglądał się po "Starym świecie". Przyglądał się chmurom i ciemnoniebieskiemu niebu, fascynował się zmutowaną roślinnością (głównie w postaci niebieskawego bluszczu który porastał większość okolicznych budynków). Rozejrzał się jeszcze raz. Stali po środku zrujnowanego budynku. Znaczy z budynku zostały tylko dwie ściany ale można po tym wywnioskować że był to budynek.
- Gdzie my jesteśmy? - Zapytał cicho Bronek.
- Na powierzchni. W Olsztynie, dokładniej w ruinach ratusza.- Odparł Dawid rozglądając się po terenie.
- Ładnie tu. I tak strasznie jasno.- Powiedział z zachwytem Bronek, rozglądając się na boki.
- Pięknie? To jedynie szczątki dawnego życia. To tylko relikty i wspomnienie nas ludzi. Dwadzieścia cztery lata temu kwitło tu życie. Sporo imprez, miasto się rozwijało, ludzie nie byli bladzi jak kreda, wszyscy byli zdrowsi i silniejsi. Dla Ciebie ten świat jest piękny bo nie widziałeś innego. Dla mnie jest to tylko wspomnienie młodości i dzieciństwa. - Powiedział smętnie Dawid.
Nastała cisza obaj mężczyźni rozglądali się po okolicy.
-Czysto.- Zakomunikował Dawid.
Dawid włączył mierniki. Wszystko było w normie. Mogli spokojnie ruszyć w drogę.
- Dobra młody idziemy. Ale pamiętaj cicho za mną, wykonujesz moje polecenia i broń masz pewnie w rękach gotową do strzału.- Powiedział twardo Dawid.
- Tak jest.- Odparł krótko Bronek.
- Jest ładna pogoda, więc najpewniej większość tych bydlaków siedzi w norach ale musimy uważać.
Ruszyli w drogę. Ostrożnie wyszli z ruiny. Minęli mały budynek umocniony ze wszystkich stron.
- Proszę pana co tam jest?- Zapytał nagle Bronek.
- Tam? Bastion. Widzisz jak idziesz w daleką trasę to musisz gdzieś spać. Więc porobiliśmy w całym mieście bastiony. Takie bezpieczne małe "twierdze".- Odparł Dawid.
- Ale przecież to tylko kawałek od schronu. Nie mogli by poprostu wejść do środka?- Zdziwił się Bronek.
- Mogli by ale po 21 drzwi do schronu są zamykane do 7 rano. Względy bezpieczeństwa.- Odparł Dawid obserwując uliczkę przed nimi. -Chodź idziemy.
Ruszyli. Weszli między bloki żeby skrócić sobie drogę. Mijali rozebrane do połowy szkielety samochodów, resztki osiedlowych sklepików, placów zabaw i pozostałości po ławeczkach i śmietnikach. Wszystko było pokryte jasnoszarym pyłem i popiołem. Bronka uderzała cisza. W schronach zawsze było głośno zawsze ktoś mówił a nawet jeśli wszyscy byli cicho, było słychać szum pracujących wentylatorów. Tutaj słyszał jedynie własny oddech, kroki swoje i swojego mentora i pojawiające się co jakiś czas powiewy lekkiego wiatru, który mimo swojej małej siły wznosił w niebo kłęby pyłu. Po godzinie dotarli do ruin teatru. Budynek zawalił się zaraz po uderzeniu. Ocalało skrzydło jednej z bocznych scen. Dawid i Bronek podkradli się do wejścia na odległość 150 m. Dawid wyciągnął z plecaka lornetkę i zaczął obserwować przedpole. Zobaczył bardzo dużego samca Biesa, który spał przy wejściu do leża.
- Masz młody.- Szepnął Dawid podając Bronkowi lornetkę.
Chłopak spojrzał w stronę wejścia. Potwór wstał właśnie i leniwie się przeciągną. Bies wyglądał bardzo dziwnie. Potwór był wysokości Jelenia, postury Dzika, łapy i pysk przypominały łapy psa. Z głowy wyrastały mu piękne jelenie rogi. Potwór pokryty był przepięknym gęstym futrem.
- Czy to jest Bies?- Szepnął Bronek.
- Tak Bardzo stary samiec. Słuchaj podczołgamy się do niego. Wiatr wieje nam w twarz więc nas nie wyczuje. Tylko cicho. Jak strzele to walisz mu serię prosto w pysk. Rozumiesz?- Powiedział Dawid.
- T...Tak rozumie. - Wyjąkał Bronek.
Przygotowali broń i zaczęli powoli czołgać się w stronę Bestii. Bronek strasznie się denerwował. Podczołgali się na odległość 50 m. Dawid nagle wstał i wystrzelił z kuszy prosto w łeb Beisa.
Potwór zawył. Dawid zaczął napinać kuszę. Bronkowi zacisnęło się gardło kiedy usłyszał wycie potwora. Zerwał się z ziemi. A zaraz potem słyszeć było wytłumioną serię z karabinku. Bies padł martwy ze zmasakrowanym pyskiem.
Dawid napiął cięciwę.
-Dobrze.- Pochwalił swojego ucznia.
Nagle z resztek budynku usłyszeli ryk a zaraz potem z ciemności budynku wyskoczyły dwie duże samice. Nie różniły się zbytnio od samca. Poprostu nie miały poroża na głowie.
- Strzelaj!- Wrzasnął Dawid strzelając do większej z samic.
Większa Biesica dostała bełtem prosto w opko i padła martwa. Dawid rzucił kuszę na ziemię i wyciągnął z kabury pistolet z dokręconym tłumikiem. W tym samym momęcie Bronek wystrzelił kilka krótkich serii w potwora, który padł martwy.
Dawid odetchnął z ulgą. Poklepał po ramieniu zesztywniałego ze strachu Bronka.
- Ratujesz mi życie. Dobrze że Cię zabrałem.- Powiedział.
Dawid podniósł kuszę i naładował ją. Bronek walczył z nerwami i drżeniem rąk.
- Dobra choć sprawdzić budynek.- Zakomenderował Dawid.
Weszli do środka ale nic tam nie znaleźli. Wszystko było przykryte gruzem i pyłem. Wyszli na zewnątrz.
- Dobra młody pilnuj terenu a ja oprawię te ścierwa.- Powiedział łagodnie Dawid.
- Dobrze.- Powiedział Bronek klękając kilka metrów od Dawida.
Dawid wyciągnął nóż i zaczął obdzierać trupy ze skóry. Odciął także rogi i pazury które też były dosyć cenne. Gdy skończył zawołał do siebie Bronka.
- Dawaj plecak.- Rozkazał.
Bronek posłusznie ściągnął plecak i podał go Dawidowi.
Dawid zwinął w walki dwie skóry i wsadził je do plecaka. Zapakował tam jeszcze jeden z rogów. Zapiął plecak i oddał go właścicielowi. Do swojego plecaka zapakował pozostały róg skórę i pazury.
- Dobra wracamy.
Ruszyli w drogę powrotną. Wracali po swoich śladach. Nie spieszyli się jednak. Szli spacerkiem. Do resztek ratusza dotarli w dwie godziny. Zeszli po schodach. Dawid odsuną drzwi i krzyknął do środka.
- Spokojnie swój! Nie strzelaj!.
- Wchodzić spokojnie z rękami w górze!- Usłyszeli głos jakiegoś żołnierza.
Weszli do środka z rękami w górze. Oświetliły ich latarki żołnierzy. Dawid zasuną drzwi za sobą i ruszyli do punktu odkażania. Gdy weszli do schronu czekał na nich Mendelejew. Był bardzo szczęśliwy i dumny z syna.
- Bronek choć jeszcze sprzedać naszą zdobycz.
Gdy sprzedali trofea łowieckie podzielili się pieniędzmi. Wyszło im po 150 monet na głowie. Potem wrócili do Mendelejewa i opowiedzieli mu o swojej przygodzie. Na końcu Dawid obiecał że następnym razem zabierze ze sobą Bronka. Pożegnali się. Dawid wrócił do mieszkania jak zwykle pocałował zdjęcie rodziny i podziękował im za pomoc. Potem położył się na łóżku i zaczął spisywać ostatnią niebezpieczną podróż.
Koniec
środa, 30 grudnia 2015
piątek, 25 grudnia 2015
Postapokaliptycznie część 5
Chemik zapukał w metalowe drzwi z numerem 1990 i tabliczką z napisem Dawid Wilk.
- Otwarte!- Usłyszał zza drzwi.
Nacisnął klamkę i wszedł do środka. W małym mieszkanku przyjemnie pachniało smażonym mięsem i warzywami.
- O! Cześć Mendelejew.- Zawołał Dawid.
- Cześć.- Mrukną chemik i usiadł na krześle przy stole.
Dawid szybko przerzucił mięso i warzywa do miseczki. Postawił jedzenie na stole i poszedł odłączyć kuchenkę z prądu. Usiadł razem z chemikiem przy stole. Spojrzał na przyjaciela. Jego bardzo chuda twarz wydawała mu się jeszcze chudsza a krótko ścięte siwe włosy jeszcze bardziej białe. Chemik siedział i smutno wbił wzrok w stół.
- Ej. Co się stało?- Zapytał Dawid przełykając jedzenie.
Chemik nic nie powiedział. Wyciągną z wewnętrznej kieszeni kurtki butelkę wódki. Dawid wiedział że jego przyjaciel nie pije bez powodu. Przyniósł z szafki dwie szklanki. Chemik nalał po brzegi. Obaj opróżnili szklanki w zawrotnym tempie.
- Dobra gadaj co się stało.- Powiedział głośno Dawid.
- Mój syn Bronek. On sobie ubzdurał że będzie Stalkerem. Boje się o niego.- Powiedział załamany Mendelejew.
- No no ambitny chłopak. Nie masz co się martwić. Nowych Stalkerów wypuszcza się pod opieką starszych i tylko po drewno ewentualnie złom albo do naprawy bastionów.- Powiedział Dawid.
- No wiem ale i tak się o niego boję.
- Eh a ma już sprzęt?- Zapytał Dawid mając cichą nadzieję że syn jego przyjaciela nie zdążył się wyposażyć i uda im się odwieść go od tego szalonego planu.
- No właśnie ma. Kombinezon, plecak, maskę i całą resztę.- Odparł Mendelejew.
- A broń?
- Też ma. Ten automat z naszych rusznikarni.- Odparł Chemik.
Schrony miały swoje rusznikarnie we wszystkich schronach produkowano małokalibrową amunicję. Produkowano pistolety maszynowe Sten. Steny były używane podczas 2 wojny światowej przez Aliantów i ruchy oporów. Sten był łatwy w produkcji i łatwy w obsłudze ale co najważniejsze był lekki i skuteczny. Sten przypominał kawał rury z magazynkiem doczepianym z boku, zamkiem, spustem i kolbą. Stalkerzy używali karabinku głównie w wersji wytłumionej ze względów bezpieczeństwa.
- Co do Stenów są bardzo dobre chociaż ja preferuję kuszę.- Powiedział rzeczowo Dawid- No ale z tego co wiem to Franek wychodzi z młodymi. A to bardzo dobry Stalker na początku wychodziliśmy tylko my.- Powiedział Stalker próbując uspokoić przyjaciela.
Zapadła cisza. Po kilku minutach milczenia Mendelejew powiedział niemal szeptem.
- A może Ty byś go zabrał ze sobą?
Dawid przez chwilę pomyślał że to jakiś żart albo że jego przyjaciel zwariował. Niemal każdy kto słyszał o Dawidzie wiedział że wypuszcza się on znacznie dalej niż inni Stalkerzy. Każdy wiedział że Dawid nie mając nic do stracenia zapuszcza się głęboko w tereny łowieckie mutantów. Każdy wiedział że tylko on da sobie tam radę. Dawid założył nawet swój własny bastion daleko od schronu w samym środku obszaru łowieckiego Biesów.
- Co? Mam go zabrać ze sobą?
- Tak z Tobą będzie bezpieczny.- Odparł Chemik.
Znaczy że nie zwariował i mówi poważnie. Pomyślał Dawid.
- Dobra zabiorę go ze sobą jutro. Idę do teatru po kostiumy dla dzieciaków i wybić Biesy które się tam zalęgły. Ale od razu mówię to nie będzie bezpieczne.- Oznajmił Dawid.
- Dobrze niech idzie. Powiedział zrezygnowany Mendelejew.- Dzięki. Będę się zbierał.- Powiedział chemik wstając od stołu.
- Jeszcze nic nie zrobiłem.- Powiedział Dawid podchodząc do szafy.
Wyciągnął z niej pudełko ze szkłem laboratoryjnym.
- Trzymaj.- Powiedział Dawid podając pudełko przyjacielowi
- Dzięki. Do jutra.
- Do jutra.
Chemik wyszedł. Dawid został sam. Usiadł i w ciszy zjadł resztę kolacji. Posprzątał, butelkę z resztką wódki schował do szafki kuchennej a brudną miskę i patelnię poszedł umyć do łazienki która znajdowała się na korytarzu. Włączył radio położył się na łóżku i wyciągnął z pod niego mały notes i ołówek. W tym notesie zapisywał wszystkie wydarzenia z powierzchni.
Następnego dnia.
Dawid wstał rano i jak zwykle poćwiczył trochę. Zdawał sobie sprawę że od jego kondycji zależy jego życie. Zjadł śniadanie i zaczął szykować się do wyjścia na powierzchnię. Wyciągnął z szafy plecak i zapakował do niego uzupełnioną kamizelkę taktyczną , apteczkę, wodę w specjalnym bidonie pas z nożem i pistoletem oraz maskę przeciw gazową. Sprawdził sprawność kuszy. Wszystko w porządku. Pomyślał. Zarzucił plecak na jedno a kuszę na drugie ramię, zgasił światło i wyszedł zamykając za sobą drzwi na klucz. Szybkim krokiem poszedł do Azota odebrać swój kombinezon. Azot z radością stwierdził że właśnie skończył naprawę i z czystym sumieniem może oddać sprzęt przyjacielowi. Dawid podziękował mu, wziął kombinezon pod pachę i poszedł szybkim krokiem do punktu odkażania. Przechodził po drodze obok przedszkola wszystkie dzieci patrzyły na niego jak na bohatera. Dawid strasznie tego nie lubił. Wszyscy mieszkańcy mieli go za herosa. A on uważał że po prostu wykonuje swoją pracę. Gdy dotarł na miejsce zastał Mendelejewa na rozmowie ze swoim synem Bronkiem. Bronek strasznie przypominał swojego ojca. Różnili się jedynie tym że Bronek nie miał zmarszczek i miał czarne włosy.
- Cześć!- Zawołał Dawid.
- O cześć cześć.- Powiedział nerwowo chemik.
Dawid podszedł do Bronka i podał mu rękę.
- Dawid Wilk.
Bronek oniemiał. Dawid był niemal żywą legendą wśród młodzieży w schronie.
- Bronisław Dąbek.- Wyjąkał.
- Dobra młody słuchaj kilka podstawowych zasad.- Powiedział Dawid.
Chłopakowi nie trzeba było powtarzać dwa razy z uwagą zaczą słuchać legendarnego Stalkera.
- Zasada pierwsza: Bądź jak najciszej.
Zasada druga: Trzymaj się z daleka od stad mutantów.
Zasada trzecia: Zawsze bądź czujny.
Zasada czwarta: Strzelaj tylko w ostateczności lub wtedy gdy musisz.
Zasada piąta: Gdy polujesz strzelaj tylko wtedy gdy jesteś pewien że trafisz.
Zasada szósta: Szanuj i pomagaj innym Stalkerom.
Zasada siódma: Nie chodź po zmroku.
Zasada ósma: Słuchaj się starszych.- Wyrecytował Dawid z pamięci , w końcu to on razem z kilkoma innymi stalkerami z innych schronów układał te zasady.
- Zrozumiałeś?- Warknął Mendelejew.
- Tak zrozumiałem.- Odparł Bronek.
- No i dobrze.- Powiedział Dawid.- Masz broń?- Zapytał.
- Tak mam.- Powiedział Bronek pokazując na leżącego obok plecaka wytłumionego Stena i pistolet z tłumikiem.
- Dobrze. Strzelać umiesz jak każdy?- Zapytał Dawid.
- Tak. Przecież każdy mieszkaniec ma obowiązek ćwiczeń na strzelnicy.- Odparł Bronek.
- Dobra wskakuj w kombinezon młody.- Rozkazał Dawid.
Dawid zajął się sobą. Nałożył kombinezon, ochraniacze nóg," Zbroję" ze skóry i metalowych płytek i rękawice. Z plecaka wyciągną kamizelkę taktyczną i założył ją. Zapiął pas. Maskę zapiął na ramieniu. Sprawdził sprawność mierników i latarki. Przełożył wodę do specjalnej kieszeni kamizelki. Do lufy pistoletu dokręcił tłumik. Napiął kuszę i naładował bełt. Resztę pocisków przymocował na specjalnym uchwycie do kuszy.
Spojrzał na Bronka który właśnie kończył ładować karabinek.
- Gotowy?- Zapytał się chłopaka.
-Tak jest!
-Uważaj na siebie synu.- Powiedział Chemik i objął syna.
Stalkerzy weszli do śluzy. Włożyli na twarz maski. Gdy otworzyły się drzwi prowadzące do przedsionka obaj wyszli szybkim krokiem. Ominęli umocnienia straży i stanęli przed wrotami prowadzącymi na zewnątrz. Grube metalowe wrota składały się z gigantycznej bramy i małej bramki. Dawid otworzył małą bramę. Tylko ta działała/ Kiedy pociągnął żeby przeciągnąć ciężkie przesówne drzwi za ich plecami słychać było szczęk przygotowywanych do strzału karabinów maszynowych.
Odczekali chwilę. nic nie wylazło z tunelu. Dawidowi nagle o czymś się przypomniało. Zapomniał powiedzieć Bronkowi o okularach przeciwsłonecznych.
- Młody wstrzymaj oddech i załóż jakieś okulary przeciwsłoneczne.- Powiedział Dawid.
Bronek zdawał sobie sprawę z tego że jego oczy nie są przyzwyczajone do światła słonecznego.
Wstrzymał oddech zdjął maskę i szybkim ruchem naciągną na nos przyciemniane gogle narciarskie. Nałożył maskę. Przygotowali broń i wyszli za drzwi. Dawid starannie zasunął drzwi za sobą. Ruszyli schodami w górę ku coraz to mocniejszemu światłu.
C.D.N
P.S.

Oto wytłumiony brytyjski pistolet maszynowy Sten.
- Otwarte!- Usłyszał zza drzwi.
Nacisnął klamkę i wszedł do środka. W małym mieszkanku przyjemnie pachniało smażonym mięsem i warzywami.
- O! Cześć Mendelejew.- Zawołał Dawid.
- Cześć.- Mrukną chemik i usiadł na krześle przy stole.
Dawid szybko przerzucił mięso i warzywa do miseczki. Postawił jedzenie na stole i poszedł odłączyć kuchenkę z prądu. Usiadł razem z chemikiem przy stole. Spojrzał na przyjaciela. Jego bardzo chuda twarz wydawała mu się jeszcze chudsza a krótko ścięte siwe włosy jeszcze bardziej białe. Chemik siedział i smutno wbił wzrok w stół.
- Ej. Co się stało?- Zapytał Dawid przełykając jedzenie.
Chemik nic nie powiedział. Wyciągną z wewnętrznej kieszeni kurtki butelkę wódki. Dawid wiedział że jego przyjaciel nie pije bez powodu. Przyniósł z szafki dwie szklanki. Chemik nalał po brzegi. Obaj opróżnili szklanki w zawrotnym tempie.
- Dobra gadaj co się stało.- Powiedział głośno Dawid.
- Mój syn Bronek. On sobie ubzdurał że będzie Stalkerem. Boje się o niego.- Powiedział załamany Mendelejew.
- No no ambitny chłopak. Nie masz co się martwić. Nowych Stalkerów wypuszcza się pod opieką starszych i tylko po drewno ewentualnie złom albo do naprawy bastionów.- Powiedział Dawid.
- No wiem ale i tak się o niego boję.
- Eh a ma już sprzęt?- Zapytał Dawid mając cichą nadzieję że syn jego przyjaciela nie zdążył się wyposażyć i uda im się odwieść go od tego szalonego planu.
- No właśnie ma. Kombinezon, plecak, maskę i całą resztę.- Odparł Mendelejew.
- A broń?
- Też ma. Ten automat z naszych rusznikarni.- Odparł Chemik.
Schrony miały swoje rusznikarnie we wszystkich schronach produkowano małokalibrową amunicję. Produkowano pistolety maszynowe Sten. Steny były używane podczas 2 wojny światowej przez Aliantów i ruchy oporów. Sten był łatwy w produkcji i łatwy w obsłudze ale co najważniejsze był lekki i skuteczny. Sten przypominał kawał rury z magazynkiem doczepianym z boku, zamkiem, spustem i kolbą. Stalkerzy używali karabinku głównie w wersji wytłumionej ze względów bezpieczeństwa.
- Co do Stenów są bardzo dobre chociaż ja preferuję kuszę.- Powiedział rzeczowo Dawid- No ale z tego co wiem to Franek wychodzi z młodymi. A to bardzo dobry Stalker na początku wychodziliśmy tylko my.- Powiedział Stalker próbując uspokoić przyjaciela.
Zapadła cisza. Po kilku minutach milczenia Mendelejew powiedział niemal szeptem.
- A może Ty byś go zabrał ze sobą?
Dawid przez chwilę pomyślał że to jakiś żart albo że jego przyjaciel zwariował. Niemal każdy kto słyszał o Dawidzie wiedział że wypuszcza się on znacznie dalej niż inni Stalkerzy. Każdy wiedział że Dawid nie mając nic do stracenia zapuszcza się głęboko w tereny łowieckie mutantów. Każdy wiedział że tylko on da sobie tam radę. Dawid założył nawet swój własny bastion daleko od schronu w samym środku obszaru łowieckiego Biesów.
- Co? Mam go zabrać ze sobą?
- Tak z Tobą będzie bezpieczny.- Odparł Chemik.
Znaczy że nie zwariował i mówi poważnie. Pomyślał Dawid.
- Dobra zabiorę go ze sobą jutro. Idę do teatru po kostiumy dla dzieciaków i wybić Biesy które się tam zalęgły. Ale od razu mówię to nie będzie bezpieczne.- Oznajmił Dawid.
- Dobrze niech idzie. Powiedział zrezygnowany Mendelejew.- Dzięki. Będę się zbierał.- Powiedział chemik wstając od stołu.
- Jeszcze nic nie zrobiłem.- Powiedział Dawid podchodząc do szafy.
Wyciągnął z niej pudełko ze szkłem laboratoryjnym.
- Trzymaj.- Powiedział Dawid podając pudełko przyjacielowi
- Dzięki. Do jutra.
- Do jutra.
Chemik wyszedł. Dawid został sam. Usiadł i w ciszy zjadł resztę kolacji. Posprzątał, butelkę z resztką wódki schował do szafki kuchennej a brudną miskę i patelnię poszedł umyć do łazienki która znajdowała się na korytarzu. Włączył radio położył się na łóżku i wyciągnął z pod niego mały notes i ołówek. W tym notesie zapisywał wszystkie wydarzenia z powierzchni.
Następnego dnia.
Dawid wstał rano i jak zwykle poćwiczył trochę. Zdawał sobie sprawę że od jego kondycji zależy jego życie. Zjadł śniadanie i zaczął szykować się do wyjścia na powierzchnię. Wyciągnął z szafy plecak i zapakował do niego uzupełnioną kamizelkę taktyczną , apteczkę, wodę w specjalnym bidonie pas z nożem i pistoletem oraz maskę przeciw gazową. Sprawdził sprawność kuszy. Wszystko w porządku. Pomyślał. Zarzucił plecak na jedno a kuszę na drugie ramię, zgasił światło i wyszedł zamykając za sobą drzwi na klucz. Szybkim krokiem poszedł do Azota odebrać swój kombinezon. Azot z radością stwierdził że właśnie skończył naprawę i z czystym sumieniem może oddać sprzęt przyjacielowi. Dawid podziękował mu, wziął kombinezon pod pachę i poszedł szybkim krokiem do punktu odkażania. Przechodził po drodze obok przedszkola wszystkie dzieci patrzyły na niego jak na bohatera. Dawid strasznie tego nie lubił. Wszyscy mieszkańcy mieli go za herosa. A on uważał że po prostu wykonuje swoją pracę. Gdy dotarł na miejsce zastał Mendelejewa na rozmowie ze swoim synem Bronkiem. Bronek strasznie przypominał swojego ojca. Różnili się jedynie tym że Bronek nie miał zmarszczek i miał czarne włosy.
- Cześć!- Zawołał Dawid.
- O cześć cześć.- Powiedział nerwowo chemik.
Dawid podszedł do Bronka i podał mu rękę.
- Dawid Wilk.
Bronek oniemiał. Dawid był niemal żywą legendą wśród młodzieży w schronie.
- Bronisław Dąbek.- Wyjąkał.
- Dobra młody słuchaj kilka podstawowych zasad.- Powiedział Dawid.
Chłopakowi nie trzeba było powtarzać dwa razy z uwagą zaczą słuchać legendarnego Stalkera.
- Zasada pierwsza: Bądź jak najciszej.
Zasada druga: Trzymaj się z daleka od stad mutantów.
Zasada trzecia: Zawsze bądź czujny.
Zasada czwarta: Strzelaj tylko w ostateczności lub wtedy gdy musisz.
Zasada piąta: Gdy polujesz strzelaj tylko wtedy gdy jesteś pewien że trafisz.
Zasada szósta: Szanuj i pomagaj innym Stalkerom.
Zasada siódma: Nie chodź po zmroku.
Zasada ósma: Słuchaj się starszych.- Wyrecytował Dawid z pamięci , w końcu to on razem z kilkoma innymi stalkerami z innych schronów układał te zasady.
- Zrozumiałeś?- Warknął Mendelejew.
- Tak zrozumiałem.- Odparł Bronek.
- No i dobrze.- Powiedział Dawid.- Masz broń?- Zapytał.
- Tak mam.- Powiedział Bronek pokazując na leżącego obok plecaka wytłumionego Stena i pistolet z tłumikiem.
- Dobrze. Strzelać umiesz jak każdy?- Zapytał Dawid.
- Tak. Przecież każdy mieszkaniec ma obowiązek ćwiczeń na strzelnicy.- Odparł Bronek.
- Dobra wskakuj w kombinezon młody.- Rozkazał Dawid.
Dawid zajął się sobą. Nałożył kombinezon, ochraniacze nóg," Zbroję" ze skóry i metalowych płytek i rękawice. Z plecaka wyciągną kamizelkę taktyczną i założył ją. Zapiął pas. Maskę zapiął na ramieniu. Sprawdził sprawność mierników i latarki. Przełożył wodę do specjalnej kieszeni kamizelki. Do lufy pistoletu dokręcił tłumik. Napiął kuszę i naładował bełt. Resztę pocisków przymocował na specjalnym uchwycie do kuszy.
Spojrzał na Bronka który właśnie kończył ładować karabinek.
- Gotowy?- Zapytał się chłopaka.
-Tak jest!
-Uważaj na siebie synu.- Powiedział Chemik i objął syna.
Stalkerzy weszli do śluzy. Włożyli na twarz maski. Gdy otworzyły się drzwi prowadzące do przedsionka obaj wyszli szybkim krokiem. Ominęli umocnienia straży i stanęli przed wrotami prowadzącymi na zewnątrz. Grube metalowe wrota składały się z gigantycznej bramy i małej bramki. Dawid otworzył małą bramę. Tylko ta działała/ Kiedy pociągnął żeby przeciągnąć ciężkie przesówne drzwi za ich plecami słychać było szczęk przygotowywanych do strzału karabinów maszynowych.
Odczekali chwilę. nic nie wylazło z tunelu. Dawidowi nagle o czymś się przypomniało. Zapomniał powiedzieć Bronkowi o okularach przeciwsłonecznych.
- Młody wstrzymaj oddech i załóż jakieś okulary przeciwsłoneczne.- Powiedział Dawid.
Bronek zdawał sobie sprawę z tego że jego oczy nie są przyzwyczajone do światła słonecznego.
Wstrzymał oddech zdjął maskę i szybkim ruchem naciągną na nos przyciemniane gogle narciarskie. Nałożył maskę. Przygotowali broń i wyszli za drzwi. Dawid starannie zasunął drzwi za sobą. Ruszyli schodami w górę ku coraz to mocniejszemu światłu.
C.D.N
P.S.
Oto wytłumiony brytyjski pistolet maszynowy Sten.
wtorek, 22 grudnia 2015
Przedświąteczne problemy Mikołaja.
Uwaga!; Ten post został napisany w celach humorystycznych i nie miał na celu nikogo obrazić.
Laponia fabryka prezentów Św. Mikołaja. 2015
Tego roku nawet w Laponii było bardzo ciepło. Było mało śniegu i ogólnie straszny gorąc jak na warunki koła podbiegunowego bo tylko -10 w pełnym słońcu. W takim upale elfy pod nadzorem Mikołaja musiały pracować przy taśmie produkcyjnej w Fabryce Zabawek Św. Mikołaja. Elfy jak co roku pracowały na trzy zmiany jednak w tym roku ich niebezpieczna i niewolnicza wręcz praca zamieniła się w piekło pracowali w strasznym upale bo aż 0 stopni. Wszyscy pracownicy włącznie z Mikołajem ,który wszystko nadzorował chodzili w samych bokserkach i japonkach.
- Co się dzieje z tym światem?- Powtarzał Św. Mikołaj ocierając pot z czoła.
Dwa dni przed Wigilią Bożego Narodzenia Mikołaj zaczynał loty próbne swoimi saniami. Jak zawsze wyszedł na płytę lotniska saniowego ale na stanowisku startowym nie było ani renifera ani sań.
- Halo! Gdzie moje sanie i renifer?!- Krzykną Mikołaj.
Do mikołaja podbiegł Elf zajmujący się lotniskiem.
- Szefie mamy małe problemy.- Zakomunikował Elf stając na baczność.
- Jakie znowu problemy?- Zapytał rozzłoszczony Mikołaj.
- Rudolf złapał grypę i inne renifery zaprzęgowe też.- Zakomunikował Elf.
- Grypę w taki upał?- Zapytał zdziwiony Mikołaj. Nie przypuszczał że w takim upale można dostać grypy.
- Ale one mają grypę żołądkową.- Odparł Elf.
- No i co teraz?- Zapytał przerażony Mikołaj łapiąc się za głowę.
- Został jeszcze Adolf.
- Adolf?
- Tak
- No nie wiem czy to dobry pomysł.- Powiedział Mikołaj z wahaniem.
Renifer Adolf był młodszym bratem Rudolfa. Adolf miał dziwny wąsik. Co jest bardzo dziwnym zjawiskiem renifery nie mają wąsów. Poza tym Renifer Adolf był alkoholikiem. Od małego podkradał Mikołajowi wino z barku. Ostatnim razem gdy Mikołaj zmuszony był skorzystać z Adolfa wylądował w Oceanie Spokojnym.
- No dobra skoro nie mam wyjścia.- Westchną Mikołaj.
- No ale mamy większy problem. -powiedział Elf pokazując na pas startowy.
Mikołaj zdał sobie sprawę że na pasie startowym nie ma wystarczającej warstwy śniegu. Poza tym na połowie świata nie było śniegu więc jak miał w razie czego lądować?
- Dobra a to jak rozwiążemy?- Zapytał Mikołaj.
- Szefie spokojnie.- Powiedział Elf. Wyciągnął krótkofalówkę.- Przyprowadzić.- Rozkazał Elf.
Kilka chwil później na pas wciągnięto przerobiony model wyścigowych sań Mikołaja.
Jeden z mechaników powiedział z dumą.
- Oto nowy Mikołajowóz M1.
Mikołaj klasnął w dłonie. Podziwiał dzieło swoich konstruktorów. Bardzo mu się podobał ten Mikołajowóz.
- Dobra dawać tu Adolfa. Rozkazał Mikołaj.
Około 3 minut później na pas przyprowadzono Renifera Adolfa. O dziwo ze zgolonym wąsem. Mikołaj wyciągną z kieszeni kombinezonu lotniczego alkomat i przytkną reniferowi do pyska.
- Dmuchaj Adolf.- Rozkazał Mikołaj.
- Szefie ale ja trzeźwy jestem.- Powiedział urażony Adolf.
- Dobra. Albo dmuchasz albo nie lecisz.- Powiedział ostro Mikołaj
Renifer posłusznie dmuchnął w urządzenie.
- Hmmm... 0,01- Mrukną Mikołaj.- Dobra ale jak tym razem spadniemy do Oceanu to sprzedam Cie do cyrku. - Zagroził Mikołaj.
- Na pewno nie zawiodę.- Powiedział uroczyście Adolf.
Renifera zaprzężono do Mikołajowozu M1. Lot testowy zakończył się sukcesem.
Koniec..
P.S
Tak oto Mikołaj przygotował się do pracy mam nadzieję że odwiedzi wszystkich 24 grudnia. Niestety patrząc na ocieplenie klimatu chyba jednak Mikołaj musi się przyzwyczaić do Mikołajowozu M1. A Elfy pracujące w fabryce do nowego stroju służbowego.
Laponia fabryka prezentów Św. Mikołaja. 2015
Tego roku nawet w Laponii było bardzo ciepło. Było mało śniegu i ogólnie straszny gorąc jak na warunki koła podbiegunowego bo tylko -10 w pełnym słońcu. W takim upale elfy pod nadzorem Mikołaja musiały pracować przy taśmie produkcyjnej w Fabryce Zabawek Św. Mikołaja. Elfy jak co roku pracowały na trzy zmiany jednak w tym roku ich niebezpieczna i niewolnicza wręcz praca zamieniła się w piekło pracowali w strasznym upale bo aż 0 stopni. Wszyscy pracownicy włącznie z Mikołajem ,który wszystko nadzorował chodzili w samych bokserkach i japonkach.
- Co się dzieje z tym światem?- Powtarzał Św. Mikołaj ocierając pot z czoła.
Dwa dni przed Wigilią Bożego Narodzenia Mikołaj zaczynał loty próbne swoimi saniami. Jak zawsze wyszedł na płytę lotniska saniowego ale na stanowisku startowym nie było ani renifera ani sań.
- Halo! Gdzie moje sanie i renifer?!- Krzykną Mikołaj.
Do mikołaja podbiegł Elf zajmujący się lotniskiem.
- Szefie mamy małe problemy.- Zakomunikował Elf stając na baczność.
- Jakie znowu problemy?- Zapytał rozzłoszczony Mikołaj.
- Rudolf złapał grypę i inne renifery zaprzęgowe też.- Zakomunikował Elf.
- Grypę w taki upał?- Zapytał zdziwiony Mikołaj. Nie przypuszczał że w takim upale można dostać grypy.
- Ale one mają grypę żołądkową.- Odparł Elf.
- No i co teraz?- Zapytał przerażony Mikołaj łapiąc się za głowę.
- Został jeszcze Adolf.
- Adolf?
- Tak
- No nie wiem czy to dobry pomysł.- Powiedział Mikołaj z wahaniem.
Renifer Adolf był młodszym bratem Rudolfa. Adolf miał dziwny wąsik. Co jest bardzo dziwnym zjawiskiem renifery nie mają wąsów. Poza tym Renifer Adolf był alkoholikiem. Od małego podkradał Mikołajowi wino z barku. Ostatnim razem gdy Mikołaj zmuszony był skorzystać z Adolfa wylądował w Oceanie Spokojnym.
- No dobra skoro nie mam wyjścia.- Westchną Mikołaj.
- No ale mamy większy problem. -powiedział Elf pokazując na pas startowy.
Mikołaj zdał sobie sprawę że na pasie startowym nie ma wystarczającej warstwy śniegu. Poza tym na połowie świata nie było śniegu więc jak miał w razie czego lądować?
- Dobra a to jak rozwiążemy?- Zapytał Mikołaj.
- Szefie spokojnie.- Powiedział Elf. Wyciągnął krótkofalówkę.- Przyprowadzić.- Rozkazał Elf.
Kilka chwil później na pas wciągnięto przerobiony model wyścigowych sań Mikołaja.
Jeden z mechaników powiedział z dumą.
- Oto nowy Mikołajowóz M1.
Mikołaj klasnął w dłonie. Podziwiał dzieło swoich konstruktorów. Bardzo mu się podobał ten Mikołajowóz.
- Dobra dawać tu Adolfa. Rozkazał Mikołaj.
Około 3 minut później na pas przyprowadzono Renifera Adolfa. O dziwo ze zgolonym wąsem. Mikołaj wyciągną z kieszeni kombinezonu lotniczego alkomat i przytkną reniferowi do pyska.
- Dmuchaj Adolf.- Rozkazał Mikołaj.
- Szefie ale ja trzeźwy jestem.- Powiedział urażony Adolf.
- Dobra. Albo dmuchasz albo nie lecisz.- Powiedział ostro Mikołaj
Renifer posłusznie dmuchnął w urządzenie.
- Hmmm... 0,01- Mrukną Mikołaj.- Dobra ale jak tym razem spadniemy do Oceanu to sprzedam Cie do cyrku. - Zagroził Mikołaj.
- Na pewno nie zawiodę.- Powiedział uroczyście Adolf.
Renifera zaprzężono do Mikołajowozu M1. Lot testowy zakończył się sukcesem.
Koniec..
P.S
Tak oto Mikołaj przygotował się do pracy mam nadzieję że odwiedzi wszystkich 24 grudnia. Niestety patrząc na ocieplenie klimatu chyba jednak Mikołaj musi się przyzwyczaić do Mikołajowozu M1. A Elfy pracujące w fabryce do nowego stroju służbowego.
sobota, 19 grudnia 2015
Postapokaliptycznie część 4
Dawid szedł wąskim bocznym korytarzem, oświetlonym żarówkami i lampami imitującymi światło słoneczne. Stalker wiedział że słońce świeci o wiele jaśniej, ale przynajmniej mieszkańcy schronów nie wyglądali jak blade żywe trupy.
Czuł ogromne zmęczenie ale wiedział że musi posortować wszystkie rzeczy i odnieść większość z nich na sprzedaż do kwatermistrza.
Gdy w końcu dotarł do swojego "mieszkania" Odetchną z ulgą.
Rozejrzał się. Wszystko było na swoim miejscu.
W małym pokoiku o wymiarach 5m na 7m nie było zbyt dużo mebli i sprzętów. Stało tam duże metalowe łóżko z pościelą w niebieskie słoniki, metalowa szafa, mała kuchenna szafka na której stała kuchenka elektryczna, a w jej wnętrzu przechowywane były garnki i patelnie, Przy ścianie obok wejścia stało biurko na którym w nieładzie leżały ołówki, kredki, kawałki węgla, temperówki i gumki do ścierania. Obok przyborów do rysowania stała lampka, radio i zdjęcie na którym był Dawid i jego zmarła żona i syn. Oboje zginęli podczas epidemii nowego szczepu grypy.W mieszkanku zmieściła się mała lodówka, mały stolik i dwa krzesła.
Dawid jeszcze raz odetchną. rzucił plecak na stół. Kuszę i sprzęt schował do szafy. Usiadł przy biurku. Wziął w dłoń zdjęcie oprawione w pozłacaną ramkę.
- Dzięki za pomoc.- Powiedział Dawid. Pocałował zdjęcie i ostrożnie odstawił je na miejsce.
Podszedł do stołu i zaczął wyciągać z niego rzeczy. Najpierw wyciągną duży kawałek pięknego czarnego futra który zdarł ze znalezionego martwego mutanta. Potem powyciągał złom, kilka kłębków drutu, dwie gry planszowe i karton ze sprzętem chirurgicznym.
Swój sprzęt i opakowanie naczyń laboratoryjnych wsadził do szafy. Rzeczy na sprzedaż zapakował do plecaka. Z szafy wyciągną swój kombinezon starannie go złożył i włożył do plecaka. Zgasił światło i wyszedł z plecakiem na plecach. Szybkim krokiem poszedł do pokoju kwatermistrza, którego nazywano "Chudy". Jego przydomek nie był przypadkowy był strasznie chudy można mu było policzyć wszystkie kości z 10 m.
- Cześć Chudy.- Zawołał wesoło Dawid.
- A już myślałem że coś Cię zeżarło.- Powiedział z uśmiechem Chudy.
- Ach te twoje poczucie humoru.
- Dobra. Dobra. Co tam masz dla mnie?
Dawid wyciągną z plecaka kombinezon i podał mu plecak. Kwatermistrz pogrzebał w plecaku przeglądając rzeczy.
- Ty zatłukłeś tego Biesa?- Zapytał Chudy pokazując na futro.
- Nie znalazłem obgryzione ścierwo dlatego tylko połowa.- Odparł Dawid.
- Dobra za to wszystko dostaniesz 300 i 100 prezentu urodzinowego. Razem 400.- Powiedział Chudy rozpakowując plecak.
Po kilkudziesięciu sekundach Kwatermistrz podał Dawidowi woreczek z 400 monetami.
- Najlepszego.
- Dzięki.
Dawid spakował kombinezon do plecaka i poszedł dalej korytarzem do speca od naprawiania sprzętu.
400 monet pobrzękiwało mu w kieszeni. Monety w schronach robiono z miedzi i aluminium. Za 400 monet 4 osobowa rodzina mogła przeżyć 3 tygodnie. Dawid nie narzekał więc na wysokość zarobków.
W końcu doszedł do mieszkania serwisanta. Zapukał.
- Właź!- Usłyszał zza drzwi.
Otworzył i wszedł do środka. W pokoju będącym nieźle wyposażonym warsztatem siedział na drewnianym krześle, dobrze zbudowany czarnowłosy mężczyzna, ubrany robocze ubrania. Z zamyśleniem w oczach palił papierosa.
- Siemanko Azot.- Zawołał Dawid przy wejściu.
- Dawid! Brachu! Dobrze że wróciłeś!- Zawołał wesoło i energicznie Azot wyrwany z zadumy.
- Też się cieszę. Ale przyjemności na bok mam taką małą robotę dla Ciebie.- Powiedział Dawid wyciągając z plecaka kombinezon.
- Dobra dawaj go.- Powiedział Azot. Wziął kombinezon i odłożył go na jeden ze stołów. Z małej metalowej szafki wyciągną butelkę wódki i dwa kieliszki. Nalał do obu i podał jeden Dawidowi.
- Najpierw wypijemy twoje zdrowie. Wszystkiego najlepszego!- Zawołał żywo Azot.
- Dzięki.
Po opróżnieniu kieliszków Dawid wyciągną woreczek z pieniędzmi i odliczył 150 monet.
- Tak jak zwykle.- Powiedział podając pieniądze Azotowi.
- No jasne brachu. Co co może jeszcze jeden?
- Nie dzięki. Muszę iść się przespać bo zaraz padnę na ryj.- Odparł Dawid.
- No to co tu jeszcze robisz? Zapieprzaj na chatę spać.- Odparł Azot z troską w głosie.
- Jasne narazicho.- Odparł Dawid wychodząc za drzwi.
Dawid lubił nadpobudliwego inżyniera. Często z nim rozmawiał. Dawid pamiętał z jakim poświęceniem Azot rozplanował rozbudowę schronu, jak łatał pancerze Stalkerów i żołnierzy. Może dlatego Dawid za darmo znosił mu sprzęt ze wszystkich warsztatów samochodowych z okolicy.
Stalker przypomniał że musi pójść do sklepu i kupić sobie coś na kolację. Każdy schron miał swój market. Naprawdę był to market. W pomieszczeniach po magazynach zrobiono sklep samoobsługowy. Pierwszy taki sklep powstał w Schronie pod Starówką, jednak wszystkie inne schrony podchwyciły pomysł i założyły własne sklepy. Dawid kupił nieco mięsa, smalcu i bardzo dużo warzyw. Wydał na to 50 monet.
Wrócił do domu. Podłączył lodówkę do gniazdka elektrycznego i powkładał do niej jedzenie. Wszystkie schrony miały prądu pod dostatkiem dlatego wszystkie urządzenia były na prąd.
Położył się na łóżku i niemal natychmiast zasnął.
C.D.N
Czuł ogromne zmęczenie ale wiedział że musi posortować wszystkie rzeczy i odnieść większość z nich na sprzedaż do kwatermistrza.
Gdy w końcu dotarł do swojego "mieszkania" Odetchną z ulgą.
Rozejrzał się. Wszystko było na swoim miejscu.
W małym pokoiku o wymiarach 5m na 7m nie było zbyt dużo mebli i sprzętów. Stało tam duże metalowe łóżko z pościelą w niebieskie słoniki, metalowa szafa, mała kuchenna szafka na której stała kuchenka elektryczna, a w jej wnętrzu przechowywane były garnki i patelnie, Przy ścianie obok wejścia stało biurko na którym w nieładzie leżały ołówki, kredki, kawałki węgla, temperówki i gumki do ścierania. Obok przyborów do rysowania stała lampka, radio i zdjęcie na którym był Dawid i jego zmarła żona i syn. Oboje zginęli podczas epidemii nowego szczepu grypy.W mieszkanku zmieściła się mała lodówka, mały stolik i dwa krzesła.
Dawid jeszcze raz odetchną. rzucił plecak na stół. Kuszę i sprzęt schował do szafy. Usiadł przy biurku. Wziął w dłoń zdjęcie oprawione w pozłacaną ramkę.
- Dzięki za pomoc.- Powiedział Dawid. Pocałował zdjęcie i ostrożnie odstawił je na miejsce.
Podszedł do stołu i zaczął wyciągać z niego rzeczy. Najpierw wyciągną duży kawałek pięknego czarnego futra który zdarł ze znalezionego martwego mutanta. Potem powyciągał złom, kilka kłębków drutu, dwie gry planszowe i karton ze sprzętem chirurgicznym.
Swój sprzęt i opakowanie naczyń laboratoryjnych wsadził do szafy. Rzeczy na sprzedaż zapakował do plecaka. Z szafy wyciągną swój kombinezon starannie go złożył i włożył do plecaka. Zgasił światło i wyszedł z plecakiem na plecach. Szybkim krokiem poszedł do pokoju kwatermistrza, którego nazywano "Chudy". Jego przydomek nie był przypadkowy był strasznie chudy można mu było policzyć wszystkie kości z 10 m.
- Cześć Chudy.- Zawołał wesoło Dawid.
- A już myślałem że coś Cię zeżarło.- Powiedział z uśmiechem Chudy.
- Ach te twoje poczucie humoru.
- Dobra. Dobra. Co tam masz dla mnie?
Dawid wyciągną z plecaka kombinezon i podał mu plecak. Kwatermistrz pogrzebał w plecaku przeglądając rzeczy.
- Ty zatłukłeś tego Biesa?- Zapytał Chudy pokazując na futro.
- Nie znalazłem obgryzione ścierwo dlatego tylko połowa.- Odparł Dawid.
- Dobra za to wszystko dostaniesz 300 i 100 prezentu urodzinowego. Razem 400.- Powiedział Chudy rozpakowując plecak.
Po kilkudziesięciu sekundach Kwatermistrz podał Dawidowi woreczek z 400 monetami.
- Najlepszego.
- Dzięki.
Dawid spakował kombinezon do plecaka i poszedł dalej korytarzem do speca od naprawiania sprzętu.
400 monet pobrzękiwało mu w kieszeni. Monety w schronach robiono z miedzi i aluminium. Za 400 monet 4 osobowa rodzina mogła przeżyć 3 tygodnie. Dawid nie narzekał więc na wysokość zarobków.
W końcu doszedł do mieszkania serwisanta. Zapukał.
- Właź!- Usłyszał zza drzwi.
Otworzył i wszedł do środka. W pokoju będącym nieźle wyposażonym warsztatem siedział na drewnianym krześle, dobrze zbudowany czarnowłosy mężczyzna, ubrany robocze ubrania. Z zamyśleniem w oczach palił papierosa.
- Siemanko Azot.- Zawołał Dawid przy wejściu.
- Dawid! Brachu! Dobrze że wróciłeś!- Zawołał wesoło i energicznie Azot wyrwany z zadumy.
- Też się cieszę. Ale przyjemności na bok mam taką małą robotę dla Ciebie.- Powiedział Dawid wyciągając z plecaka kombinezon.
- Dobra dawaj go.- Powiedział Azot. Wziął kombinezon i odłożył go na jeden ze stołów. Z małej metalowej szafki wyciągną butelkę wódki i dwa kieliszki. Nalał do obu i podał jeden Dawidowi.
- Najpierw wypijemy twoje zdrowie. Wszystkiego najlepszego!- Zawołał żywo Azot.
- Dzięki.
Po opróżnieniu kieliszków Dawid wyciągną woreczek z pieniędzmi i odliczył 150 monet.
- Tak jak zwykle.- Powiedział podając pieniądze Azotowi.
- No jasne brachu. Co co może jeszcze jeden?
- Nie dzięki. Muszę iść się przespać bo zaraz padnę na ryj.- Odparł Dawid.
- No to co tu jeszcze robisz? Zapieprzaj na chatę spać.- Odparł Azot z troską w głosie.
- Jasne narazicho.- Odparł Dawid wychodząc za drzwi.
Dawid lubił nadpobudliwego inżyniera. Często z nim rozmawiał. Dawid pamiętał z jakim poświęceniem Azot rozplanował rozbudowę schronu, jak łatał pancerze Stalkerów i żołnierzy. Może dlatego Dawid za darmo znosił mu sprzęt ze wszystkich warsztatów samochodowych z okolicy.
Stalker przypomniał że musi pójść do sklepu i kupić sobie coś na kolację. Każdy schron miał swój market. Naprawdę był to market. W pomieszczeniach po magazynach zrobiono sklep samoobsługowy. Pierwszy taki sklep powstał w Schronie pod Starówką, jednak wszystkie inne schrony podchwyciły pomysł i założyły własne sklepy. Dawid kupił nieco mięsa, smalcu i bardzo dużo warzyw. Wydał na to 50 monet.
Wrócił do domu. Podłączył lodówkę do gniazdka elektrycznego i powkładał do niej jedzenie. Wszystkie schrony miały prądu pod dostatkiem dlatego wszystkie urządzenia były na prąd.
Położył się na łóżku i niemal natychmiast zasnął.
C.D.N
środa, 16 grudnia 2015
Pseudo recenzja sztuki teatralnej "Klaun"
Dzisiaj znaczy się 16.12.2015r poszedłem na klasowe wyjście do Olsztyńskiego Teatru im. Stefana Jaracza. Niezbyt mi się chciało, ponieważ prawie wszystkie spektakle na których byłem podczas wyjść szkolnych były nudne. Jednak to przedstawienie zaskoczyło mnie swoją formą i fabułą.
Spektakl nosił nazwę "Klaun" i rzeczywiście akcja toczy się w cyrku. Głównym bohaterem jest naiwny nieco dziecinny i przezabawny Klaun August który chce tresować białe Lipicany jednak to może robić jedynie dyrektor cyrku. August marzy o tresowaniu białych lipicanów dlatego postanawia zostać dyrektorem cyrku. Musi spełnić trzy warunki. Pierwszym warunkiem jest posiadanie wizytówki. Nie jest to zbytnim problemem szybko znajduje wizytówkę. Drugim warunkiem jest posiadanie rodziny. August poznaje Lulu piękną i równie zabawną panią Klaun, a także jej ojca Klauna Bum Bula, który na scenie pojawia się w bardzo spektakularny sposób. Koniec końców August i Lulu tworzą rodzinę i pojawia się mały Klaun. Trzeci warunek pozostanie tajemnicą pójdźcie do teatru na "Klauna" albo sobie poczytajcie opisy. Cyrkiem kieruje Pan Dyrektor który wymyśla wymagania wobec Augusta. Pomaga mu Pan Inspektor który niezbyt lubi Augusta ale jest bardzo zabawną i tak jak Pan Dyrektor mroczną postacią. Pomiędzy scenkami przedstawiającymi losy Augusta i jego klauniej rodziny występy dają żona Pana dyrektora oraz jego córka obie są równie mroczne co Pan Dyrektor. Rodzina klaunów a rodzina Pana Dyrektora są wielkim kontrastem. Z jednej strony mroczna nieco ponura rodzina Pana Dyrektora a z drugiej kolorowa wesoła rodzina klaunów, która rozdaje publiczności cukierki i strzela w widownię z konfetti, papieru toaletowego i balonów. Według mnie takie angażowanie publiczności w "bitwę" na balony było świetnym pomysłem.
Spektakl "Klaun" pokazuje nam że bez względy na to kim jesteśmy powinniśmy dążyć do spełnienia swoich marzeń.
Sztuka ta jest świetna i naprawdę ją polecam. Wspaniały klimat cyrku, dużo śmiesznych wypowiedzi i scenek, a także elementy występów cyrkowych. To nie jest zwykła sztuka teatralna to coś niesamowitego. Jeszcze raz gorąco polecam.
P.S
Proszę nie krytykować za formę bo wiem że zostawia wiele do życzenia. :)
Spektakl nosił nazwę "Klaun" i rzeczywiście akcja toczy się w cyrku. Głównym bohaterem jest naiwny nieco dziecinny i przezabawny Klaun August który chce tresować białe Lipicany jednak to może robić jedynie dyrektor cyrku. August marzy o tresowaniu białych lipicanów dlatego postanawia zostać dyrektorem cyrku. Musi spełnić trzy warunki. Pierwszym warunkiem jest posiadanie wizytówki. Nie jest to zbytnim problemem szybko znajduje wizytówkę. Drugim warunkiem jest posiadanie rodziny. August poznaje Lulu piękną i równie zabawną panią Klaun, a także jej ojca Klauna Bum Bula, który na scenie pojawia się w bardzo spektakularny sposób. Koniec końców August i Lulu tworzą rodzinę i pojawia się mały Klaun. Trzeci warunek pozostanie tajemnicą pójdźcie do teatru na "Klauna" albo sobie poczytajcie opisy. Cyrkiem kieruje Pan Dyrektor który wymyśla wymagania wobec Augusta. Pomaga mu Pan Inspektor który niezbyt lubi Augusta ale jest bardzo zabawną i tak jak Pan Dyrektor mroczną postacią. Pomiędzy scenkami przedstawiającymi losy Augusta i jego klauniej rodziny występy dają żona Pana dyrektora oraz jego córka obie są równie mroczne co Pan Dyrektor. Rodzina klaunów a rodzina Pana Dyrektora są wielkim kontrastem. Z jednej strony mroczna nieco ponura rodzina Pana Dyrektora a z drugiej kolorowa wesoła rodzina klaunów, która rozdaje publiczności cukierki i strzela w widownię z konfetti, papieru toaletowego i balonów. Według mnie takie angażowanie publiczności w "bitwę" na balony było świetnym pomysłem.
Spektakl "Klaun" pokazuje nam że bez względy na to kim jesteśmy powinniśmy dążyć do spełnienia swoich marzeń.
Sztuka ta jest świetna i naprawdę ją polecam. Wspaniały klimat cyrku, dużo śmiesznych wypowiedzi i scenek, a także elementy występów cyrkowych. To nie jest zwykła sztuka teatralna to coś niesamowitego. Jeszcze raz gorąco polecam.
P.S
Proszę nie krytykować za formę bo wiem że zostawia wiele do życzenia. :)
wtorek, 15 grudnia 2015
Postapokalitycznie część 3
Ciężkie wrota schronu, wykonane z różnego rodzaju metali otworzyły się ze zgrzytem. Do przedsionka schronu wpadł snop światła. Światło dzienne oświetliło dwa umocnione stanowiska CKM-ów i kilku Żołnierzy ubranych w kombinezony ochronne i maski przeciwgazowe. Wszyscy byli gotowi do strzału.
- Spokojnie panowie swój!- W drzwiach stał z uniesionymi rękami Stalker z wielkim plecakiem wypchanym po brzegi, na plecach i myśliwską kuszą na ramieniu.
- Dawid!- Krzykną radośnie dowódca warty porucznik Władysław Popiel.
Stalker wszedł do przedsionka. Wejście zatrzasnęło się za nim z głośnym hukiem. Dowódca podszedł do przybysza i przywitał się z nim.
-Już myślałem że nie wrócisz.
- Chciałbyś.- Odparł wesoło Stalker przechodząc pomiędzy umocnieniami z worków wypełnionych piaskiem.
Dawid wszedł do pomieszczenia odkażania. Przycisną przycisk. Nagle ze ścian wysunęły się dysze które najpierw zdmuchnęły radioaktywny pył ze specjalnego kombinezonu który składał się z kilku części. Zewnętrznej w postaci specjalnej kurtki przypominającej w budowie zbroję wzmacnianą metalowymi płytkami. Wewnętrzną część stanowił zwykły kombinezon ochronny na który zakładał resztę sprzętu. Nogi były chronione przez specjalne ochraniacze i wzmacniane buty. Na twarzy miał maskę przeciwgazową ale stalkerzy nosili ją tylko i wyłącznie wtedy kiedy musieli czyli w rejonach mocno skażonych i podczas mocnego wiatru który niósł ze sobą radioaktywne chmury pyłu. Dawid głowę chronił głowę kapturem kombinezonu na który nakładał lekki hełm wojskowy.
Dysze przestały dmuchać i zaczęły spryskiwać go specjalnym preparatem odkażającym.
Rozległ się brzęczący sygnał dźwiękowy ,zapaliła się zielona żarówka sygnałowa. Dawid wszedł do pokoju dalej. Odłożył kuszę i plecak na ziemię, Zdjął kamizelkę taktyczną, zewnętrzny kombinezon, maskę hełm i rękawice, kombinezon wewnętrzny i przeszedł do pokoju obok gdzie mieściła się łazienka.
Spojrzał w lustro tak jak dawniej miał okropne wory pod oczami. Jednak teraz go to nie dziwiło w końcu ostatnie 72 godziny spędził na powierzchni gdzie samotny człowiek nie może spać spokojnie.
Wziął prysznic i wyszedł alby pozbierać swoje rzeczy które jeszcze raz zostały poddanie odkażaniu.
- Witamy wśród żywych.- Zawołał wesoło głos z głośnika.
Dawid wiedział już że dyżur w punkcie odkażania ma tego dnia jego serdeczny przyjaciel starszy chemik którego wszyscy Stalkerzy nazywali Mendelejewem.
Dawid przywitał się z Mendelejewem , który był szczupłym starszym mężczyzną kilka miesięcy starszym od Dawida.
- Poczekaj chwilkę.- Powiedział chemik.
Dawid pokiwał głową i zaczął składać swoje rzeczy. Chemik zniknął w swoim pokoiku służbowym. Wrócił po około dwóch minutach z małą paczuszką w ręku.
- Wszystkiego najlepszego stary dziadu. Powiedział Chemik podając mu pudełko.
- Niema to jak zapomnieć os swoich 47 urodzinach.- Powiedział Dawid drapiąc się po szpakowatych włosach.- Dzięki.
Dawid otworzył pudełeczko opakowane w ozdobny papier. W środku był zaawansowany miernik skażenia powietrza.
- Na pewno Ci się przyda
- Tak dziękuję- Zawołał radośnie Dawid- A ja mam te twoje szkło laboratoryjne, ale gdzieś na dnie plecaka więc wpadnij pod wieczór.
-Jasna sprawa!
Pożegnali się i rozeszli się, załatwiać swoje sprawy.
C.D.N
Przepraszam za przerwę obiecuję poprawę :) Życzę miłej lektury.
- Spokojnie panowie swój!- W drzwiach stał z uniesionymi rękami Stalker z wielkim plecakiem wypchanym po brzegi, na plecach i myśliwską kuszą na ramieniu.
- Dawid!- Krzykną radośnie dowódca warty porucznik Władysław Popiel.
Stalker wszedł do przedsionka. Wejście zatrzasnęło się za nim z głośnym hukiem. Dowódca podszedł do przybysza i przywitał się z nim.
-Już myślałem że nie wrócisz.
- Chciałbyś.- Odparł wesoło Stalker przechodząc pomiędzy umocnieniami z worków wypełnionych piaskiem.
Dawid wszedł do pomieszczenia odkażania. Przycisną przycisk. Nagle ze ścian wysunęły się dysze które najpierw zdmuchnęły radioaktywny pył ze specjalnego kombinezonu który składał się z kilku części. Zewnętrznej w postaci specjalnej kurtki przypominającej w budowie zbroję wzmacnianą metalowymi płytkami. Wewnętrzną część stanowił zwykły kombinezon ochronny na który zakładał resztę sprzętu. Nogi były chronione przez specjalne ochraniacze i wzmacniane buty. Na twarzy miał maskę przeciwgazową ale stalkerzy nosili ją tylko i wyłącznie wtedy kiedy musieli czyli w rejonach mocno skażonych i podczas mocnego wiatru który niósł ze sobą radioaktywne chmury pyłu. Dawid głowę chronił głowę kapturem kombinezonu na który nakładał lekki hełm wojskowy.
Dysze przestały dmuchać i zaczęły spryskiwać go specjalnym preparatem odkażającym.
Rozległ się brzęczący sygnał dźwiękowy ,zapaliła się zielona żarówka sygnałowa. Dawid wszedł do pokoju dalej. Odłożył kuszę i plecak na ziemię, Zdjął kamizelkę taktyczną, zewnętrzny kombinezon, maskę hełm i rękawice, kombinezon wewnętrzny i przeszedł do pokoju obok gdzie mieściła się łazienka.
Spojrzał w lustro tak jak dawniej miał okropne wory pod oczami. Jednak teraz go to nie dziwiło w końcu ostatnie 72 godziny spędził na powierzchni gdzie samotny człowiek nie może spać spokojnie.
Wziął prysznic i wyszedł alby pozbierać swoje rzeczy które jeszcze raz zostały poddanie odkażaniu.
- Witamy wśród żywych.- Zawołał wesoło głos z głośnika.
Dawid wiedział już że dyżur w punkcie odkażania ma tego dnia jego serdeczny przyjaciel starszy chemik którego wszyscy Stalkerzy nazywali Mendelejewem.
Dawid przywitał się z Mendelejewem , który był szczupłym starszym mężczyzną kilka miesięcy starszym od Dawida.
- Poczekaj chwilkę.- Powiedział chemik.
Dawid pokiwał głową i zaczął składać swoje rzeczy. Chemik zniknął w swoim pokoiku służbowym. Wrócił po około dwóch minutach z małą paczuszką w ręku.
- Wszystkiego najlepszego stary dziadu. Powiedział Chemik podając mu pudełko.
- Niema to jak zapomnieć os swoich 47 urodzinach.- Powiedział Dawid drapiąc się po szpakowatych włosach.- Dzięki.
Dawid otworzył pudełeczko opakowane w ozdobny papier. W środku był zaawansowany miernik skażenia powietrza.
- Na pewno Ci się przyda
- Tak dziękuję- Zawołał radośnie Dawid- A ja mam te twoje szkło laboratoryjne, ale gdzieś na dnie plecaka więc wpadnij pod wieczór.
-Jasna sprawa!
Pożegnali się i rozeszli się, załatwiać swoje sprawy.
C.D.N
Przepraszam za przerwę obiecuję poprawę :) Życzę miłej lektury.
czwartek, 10 grudnia 2015
Postapokalitycznie część 2
23 lata później
Ostatnia Wielka Wojna zniszczyła Ziemię w 2015 roku. Olsztyn podobnie jak reszta świata przeniósł się do schronów umieszczonych głęboko pod ziemią.
Miasto posiadało sieć starych schronów ,które były zbyt płytkie aby wytrzymać atak nuklearny oraz sieć 4 połączonych nowoczesnych gigantycznych schronów. To właśnie w schronie pod Ratuszem, Starówką, Galerią i Dworcem przeżyli ludzie którzy mimo wszystko walczyli o przetrwanie w nowym świecie.
Każdy ze schronów pomieścił od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców. Każdy schron posiadał bezpieczne ujęcie wody, sieć kanalizacyjną, specjalne turbiny wiatrowe, które dostarczały prąd, podziemną uprawę warzyw i zwierząt, szkoły, szpitale, kościoły, sklepy,małe fabryki, małą rusznikarnię a nawet bibliotekę , gorzelnię i nadajniki radiowe które były w stanie nadawać audycje radiowe na krótkich częstotliwościach. Po pierwszych kilku latach po zagładzie Ziemi w schronach nie było żadnej władzy. Po jakimś czasie wytworzyły się systemy prawne i ustroje "rządzące" w poszczególnych schronach. Schrony pod Starówką i Ratuszem utrzymały demokrację powołując Gubernatorów i radę pomocniczą. Zachowano tam wszystkie zasady demokracji. W schronie pod Galerią Warmińską władzę objęła grupa dawnych nacjonalistów wprowadzając tam totalitaryzm. W schronie pod Dworcem rządy sprawowali Komuniści, którzy czuli potrzebę szerzenia idei rewolucyjnej nawet po końcu świata.
Schrony Ratuszowy i Starówkowy z obawy napadu ze strony oddziałów z Galerii i Dworca zawiązały federację pod nazwą Republika Schronów Olsztyńskich. Przeprowadzono wybory aby wybrać przywódcę i radę Republiki.
Ludzie którzy przetrwali wojnę i długą postnuklearną zimę starali się utrzymać w swoich wspólnotach resztki cywilizacji. Wszyscy pracowali, zarabiali pieniądze, zakładali rodziny, pokonywali większe lub mniejsze trudności. Wszyscy podziwiali żołnierzy którzy bronili ludności przed mutantami przedzierającymi się od czasu do czasu do wnętrza bastionów ludzkości. Jednak prawdziwymi bohaterami schronów byli Stalkerzy ludzie którzy mimo radiacji i panujących na powierzchni mutantów wychodzili ze schronów po to by przynosić do podziemi relikty starego świata i rzeczy potrzebne do przetrwania w podziemnym mieście. Każdy chłopiec marzył by w przyszłości zostać Stalkerem i wychodzić na powierzchnię w poszukiwaniu przygód.
C.D.N
Przepraszam że takie krótkie ale nie miałem czasu żeby napisać więcej, a chciałem dzisiaj coś zamieścić. :)
Ostatnia Wielka Wojna zniszczyła Ziemię w 2015 roku. Olsztyn podobnie jak reszta świata przeniósł się do schronów umieszczonych głęboko pod ziemią.
Miasto posiadało sieć starych schronów ,które były zbyt płytkie aby wytrzymać atak nuklearny oraz sieć 4 połączonych nowoczesnych gigantycznych schronów. To właśnie w schronie pod Ratuszem, Starówką, Galerią i Dworcem przeżyli ludzie którzy mimo wszystko walczyli o przetrwanie w nowym świecie.
Każdy ze schronów pomieścił od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców. Każdy schron posiadał bezpieczne ujęcie wody, sieć kanalizacyjną, specjalne turbiny wiatrowe, które dostarczały prąd, podziemną uprawę warzyw i zwierząt, szkoły, szpitale, kościoły, sklepy,małe fabryki, małą rusznikarnię a nawet bibliotekę , gorzelnię i nadajniki radiowe które były w stanie nadawać audycje radiowe na krótkich częstotliwościach. Po pierwszych kilku latach po zagładzie Ziemi w schronach nie było żadnej władzy. Po jakimś czasie wytworzyły się systemy prawne i ustroje "rządzące" w poszczególnych schronach. Schrony pod Starówką i Ratuszem utrzymały demokrację powołując Gubernatorów i radę pomocniczą. Zachowano tam wszystkie zasady demokracji. W schronie pod Galerią Warmińską władzę objęła grupa dawnych nacjonalistów wprowadzając tam totalitaryzm. W schronie pod Dworcem rządy sprawowali Komuniści, którzy czuli potrzebę szerzenia idei rewolucyjnej nawet po końcu świata.
Schrony Ratuszowy i Starówkowy z obawy napadu ze strony oddziałów z Galerii i Dworca zawiązały federację pod nazwą Republika Schronów Olsztyńskich. Przeprowadzono wybory aby wybrać przywódcę i radę Republiki.
Ludzie którzy przetrwali wojnę i długą postnuklearną zimę starali się utrzymać w swoich wspólnotach resztki cywilizacji. Wszyscy pracowali, zarabiali pieniądze, zakładali rodziny, pokonywali większe lub mniejsze trudności. Wszyscy podziwiali żołnierzy którzy bronili ludności przed mutantami przedzierającymi się od czasu do czasu do wnętrza bastionów ludzkości. Jednak prawdziwymi bohaterami schronów byli Stalkerzy ludzie którzy mimo radiacji i panujących na powierzchni mutantów wychodzili ze schronów po to by przynosić do podziemi relikty starego świata i rzeczy potrzebne do przetrwania w podziemnym mieście. Każdy chłopiec marzył by w przyszłości zostać Stalkerem i wychodzić na powierzchnię w poszukiwaniu przygód.
C.D.N
Przepraszam że takie krótkie ale nie miałem czasu żeby napisać więcej, a chciałem dzisiaj coś zamieścić. :)
środa, 9 grudnia 2015
Postapokalitycznie część 1
Rok 2015 Olsztyn
Wstał jak zwykle wcześnie rano. Leniwie spojrzał na zegarek 6:45. Słońce powoli wychodziło zza horyzontu. Za oknem terkotała stara ciężarówka piekarska.
Z łóżka wstał jak zwykle po 7. Dawid miał już dość monotonii w swoim życiu. Codziennie wstawał przed budzikiem nastawionym na siódmą. Z łóżka wstawał zaraz po pikaniu budzika (w kształcie krowy), szedł do łazienki, brał prysznic, golił się,mył zęby. Potem jadł śniadanie, ubierał się w swój czarny garnitur, brał swoją brązową aktówkę i wychodził na autobus którym codziennie dojeżdżał do biura w którym pracował jako księgowy.
Codziennie to samo...
Tego dnia miał zamiar zmienić coś w rytuale dnia codziennego. Wszedł do łazienki, spojrzał w lustro. Jak zwykle miał okropne wory pod oczami. Wziął prysznic i postanowił wprowadzić pierwszą zmianę. Najpierw umył zęby, a potem się ogolił.
- Co ja robię ze swoim życiem? Żyję sam, nawet psa nie mam, a za wielką zmianę życiową uznaję zmianę kolejności mycia zębów i golenia.- Powiedział sam do siebie.
Wyszedł z łazienki i poszedł jeść śniadanie.
Zjadł, ubrał się i wyszedł na autobus. Usiadł jak zwykle przy oknie i oglądał senne miasto.
Usłyszał rozmowę dwóch mężczyzn siedzącym za nim.
- Słyszałeś? Skończyli budować schrony pod dworcem, Galerią Warmińską, Ratuszem i gdzieś pod starówką?
- Ta... Słyszałem, ciekawe kiedy nam to się przyda.
Dawid uśmiechną się pod nosem. Nie chciał wierzyć, a nawet śmieszyło go gadanie o nadchodzącej "Ostatniej Wojnie" "Atomowej Zagładzie ludzkości".
Komunikator autobusowy zakomunikował przystanek "Centrum", wstał i wysiadł, ruszył w stronę swojego biura.
Miesiąc później
Dawid dalej miał dość monotonii dnia codziennego. Jednak przestał się śmiać z gadania o "Ostatniej Wojnie". Wprowadzono stan wojenny we wszystkich państwach NATO. W Olsztynie prowadzono akcję informującą mieszkańców o alarmach i sieci schronów pod miastem.
Dawid musiał załatwić kilka spraw w Ratuszu. Monotonia dnia codziennego została przerwana.
Jednak nie cieszyła go taka zmiana. Nienawidził stać w urzędowych kolejkach. Poczuł ulgę kiedy zorientował się że przed nim stoi tylko jedna osoba. Miał zamiar oddać wszystkie formularze i jak najszybciej pojechać do domu.
Gdy podszedł do okienka rozległo się charakterystyczne wycie syren alarmowych. Oznaczało to tylko jedno... Atomowa Śmierć leciała w stronę państw NATO z mroźnej Syberii i Niziny Chińskiej. Wszyscy w panice pobiegli do sieci nowych olsztyńskich schronów.
Dawid zdał sobie sprawę że to koniec monotonii dnia codziennego i koniec normalnego życia. Początek nowego początku świata...
C.D.N
Proszę o ocenę :)
Wstał jak zwykle wcześnie rano. Leniwie spojrzał na zegarek 6:45. Słońce powoli wychodziło zza horyzontu. Za oknem terkotała stara ciężarówka piekarska.
Z łóżka wstał jak zwykle po 7. Dawid miał już dość monotonii w swoim życiu. Codziennie wstawał przed budzikiem nastawionym na siódmą. Z łóżka wstawał zaraz po pikaniu budzika (w kształcie krowy), szedł do łazienki, brał prysznic, golił się,mył zęby. Potem jadł śniadanie, ubierał się w swój czarny garnitur, brał swoją brązową aktówkę i wychodził na autobus którym codziennie dojeżdżał do biura w którym pracował jako księgowy.
Codziennie to samo...
Tego dnia miał zamiar zmienić coś w rytuale dnia codziennego. Wszedł do łazienki, spojrzał w lustro. Jak zwykle miał okropne wory pod oczami. Wziął prysznic i postanowił wprowadzić pierwszą zmianę. Najpierw umył zęby, a potem się ogolił.
- Co ja robię ze swoim życiem? Żyję sam, nawet psa nie mam, a za wielką zmianę życiową uznaję zmianę kolejności mycia zębów i golenia.- Powiedział sam do siebie.
Wyszedł z łazienki i poszedł jeść śniadanie.
Zjadł, ubrał się i wyszedł na autobus. Usiadł jak zwykle przy oknie i oglądał senne miasto.
Usłyszał rozmowę dwóch mężczyzn siedzącym za nim.
- Słyszałeś? Skończyli budować schrony pod dworcem, Galerią Warmińską, Ratuszem i gdzieś pod starówką?
- Ta... Słyszałem, ciekawe kiedy nam to się przyda.
Dawid uśmiechną się pod nosem. Nie chciał wierzyć, a nawet śmieszyło go gadanie o nadchodzącej "Ostatniej Wojnie" "Atomowej Zagładzie ludzkości".
Komunikator autobusowy zakomunikował przystanek "Centrum", wstał i wysiadł, ruszył w stronę swojego biura.
Miesiąc później
Dawid dalej miał dość monotonii dnia codziennego. Jednak przestał się śmiać z gadania o "Ostatniej Wojnie". Wprowadzono stan wojenny we wszystkich państwach NATO. W Olsztynie prowadzono akcję informującą mieszkańców o alarmach i sieci schronów pod miastem.
Dawid musiał załatwić kilka spraw w Ratuszu. Monotonia dnia codziennego została przerwana.
Jednak nie cieszyła go taka zmiana. Nienawidził stać w urzędowych kolejkach. Poczuł ulgę kiedy zorientował się że przed nim stoi tylko jedna osoba. Miał zamiar oddać wszystkie formularze i jak najszybciej pojechać do domu.
Gdy podszedł do okienka rozległo się charakterystyczne wycie syren alarmowych. Oznaczało to tylko jedno... Atomowa Śmierć leciała w stronę państw NATO z mroźnej Syberii i Niziny Chińskiej. Wszyscy w panice pobiegli do sieci nowych olsztyńskich schronów.
Dawid zdał sobie sprawę że to koniec monotonii dnia codziennego i koniec normalnego życia. Początek nowego początku świata...
C.D.N
Proszę o ocenę :)
Inoformacje
Hej nazywam się Adam M..
Mieszkam niedaleko Olsztyna.
Mam 16 lat i uczę się w IX LO w Olsztynie.
Moimi ulubionymi sportami są: Pływanie i Jazda konna.
Blog powstał dla poszerzenia moich umiejętności pisarskich. Będę zamieszczał tu moje "dzieła" w postaci różnych utworów literackich. Będę poruszał też tematy które mnie interesują.
Pewnie i tak nikt tego nie przeczyta ale mam nadzieję że się spodoba :)
Mieszkam niedaleko Olsztyna.
Mam 16 lat i uczę się w IX LO w Olsztynie.
Moimi ulubionymi sportami są: Pływanie i Jazda konna.
Blog powstał dla poszerzenia moich umiejętności pisarskich. Będę zamieszczał tu moje "dzieła" w postaci różnych utworów literackich. Będę poruszał też tematy które mnie interesują.
Pewnie i tak nikt tego nie przeczyta ale mam nadzieję że się spodoba :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)