niedziela, 21 lutego 2016

Ucieczka #2

Sven szedł wąską szutrową drogą kierując się na północ. Gęsty mrok rozbijała tylko mała latarka którą oświetlał sobie drogę. Mimo iż był ciepło ubrany wiatr sprawiał że chłód przeszywa go do samych kości. Szedł i szedł. Droga miała mieć 20 km wydawało mu się jednak że idzie w nieskończoność. W końcu zobaczył światło. Widok światła napełnił go nadzieją i siłą do szybszego marszu. Podchodził bliżej i bliżej jednak nie zobaczył większej ilości światełek. Zaniepokoiło go to ale poszedł dalej. Gdy podszedł do źródła światła na około 100m. Sven myślał że "Czernih to jakaś wioska okazało się jednak że 20 km od stacji stoi samotna drewniana chata z małą szopą na drewno i drewnianym wychodkiem. Sven podszedł do domu jeszcze bliżej. Nagle wyskoczył na niego wielki husky wyglądający jak oswojony wilk.
Z chaty wybiegł starszy mężczyzna ubrany w gruby kożuch, futrzaną czapkę i futrzane buty. Mężczyzna miał dość długą brodę. W rękach trzymał wycelowany prosto w twarz Svena stary radziecki karabin Mosin.
- Kim jesteś!- Krzyknął Starszy.
Svena zamurowało nie mógł nic powiedzieć.
- Co?! Na przeszpiegi przyjechałeś co?!- Wrzeszczał Mężczyzna nie spuszczając celownika z głowy Svena.
- Jakie przeszpiegi?! Kogo miałbym szpiegować?!- Odkrzyknął Sven. Pierwszy raz był aż tak zdenerwowany nie wiedział dlaczego.
- Skuggę.- Odparł nieco spokojniej starzec.
- Skuggi już nie ma. Polują na nas jak na małe bezbronne zwierzęta.- Powiedział Sven mimowolnie.
- Znaczy że ty swój?- Zapytał starzec.
- Zależy w jakim sensie.
- Byłeś w Skudze? Bo ja byłem komendantem okręgu Wschodniej Rosji.- Powiedział Starszy opuszczając broń.
- Tak byłem. Jestem Sven Jansson.- Powiedział Sven sięgając w razie czego za pasek.
- Najlepszy płatny morderca w Europie Wschodniej. No no. Rozumiem że chcesz zniknąć i uciec daleko na wschód?- Powiedział z podziwem stary.
- Nie. Zamierzam przeczekać a potem wrócić.
- No dobra to zostaniesz u mnie.- Stary wygnał psa i podszedł do Svena.- Nazywam się Maksym Czernih.- Podali sobie ręce. Weszli do środka chaty. Chata była, tak naprawdę chatką myśliwską wszystkie ściany były drewniane i pouszczelniane mchem. Chata składała się z dużej izby w której żył Maksym i drugiej która spełniała funkcję spiżarni. Chata ogrzewana była piecem który mógł spełniać rolę kuchni i  posłania. Maksym wybrał jednak metalowe szpitalne łóżko z bardzo twardym materacem, które stało pod oknem wychodzącym na wschód. Na środku izby stał solidny drewniany stół nad którym wisiała duża lampa naftowa, która dobrze rozświetlała pomieszczenie.
- Walizkę wrzuć do spiżarni.- Powiedział Maksym
Sven wszedł do ciemnej izby. Przyświecił latarką. Spiżarnia była bardzo mała miała może 2 na 3 metry. Wzdłuż ścian stały półki wypełnione konserwami i przetworami w słoikach. Sven wyraźnie czuł zapach starych ziemniaków i przegniłych jabłek. Walizkę postawił na jednej z półek. Wrócił do Maksyma który podkładał do pieca.
- Pewnie jesteś głodny.- Stwierdził Maksym.
- No  zjadłbym.
Maksym zdjął z pieca duży garnek z gulaszem.
- Proszę. Smacznego. To jeleń sam go dzisiaj ubiłem.- Powiedział Maksym stawiając garnek na stole.
- Dziękuję.- Powiedział Sven zabierając się za jedzenie.
- Jak to wygląda na zachodzie? Co?- Zapytał Maksym siadając naprzeciwko.
- Ale co?
- No życie nasze życie.
- Na samym zachodzie polują na wszystkich bo tam to się zaczęło. A w Polsce zdążyli zniszczyć większość dokumentów. Niestety moich nie. Szukają nas. Kto mógł uciekł już dawno do Argentyny, Brazylii, Meksyku albo na bliski Wschód albo do Wietnamu albo na Syberię. Ja nie mogłem musiałem coś załatwić. Poza tym ja nie uciekłem na zawsze ja tam wrócę jak będą myśleć że nie żyję.- Powiedział Sven
Maksym zamyślił się i głęboko westchną.
- A u nas szukają tylko dowódców.- Powiedział Maksym i znowu sie zamyślił.- Chwila czy przypadkiem nie jesteś najbardziej poszukiwanym człowiekiem w Europie?!- zapytał Nagle Maksym.
- Jestem. No ale nie mają mojego DNA.
-No i co z tego?
- No to z tego że mam w Polsce bliskich tylko muszę sie z nimi skontaktować. No i zabiłem typa mojej postury tak że wyglądało to na samobójstwo. No a zanim policja dotrze do mojego mieszkania to trup się rozłoży. A na jego szyi były moje nieśmiertelniki.- Wytłumaczył Sven.
- Ot! Cwaniak że ja na to nie wpadłem.- Powiedział Maksym gładząc brodę.
- Jak będę wracał do Polski to możesz jechać ze mną.- Powiedział Sven- A jak utwierdzić władzę że nie żyjesz to się wymyśli.
- Może.
Sven i Maksym rozmawiali bardzo długo ale przerzucili się na angielski bo Sven nie znał wszystkich zwrotów w rosyjskim. Maksym wyciągną butelkę bimbru. Rozmawiali długo i o wszystkim. Maksym opowiadał o swojej przeszłości. O swojej rodzinie o zmarłej żonie i o synu który zginął na wojnie w Afganistanie i o Rosyjskiej Skudze. Sven opowiedział o swojej przeszłości. O Majorze i o Ewie. Okazało się że Major i Maksym się znali od bardzo dawna. Gdy skończyli Maksym pokazał Svenowi jak należy spać na piecu. Rozłożyli na płaskim "dachu" pieca koc na którym Sven wyciągnął się jak tylko mógł. Było mu bardzo ciepło i wygodnie. Następny dzień był bardzo piękny i słoneczny. Okazało się że Maksym ma 2 konie na których jeździł na polowanie. Maksym ukrywał się w chacie od kilku miesięcy bo policja zaczęła go szukać o wiele wcześniej.. Obaj byli żołnierze Skuggi pojechali konno do pobliskiej tajgi by wyciąć kilka drzew na opał. Tajga bardzo podobała się Svenowi a zarazem przerażała go. Gdy wpatrywał się głębiej w las widział jedynie pnie drzew niekończące się morze drzew. Kilka godzin piłowali pnie drzew przy pomocy pił ręcznych. Potem przyciągnęli drewno do chaty. Zjedli obiad ugotowany z kilku konserw.
- Może chcesz napisać list do swoich?- Zapytał Maksym
- Tak bardzo chętnie- Powiedział Sven.
Maksym dał Svenowi kartkę i wieczne pióro. Maksym zajął się cerowaniem rękawiczek a Sven przez kilka godzin dokładnie dobierał słowa i przelewał je na papier.
 " Żyję i mam się dobrze. Spotkałem byłego dowódcę rosyjskiej Skuggi i ukrywam się razem z nim. Chciałbym bardzo przeprosić Ewę  za to że nic jej nie powiedziałem. Mariusz proszę Cię przeglądaj serwisy informacyjne w telewizji, prasę telewizję, internet. Jeśli powiedzieli że nie żyję jak najszybciej daj mi znać. Zostawiłem w moim mieszkaniu trupa mojej postury, upozorowałem samobójstwo i zawiesiłem mu na szyję moje nieśmiertelniki. Nie mają mojego DNA a zanim go znajdą to zdąży się rozłożyć. Zapomniałem Ci o tym powiedzieć przy naszym ostatnim spotkaniu. Jeszcze raz przepraszam Ewę i bardzo za wami tęsknię. Pozdrawiam.
Sven"
 Opisał podanym przez Maksyma adresem i wsadził do koperty którą zaadresował. Maksym jeszcze tego samego dnia zawiózł list na stację gdzie mieściła się poczta.
C.D.N
Proszę o ocenę mojej pracy :) Pozdrawiam.

wtorek, 16 lutego 2016

Ucieczka #1


UWAGA! Zapraszam do przeczytania poprzedniej serii opowiadań pod tytułem "Skugga" ułatwi to odbiór tego mini cyklu ponieważ będzie tu wiele odniesień do poprzedniej serii.



    Skugga to międzynarodowa organizacja paramilitarna, jest prywatną armią złożoną z byłych żołnierzy, przestępców, sportowców oraz ludzi  którzy wyróżniali się odpowiednimi cechami lub umiejętnościami z wszystkich krajów świata. Niestety organizacja zbyt mocno ingerowała w interesy różnych państw. Wielkie supermocarstwa wypowiedziały "wojnę" organizacji. Dowódcy zdawali sobie sprawę z zagrożenia dlatego zaczęto niszczyć dokumentacje. Niestety nie udało się zniszczyć wszystkiego. Duża grupa żołnierzy Skuggi była poszukiwana. A gdy jakiegoś znaleziono sądzono go najsurowiej jak można było.
 

Warszawa 1 września 2015 roku. 

Sven wstał bardzo wcześnie rano. Usiadł na łóżku i zdał sobie sprawę że musi uciekać, musi zniknąć i powrócić jako inna osoba.Ubrał się, zjadł śniadanie i spakował najważniejsze rzeczy w walizkę. Pistolet i nóż wetkną za pasek. Zabrał walizkę i kask. Nie zamykał drzwi. Nie czuł takiej potrzeby. Wszystkie dokumenty spalił, zdjęcia rodzinne zabrał ze sobą. Poza tym zostawił dla policji małą ważącą około 75kg niespodziankę. Wyszedł przed blok i głęboko odetchnął.- Będzie mi brakowało tego przeklętego miasta- Pomyślał. Wskoczył na motocykl i pojechał do domu Mariusza Krukiewicza którego z przyzwyczajenia nazywał "Majorem". Było około 6 gdy zapukał do drzwi domku na przedmieściach w którym mieszkał "Major" razem ze swoją żoną i już adoptowaną Ewą Lwowską. Czekał dosyć długo. W końcu drzwi otworzył dobrze zbudowany, niemal całkiem siwy, brodaty mężczyzna przed sześćdziesiątką ubrany w zielony szlafrok i różowe kapcie. 
- Sven! Wejdź do środka.- Mruknął zaspany Major.
Sven po cichu wszedł do środka. Usiedli przy kuchennym stole. Major głęboko westchnął.
- Przepraszam Cię. Mogłem w pierwszej kolejności Twoje papiery zniszczyć.- Powiedział smętnie Starszy mężczyzna.
- Przestań.- Powiedział Sven i poklepał przyjaciela po ramieniu.- Wyjadę do Rosji na Syberię tam mnie nie znajdą. Poczekam aż uznają że nie żyje albo że zaginąłem. Wiesz w końcu im się znudzę.- Powiedział Sven.
- Sven jesteś najbardziej poszukiwaną osobą w całej Unii Europejskiej i całej Ameryce.- Powiedział Major. Wiedział ile egzekucji wykonał jego młody przyjaciel.
- No co Ty nie powiesz? Dlatego uciekam. Na Syberię.
- No i co ty tam będziesz robił? Poza tym słabo znasz rosyjski.- Powiedział z niepokojem Major.
- Rosyjskiego się nauczyłem. Nie wiem co będę robił to nie jest teraz ważne. Będę polował albo... zresztą zobaczę na miejscu.
- Dobrze.
Sven podrapał się po zarośniętej twarzy. Z dłuższymi włosami i dużym zarostem był nie do poznania. Wiedział że to ułatwi mu ucieczkę. 
- Mam do Ciebie prośbę.- Westchnął Sven- Zajmij się Ewą i swoją żoną. A ja sobie poradzę ok?
- Dobra ale nie puszczę Cię bez kasy i fałszywych dokumentów.- Powiedział Major.
-No niech Ci będzie.- Powiedział Sven, który przypomniał sobie że całe jego pieniądze przepadły razem ze Skuggą i o tym że chciał uciekać pod prawdziwym nazwiskiem.- Debil ze mnie- Pomyślał Sven.
Major szybkim i cichym krokiem wszedł na górę po kilku minutach wrócił z plikiem banknotów i kompletem dokumentów osobistych. W dokumentach zmieniło się jedynie imię i nazwisko Sven od teraz oficjalnie nazywał się "Ulf Adsson"
- Ulf? Nie miałeś lepszego imienia pod ręką?- Zapytał Sven
- Na miejscu przedstawiaj się jak chcesz. - Odparł obojętnie Major.
- Dziękuję. Zostawiam motor. Zatrzymaj dla siebie albo zostaw Ewie. Trzymaj się.- Powiedział Sven, a w zasadzie Ulf.
- Przepraszam.- Jęknął Major i objął swojego przyjaciela.
Sven wziął walizkę i pobiegł na przystanek. Pojechał na lotnisko gdzie dosyć długo czekał na lot do Moskwy. Przed przejściem przez kontrole lotnicze broń zapakował w specjalną folię uniemożliwiającą wykrycie przez bramki elektromagnetyczne i skanery. Pomyślnie przeszedł kontrolę dokumentów. Czuł dumę z siebie. Jednak gdy wsiadł do samolotu duma zamieniła się w smutek i niewyjaśnione poczucie winy. Wiedział co go gryzie. Gdy pozbył się ojca Ewy obiecał jej następnego dnia że nigdy jej nie zostawi a w przyszłości być może będą razem. Wiedział że wieść o jego wyjeździe może złamać jej serce. Samolot wzbił się w powietrze. Sven spoglądał na Polskę z góry. Na kraj w którym stał się zwykłym mordercą. Wiedział że nim jest ale wiedział też że bez zgody dowódctwo nie można odejść ze Skuggi chyba że, chciało się odejść na "Tamten". 
Kiedyś to ja polowałem na ludzi a teraz szukają mnie ale moje cele zazwyczaj nie wiedział że nadchodzi śmierć.- Rozmyślał Sven...

Kilka godzin później Moskwa.

Sven wysiadł z samolotu ponownie przeszedł kontrolę. Ruszył w miasto. Wiedział że musi jakoś dostać się na Syberię wiedział też że nie będzie to łatwe. Wszedł do małej knajpki z rosyjskim jedzeniem. Zamówił potrawkę wieprzową i kieliszek wódki. Zjadł ohydnie wyglądającą masę mięsną i wypił kieliszek alkoholu. 
Znalazł sposób kolej. Kolej Transsyberyjska. Ruszył na Moskiewski dworzec kolejowy. Zakładał podjechać nieco na wchód.

29 godzin później.
Temperatura znacznie spadła mimo iż był wrzesień temperatura spadła grupo poniżej 0.
-Na szczęście zabrałem dużo ciepłych ciuchów.- Pomyślał.
Pociąg zatrzymał się na małej zapyziałej stacyjce "Pioniersk"
- Jestem tysiące kilometrów od Europy na środku pustkowia to dobre miejsce.- Pomyślał Sven wysiadając z wagonu.
Pociąg odjechał.
Sven rozejrzał się po okolicy. Widać było bardzo małą wioskę i mały budynek stacji. Sven ruszył w stronę budynku kolei. Zapukał w stare dębowe drzwi.
- Czego!- Usłyszał zza drzwi.
- Szukam noclegu.- powiedział Sven czysto po rosyjsku. Jego czystość wymowy bardzo go zdziwiła. Gdy mówił po polsku mówił z bardzo twardym akcentem.
 - Tu nie ma! Idź do "Czerniha".
- Dokąd?!
- Do Czerniha. 20 kilometrów na północ.
- Świetnie kurrrrr!
Sven kopnął drzwi i ruszył w stronę wsi. Z plecaka wyciągnął kompas i sprawdził kierunki świata. Znalazł północ. I ruszył ubitą szutrową drogą mijając zabudowania Pionierska i oświetlając sobie drogę latarką.

C.D.N Proszę o oceny i komentarze następna część już niedługo.

niedziela, 7 lutego 2016

Dziennik Borisa #3 (Finał)

 57 dzień Oblężenia.
Dzisiejszy dzień był straszny. Ledwo uszliśmy z życiem.
Wstaliśmy wcześnie rano. Zjedliśmy małe śniadanie. Tigran poprosił mnie żebym poszedł z nim i pomógł mu pochować bliskich. Zgodziłem się bez wahania. Spakowaliśmy do plecaków mały zapas wody i jedzenia. Wzięliśmy szpadel i karabiny. Szliśmy od budynku do budynku obserwując okolicę.Kilka razy widziałem światło odbite od celownika optycznego. Za każdym razem modliłem się żeby ten "Ktoś" nie strzelał. Droga była długa i bardzo męcząca. Nie zamieniłem z Tigranem ani słowa. W końcu stanęliśmy przed kamienicą w której zginęli bliscy mojego nowego towarzysza. Tigran powoli szedł do piwnicy. Ja zaraz za nim. Cała piwnica była spalona. Wybuch granatu spowodował pożar, który strawił wszystko. Znaleźliśmy jedynie resztki misia córeczki Tigrana. Powoli podniósł resztki zabawki.
- Katia.- Szepnął cicho.
- Tigran.- Powiedziałem kładąc rękę na jego ramieniu.
Nic nie odpowiedział. Po prostu wyrwał mi z ręki szpadel który trzymałem w ręku i wyszedł na zewnątrz. Przed kamienicą wykopał mały dołek do którego wrzucił resztki misia które potem zakopał z dwóch patyków i kawałka sznurka zrobił mały krzyż który wbił nad symbolicznym grobem.
- Boris. Musimy zwiewać z tego miasta.- Powiedział ocierając łzę.
- Tylko jak?- westchnąłem.
Byliśmy w połowie drogi powrotnej gdy usłyszeliśmy charakterystyczny dźwięk nadlatującego pocisku rakietowego. Pocisk uderzył w jeden z pobliskich budynków. Kątem oka zobaczyłem ludzkie ciało które poleciało kilkanaście metrów w górę a potem spadło bezwładnie na ulicę. Siła uderzeniowa była tak duża że powaliła nas na ziemię. Czym prędzej wdrapaliśmy się do jakiejś piwnicy i przeczekaliśmy kilkugodzinny ostrzał. Było już ciemno gdy wyszliśmy z piwnicy. Biegiem rzuciliśmy się do naszego "Schronu" Na miejscu zobaczyliśmy że tam gdzie stała kamienica w której mieściła się nasza "baza" jest jedynie kupa gruzu. Ostrzał zamienił kilka sąsiednich ulic w gruzowisk. Postanowiliśmy razem z Tigranem że przenocujemy tę  noc w jakiejś piwnicy a następnego dnia uciekniemy z tego piekła.

58 Dzień Oblężenia.

Wstaliśmy bardzo wcześnie rano. Tigran obmyślił pewien plan. Postanowiliśmy uciekać ściekami. Weszliśmy do jednej ze studzienek kanalizacyjnych i ruszyliśmy przed siebie. Było strasznie mało miejsca. Smród był nie do wytrzymania. Wszędzie było pełno szczurów a kanały były bardzo ciasne. Nagle usłyszeliśmy kroki gdzieś przed nami.
- Kto tam?!- Krzyknął Tigran.
- My uchodźcy nie strzelajcie!- Usłyszeliśmy w odpowiedzi.
Podeszliśmy bliżej okazało się że było to nie prawdą było to dwóch Rosyjskich komandosów którzy mieli działać na terenie miasta.
Nasze tłumaczenia że jesteśmy uchodźcami nic nie dawały. W  końcu Tigran nie wytrzymał i wywalił cały magazynek ze swojego karabinu prosto w brzuch naszej jak to później nazwał "przeszkody". Ja musiałem w pozbyć się drugiej "przeszkody". Trafiłem drugiego żołnierza prosto w głowę. Przypomniały mi się słowa mojego porucznika który mówił "Nie udało wam się stąd uciec. Tak więc jesteście wrogami Rosji. Albo zabijecie ich albo oni zabija was."
Szliśmy i szliśmy w tym strasznym smrodzie aż w końcu dotarliśmy do oczyszczalni ścieków. Wpadliśmy do wielkiej kadzi z nieczystościami. Na całe szczęście oczyszczalnia nie działała. Wszystkie śluzy były zamknięte. Dlatego nie zostaliśmy wciągnięci dalej. Wspięliśmy się na mały pomost i wyskoczyliśmy przez okno.
- No bratku jeszcze 3 kilometry do rzeki. Potem rzeką 7 kilometrów i do granicy z Ukrainą. A potem do Niemiec albo do Polski.- Powiedział Tigran gdy wydostaliśmy się na świeże powietrze.
Dotarcie do rzeki nie zajęło nam zbyt dużo czasu. Na brzegu znaleźliśmy starą łódkę. Była nieco dziurawa i mocno przeciekała ale nie mieliśmy nic lepszego. Ledwo co udało nam się dopłynąć na miejsce.
Byliśmy wolni Poza pierścieniem oblężenia. Doszliśmy do jakiejś wsi i ukradliśmy rowery. Ruszyliśmy do granicy z Ukrainą. Do granicy mieliśmy 25 kilometrów. Przejechaliśmy 24 gdy zastała nas kompletna noc. Teraz leżymy w jakimś stogu siana. Niestety nie mamy nic do jedzenia.

1 Dzień Wolności

Przejechaliśmy przez granicę. Jechaliśmy w milczeniu przez zniszczoną wojną Ukrainę. Załapaliśmy się na konwój Czerwonego Krzyża który zabierał uchodźców na zachód Ukrainy. Jechaliśmy kilkanaście godzin. Zakwaterowano nas w specjalnym ośrodku niedaleko Kijowa. Kiedy powiedzieliśmy skąd jesteśmy wszyscy mieli nas za bohaterów.
To ostatni wpis w tym dzienniku... Tigran zamierza wyjechać do Polski. A ja może pujdę w jego ślady. Jeszcze nie wiem co zrobię. Jedn wiem napewno koszmar już się skończył.

KONIEC
Proszę o oceny i komentarze :)

czwartek, 4 lutego 2016

Dziennik Borisa #2

55 Dzień Oblężenia.
Dzisiejszej nocy nie prowadzili ostrzału rakietowego. Od rana pada deszcz na szczęście zbudowałem zbiornik na wodę. Uzupełniły mi się zapasy wody.
Wstałem wcześnie rano. Strasznie bolała mnie woda. Z resztek zapasów przygotowałem sobie śniadanie. Potem rozwiązywałem krzyżówkę. Około 13 nastawiłem radio na odpowiednie częstotliwości. Wojskowi nadali komunikat że w nocy będą zrzucać pomoc humanitarną. Wiedziałem że trafią mi się same ochłapy. Pomoc humanitarna trafia do dużych uzbrojonych grup. Ale postanowiłem spróbować.  Zacząłem ostrzyć nóż. Wiedziałem jednak że z samym nożem dużo nie zdziałam. Nie miałem żadnego pistoletu czy karabinu. Gdy zostałem ranny i puścili mnie do cywila zabrano mi broń. Kiedyś gdy byłem mały wyjeżdżałem na wakacje na wieś do mojej babci. Robiliśmy tam z innymi dzieciakami łuki z drewna i sznurków. Postanowiłem zrobić sobie taki łuk. Znalazłem w mojej piwnicy kawałek listwy. Była mocna i dobrze się wyginała. Cięciwę zrobiłem z kawałka elastycznej cienkiej linki. Pojawił się problem z czego zrobić strzały. Znalazłem kilka długich drewnianych deseczek. Nożem ociosałem 6 kijków. Z poduszki wyciągnąłem kilka większych piór. Zrobiłem z nich lotki. Zaostrzyłem końcówki strzał. Zjadłem skromny obiad składający się z konserwy mięsnej i suchego chleba. Była 18. Postanowiłem się zdrzemnąć. Obudziłem się po pierwszej w nocy. Chwyciłem latarkę, sporą torbę przewiesiłem przez ramie. Nóż wetknąłem za pasek tak samo jak 5 strzał. 6 chwyciłem w rękę razem z łukiem. Odmówiłem krótką modlitwę i z duszą na ramieniu wyszedłem na powierzchnię. Miasto było ciemne. Spora część budynków w gruzach. Co jakiś czas słychać było odległe odgłosy wystrzałów z okolic przedmieść. Szedłem powoli ulicą. Nagle od strony zachodniej usłyszałem warkot. Gdy spojrzałem w niebo zobaczyłem jak kilka samolotów zrzuca na miasto duże skrzynie na spadochronach. Jedna z nich spadała dość niedaleko. Co sił w nogach pobiegłem w jej kierunku. Gdy dobiegłem na miejsce zobaczyłem że skrzynia leży nakryta białą płachtą spadochronu. Niestety z drugiej strony zbliżała się uzbrojona grupa 3 mężczyzn.
- Spokojnie! Podzielmy się!- Krzyknąłem.
Mężczyźni nic nie odpowiedzieli. Jeden z nich uniósł rękę do góry. Nagle z okien pobliskiego budynku zaczęli do mnie strzelać z mniej więcej 4 karabinów. Szybko schowałem się za stertą gruzu. Nie testowałem swojego łuku ani strzał. Leżąc za stertą kamieni nałożyłem strzałę na cięciwę i naciągnąłem łuk. Nie czułem strachu nie czułem niczego. W głowie miałem tylko jedną myśl przeżyć. Wstałem i wypuściłem strzałę w biegnącego ulicą mężczyznę. Strzała wbiła się w jego klatkę piersiową. Upadł z krzykiem. Ukryłem się za stertą gruzu i ponownie przygotowałem łuk. Wstałem i kolejny z mężczyzn leżał ze strzałą wbitą w brzuch. Zacząłem się cofać. Pobiegłem za róg budynku. Przygotowałem łuk w razie czego. Nagle usłyszałem  ktoś biegnie w moją stronę z tyłu. Odwróciłem się z łukiem gotowym do strzału. Zobaczyłem mężczyznę z Kachachem w ręku. Był to facet dość dobrze zbudowany około czterdziestki. Miał brodę i dość długie włosy. Ubrany był w szarą bluzę i bojówki. Na plecach miał duży plecak.
- Łucznik nie strzelaj!- Krzyknął.
Posłusznie opuściłem łuk.
Nieznajomy wybiegł za róg i zaczął strzelać. Ja też się wychyliłem i strzeliłem. Po chwili zapanowała cisza.
Na ulicy leżeli martwi ludzie. A ja byłem w szoku. Poszedłem za nieznajomym było mi wszystko jedno czy mnie zabije czy nie.
Podeszliśmy do martwych ludzi.
- Sukinsyny.- Mruknął nieznajomy.- W mordę gdzie moje maniery. Wszystko przez tą pieprzoną wojnę.- Dodał nieznajomy. Wyciągnął do mnie dłoń. Podałem mu rękę.
- Jestem Boris Yudin.- Powiedziałem.
- Tigran Bohorow.- Powiedział nieznajomy.- Dobrze że skombinowałeś sobie ten łuk. Miałeś jak się bronić. Ale masz to się lepiej nada.- Powiedział podając mi automat jednego z mężczyzn.
- Ja dziękuję.- Powiedziałem.
- Nie ma za co. Trzeba sobie pomagać. Poza tym przez nich straciłem wszystko. Wczoraj wyszedłem umocnić piwnicę w której schroniłem się z moją rodziną. Poszedłem poszukać większych kamieni. No i właśnie te sukinsyny wrzucili przez okienko granat. Wszyscy zginęli. Dwóch moich braci, moja żona i córeczka.- Tigran rozpłakał się.
Objąłem go po ramieniu. Gdy się uspokoił zapytałem się go o współpracę. Stwierdził że we dwóch mamy większe szanse. Zebraliśmy broń w sumie 8 automatów i 3 pistolety. Zabrałem także moje strzały Tigran stwierdził że łuk to dobra broń jeżeli chodzi o zasadzki i polowanie na gołębie czy inne zwierzęta. Zabraliśmy całą skrzynię do mojej piwnicy. Gdy doszliśmy na miejsce była już 6. Zbudowaliśmy Tigranowi łóżko żeby
 mógł się przespać.

56 Dzień Oblężenia
Przez pół dnia spaliśmy. Około 15 Wstaliśmy i do wieczora sprawdzaliśmy co jest w skrzyni. Mamy teraz ogromne zapasy żywności i leków. Teraz siedzimy we dwóch z Tigranem i posilamy się ciepłą herbatą i przepysznymi daniami z puszku. Tigran poprosił mnie żebym jutro poszedł z nim do tej piwnicy gdzie ukrywał się z rodziną żeby pochować martwych. Mam nadzieję że to przyniesie mu spokuj.
W sumie to wiem o nim niewiele tak samo jak on o mnie.
Tigran był nauczycielem W-F w jednej ze szkół w Połgogradzie. Ma 38 lat. I stracił wszystko w tamtej piwnicy. Buduje wszystko od nowa. Mam nadzieję że mu w tym pomogę w końcu uratował mi życie...


Mam nadzieję że się podobało. Proszę o ocenę mojej pracy :)

wtorek, 2 lutego 2016

Kubuś Puchatek w Służbie Boga (Parodia Kubusia Puchatka)

UWAGA!! Post ten pisany jest w celach humorystycznych i nie ma na celu nikogo obrazić.

Kubuś Puchatek zajadła się śniadaniem. Miał bardzo dobry humor ponieważ ostatni napad na sklep prowadzony przez Smerfy udał się w 100 % co umożliwiło Kubusiowi spłatę wszystkich długów. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Kogo diabli niosą?!- Wrzasnął Kubuś.
-Nie diabli, a Aniołowie.- Usłyszał miś zza drzwi.
-Kto tam?
-Ksiądz.
Kubuś bardzo się zdziwił ksiądz w kwietniu?
- A poco ksiądz przyszedł?- Zapytał Miś.- No bo chyba nie z kolędą.
- Nie nie synu. Mam dla Ciebie propozycję pracy.
- Emmm no dobra.- Mruknął Miś.
Otworzył drzwi. Przed jego domkiem stał gruby Baran (Zwierze) ubrany w sutannę.Miś zaprosił księdza do środka. Usiedli przy stole i zaczęli rozmawiać.
- Mam dla Ciebie propozycję pracy.- Powiedział ksiądz.
- A co miałbym robić?
Baran zamyślił się i po chwili głęboko zdechnął,
- No bo widzisz synu słyszałem że jesteś bardzo dzielny i nie boisz się złych ludzi.- Powiedział Ksiądz.
- No niby taki. I co z tego?- Zapytał Miś.
- hmm.. Na terenie naszej parafii zaczęła działać grupa Satanistów. Odprawiają Czarne Msze pomazali kościół i ubrudzili mi wycieraczkę odchodami !- Powiedział zdenerwowany ksiądz.
- No i co ja mam z tym wspólnego?- Zapytał Kubuś.
- No wiesz synu pozbędziesz się ich jakoś. No nie wiem jak ale jakoś dasz radę.- Powiedział ksiądz.
- A ile za to dostanę?- Zapytał Kubuś.
- A sama satysfakcja że pomogłeś Bogu w walce z Szatanem nie wystarczy?- Zapytał ksiądz.
- Nie. 25 tysięcy i się dogadamy.- Powiedział Kubuś.
- No nie! to za dużo. 250 dolarów.- Powiedział twardo ksiądz.
- No wyjdź stąd ale już!- Wrzasnął Kubuś.
- Ale miałem kupić sobie nowego Mercedesa.- Powiedział ksiądz.- No ale dobrze 25 tysięcy.- Dodał zrezygnowany.
- No to idę ich szukać.- Powiedział radośnie Kubuś.
- Zaczekaj synu. Najpierw idź do spowiedzi abyś mógł walczyć z Szatanem z czystym sercem.- Powiedział ksiądz.
- No ale kościół jest w Smerfnym lesie a ja nie mam samochodu.
-Nie szkodzi synu zawiozę Cię.
Kubuś nie miał wyjścia musiał iść do spowiedzi inaczej nici z pieniędzy. Miś poszedł po pistolet do sypialni, który ukrył pod ubraniem. Pojechał razem z księdzem do kościoła w Smerfnym Lesie. Wszedł do małego kościółka i staną w długiej kolejce do konfesjonału. Stała przed nim cała wioska Smerfów. Kubuś zaczął żałować że nie zabrał ze sobą jakiej kolorowanki albo  książki. Na dodatek zapomniał z domu zabrać telefonu. Po 4 godzinach stania w kolejce dostał się do konfesjonału. Spowiadał stary Lis który sprawował funkcję proboszcza. Miał chyba 99 lat i ewidentnie śmierdziało od niego brudną pieluchą. Kubuś klęknął na klęczniku i zaczął recytować formułkę.
- Ostatni raz u spowiedzi byłem 10 lat temu. Pana boga obraziłem następującymi grzechami. Złamałem wszystkie przykazania dekalogu. Piłem duże ilości alkoholu i brałem narkotyki. W zeszłym tygodniu zabiłem człowieka.
-CO?!- Wrzasnął ksiądz zachrypniętym starczym głosem- GWAŁCIŁEŚ POWIEKĘ?!
-Co?! Nie!- Krzyknął Kubuś.- Człowieka zabiłem- Powiedział cicho 
- A no  dobra. Bo już myślałem że jesteś Satanistą.- Powiedział ksiądz.- Coś jeszcze?- Zapytał ksiądz.
- No w sumie to nie.- Odparł Kubuś.
- Pan Bóg odpuszcza tobie grzechy. Idź i nie grzesz więcej. A w ramach pokuty 666 zdrowasiek.- Powiedział ksiądz stukając w konfesjonał.
Kubuś wyszedł z konfesjonału i klęknął aby odmówić 666 zdrowasiek. W tym momencie drzwi kościoła otworzyły się z hukiem a do środka wpadło 5 uzbrojonych w AK47 ludzi pomazanych krwią. Jeden z nich miał w ręku martwego kota.
- Ku chwale Azazela!- Krzyknął jeden i zaczął strzelać do modlących się Smerfów.
Puchatek spojrzał na Satanistów i na martwego kota.
- O Boże Herman!- Krzyknął Kubuś. Miś znał Hermana jeszcze z podstawówki chodzili razem palić papierosy za szkołą.
Miś wyciągnął pistolet i zastrzelił strzelającego Satanistę.  Mężczyzna który trzymał martwego Hermana zaczął płakać.
- To za Hermana!.- Wrzasnął miś i zastrzelił domniemanego mordercę kolegi.
- Ejjjj dlaczego to robisz?- Zapytał cienkim głosem jeden z Satanistów.
- No bo zabiliście Hermana.
- Tak jakoś wyszło.- Odparł jeden z Satanistów.
Nagle z konfesjonału wyszedł podpierając się strzelbą  proboszcz Lis. Stanął obok Kubusia i krzyknął.
- Dość gadania synu tak to się robi w seminarium!
Stary ksiądz od którego coraz bardziej zajeżdżało brudną pieluchą uniósł strzelbę i w mgnieniu oka wszyscy pozostali przy życiu Sataniści leżeli martwi. Do kościoła wbiegł młody ksiądz z walizką pełną pieniędzy. Stary proboszcz wyrwał młodemu pieniądze z ręki i powiedział.
- Pieniądze są moje a teraz idę się zdrzemnąć.
Stary ksiądz wyszedł z kościoła podpierając się strzelbą i niosąc pod pachą walizkę z 25 tysiącami dolarów.
Kubuś dostał od księdza plakietkę "Dobry parafianin". Miś smutny wrócił do domu. Z twardym postanowieniem że w przyszłym roku nie wpuści księdza z kolędą.

KONIEC

Proszę o komentarze i ocenę :)


czwartek, 28 stycznia 2016

Dziennik Borysa #1

54 dzień oblężenia.
Nazywam się Boris Yudin mam 29 lat. Znalazłem notatnik więc postanowiłem  zacząć pisać. Już od prawie miesiąca siedzę w tej piwnicy. Kiedyś stała tu kamienica ale całkiem się zawaliła. Na szczęście wszystko jest stabilne tutaj na dole. No ale zacznę od początku. Od urodzenia mieszkam w  Połgogradzie. Było to niewielkie miasto około 600 tys. mieszkańców. Mówię było bo teraz większa część budynków jest kupą gruzu, a większość ludzi albo uciekła albo nie żyje albo nadal walczy i to po obu stronach. Połgograd leży (a w zasadzie to leżał) W zachodniej Rosji przy granicy z Ukrainą. To może teraz napiszę jak to się wszystko zaczęło. Wszystko zaczęło iść w złym kierunku gdy rozpoczęły się protesty na Ukrainie. W mieście mieszkało około 100 tysięcy Ukraińców. Dużo. Żyło się z nimi jak z braćmi w końcu "My Bracia Słowianie, Rusini". Większość ludzi w mieście zaczęła organizować protesty i marsze po to by powstrzymać nasze władze w ingerencje w sprawy Ukrainy. Sytuacja robiła się coraz bardziej napięta. Wszystko wybuchło gdy nasza armia zajęła Krym. Protesty nasiliły się potem wybuchły zamieszki w których niejednokrotnie brałem udział. Miasto było jak beczka prochu. Wystarczyła by jedna iskra i BUM. No cóż taka sytuacja utrzymywała się zbyt długo. Mieszkańcy podzielili się na dwa obozy. Jedni nazwani "Psami z Ukrainy" protestowali przeciwko walce i ingerencji w sprawy Ukrainy. Byłem na każdym proteście który organizowali. Uważałem że Rosja nie powinna mieszać cię w sprawy innych państw bo będą z tego kłopoty. Nadal tak twierdzę. Druga grupa nazwała się "Obrońcami Ojczyzny". Byli to głównie narodowcy, pseudo kibice i byli komuniści. Organizowali kontr manifestacje i zwalczali nas na każdym kroku. Po aneksji Krymu nasze protesty nasiliły się. Sytuacja cały czas była napięta. Nasza organizacja którą nazwaliśmy "Front Obrony Wolności" gromadziła potajemnie broń. Wiedziałem że będą kłopoty ale nie chciałem. Narobić sobie kłopotów. Któregoś dnia dostaliśmy kolejną partie broni. Tamtego dnia poszedłem do domu i zacząłem się pakować, chciałem jak najszybciej wyjechać z miasta. Spakowałem wszystkie rzeczy. Następnego dnia miałem wyjechać. No ale niestety "Obrońcy Ojczyzny " zorganizowali tego dnia pogrom Ukraińców. Czytałem w książkach o pogromach żydów czy określonych grup ale nie sądziłem że takie coś może się stać w XXI wieku. Zabito wtedy 578 Ukraińców a 468 zadano ciężkie obrażenia. To właśnie była "iskra" która spadła na beczkę prochu. Ukraińcy chwycili za broń w samoobronie już następnego dnia miasto zostało odcięte. Niektórym mieszkańcom pozwolono wyjechać z miasta. Zaciągnąłem się do oddziałów rebeliantów. Siły rebeliantów wynosiły wtedy niemal 200 tys ludzi. Mieliśmy dużo zaopatrzenia. Niestety w mieście zostało bardzo dużo cywilów których musieliśmy nakarmić. Walki były bardzo zajadłe. Armia rosyjska nie mogła wejść do miasta. 28 dnia zaczęło brakować nam zapasów żywności ale armia nie weszła do miasta. 29 dnia na miasto spadły pociski GRAD zostałem wtedy ranny i wypisany do cywila. Tamtego dnia na miasto przez ponad 3 godziny spadał deszcz pocisków rakietowych. Ponad 180 tys. armia rebeliantów cofnęła się do centrum. Armia państwowa weszła do miasta obróconego w gruzy. Rebelianci już tydzień później wyszli na pozycje wyjściowe wypierając armię państwową z miasta. Ja w tym czasie leżałem w tej piwnicy i leczyłem rany. Pomagała mi starsza kobieta nawet nie wiem jak się nazywała. Pewnie już nie żyje nie widziałem jej już od kilku tygodni. 40-43 dnia na miasto została zrzucona pomoc humanitarna. Większość leków wzięła armia ale i nam cywilom zostało dużo dobrego. 50 dnia oblężenia na stronę Rebelii przeszło około 10000 żołnierzy z armi państwowej. Nie wiadomo do końca dlaczego ale z tego co wiem to bardzo dzielnie walczą. Na dzień dzisiejszy Rebelianci kontrolują całe miasto, które jest morzem ruin. większość budynków jest uszkodzona ale w niektórych wciąż mieszkają ludzie.
Ja odkąd zostałem raniony odłamkiem w ramię mieszkam tutaj. Kamienicy już nie ma został sam szkielet ale piwnica jest bezpieczna. Co prawda mam małe zapasy pożywienia ale wody mi nie zabraknie. Zrobiłem specjalny baniak na deszczówkę. Wystarczy przegotować i woda zdatna do picia. Mam tutaj kuchenkę (którą musiałem przerobić na kuchnię opalaną drewnem lub węglem ale co tam) Mam łóżko światło, nawet radio i książki. Wejście do piwnicy z zewnątrz oczyściłem z gruzów i wzmocniłem drwi. Niestety to bardzo mała piwniczka i trochę mało tu miejsca. Po mieście chodzą rabusie a ja do obrony mam tylko nóż i co najwyżej kawał rury. Strasznie już późno Mam nadzieje że kolejny dzień przyniesie coś dobrego. Codziennie proszę Boga o to by wszyscy moi znajomi i przyjaciele wyszli z tego cało.



UWAGA!!! Wszelkie zdarzenia, nazwy imiona i nazwiska są fikcyjne. 

niedziela, 24 stycznia 2016

Skugga część 3 [Finał]



 UWAGA!!! Post zawiera opis drastycznych scen


4 maja poniedziałek.

Sven znowu się nie wyspał. Gdy wstał  zszedł na dół. Z kuchni dobiegały odgłosy gotowania. Wszędzie miło pachniało smażonymi jajkami i grzankami. Sven wszedł do kuchni, w której Ewa ubrana w szkolny mundurek przygotowywała śniadanie.
-Dzień dobry Sven.- Zawołała  Ewa z dumą stawiając  dwa talerze z jajecznicą i grzankami na stole.
- Dzień dobry.- Odparł nieco zaspany Sven.
- Siadaj.
Sven posłusznie usiadł naprzeciwko Ewy przy stole. Jedzenie pięknie pachniało. Sven nie miał drygu do gotowania dlatego nie jadał zbyt smacznie.
- Smacznego.- Powiedział Sven zabierając się za jajecznicę.
-Smacznego.
Sven w mgnieniu oka pochłonął śniadanie. Ewa uśmiechnęła się pod nosem.
- Smakowało?- Zapytała.
- Już nie pamiętam kiedy jadłem tak dobre śniadanie.
- Co znaczy że albo nie masz dziewczyny, albo masz ale nie umiecie gotować.- Powiedziała Ewa.
- No niestety nie mam i nie umiem gotować.- Odparł Sven z uśmiechem.
Nastała cisza. Ewa skończyła jeść śniadanie. Ewa spojrzała na zegarek.
- Mamy sporo czasu. Więc mogę Cię o coś zapytać?
- No to pytaj.- Odparł Sven.
- Dlaczego cały czas chodzisz w czarnym?
Sven zamilkł i spojrzał na Ewę.
- Nie wiem.- Odparł Sven. Skłamał i nie wiedział dlaczego. Czarny kolor zaczął mu towarzyszyć od dnia śmierci matki. Od tamtego czasu zawsze nosił coś czarnego.
- Myślę że kłamiesz.- Odparła Ewa.
Sven wyjrzał przez okno i westchnął ciężko.
- Czarny kolor pasuje do mojej pracy. A poza tym przypomina mi o mojej nieżyjącej mamie.- powiedział smętnie Sven.
- Smutne.- Westchnęła Ewa.- A Twój tata żyje?- Zapytała.
- Nie. Nie chcę o nim pamiętać. Chcę go zapomnieć.- Odparł Sven.
- Rozumiem.- Odparła Ewa,
Co ty możesz wiedzieć?- Pomyślał Sven. Nastała cisza przerywana miarowym tykaniem zegara.
- To teraz Ty mi powiedz. Dlaczego ściany w moim pokoju są wyciszone?- Zapytał Sven.
Ewa nieco nerwowo drgnęła na krześle.
- Ja… Nie wiem.- Odparła.
Sven westchnął ciężko.
-Dobra chodźmy do szkoły.- Powiedział Sven.
Ewa pobiegła na górę po torbę z książkami. Po chwili Ewa i Sven szli ulicą rozmawiając o grach komputerowych. Po około 25 minutach drogi Sven zobaczył spory budynek prywatnego liceum  do którego chodziła Ewa.
-To moja szkoła.- Powiedziała wskazując na budynek.
-  Ja nigdy nie cierpiałem szkoły. Koledzy mnie bili bo byłem najmniejszy w klasie.- Powiedział Sven.
- Teraz byś im pokazał.- Powiedziała Ewa.
- Możliwe.
Ewa delikatnie się uśmiechnęła. Po przejściu kilkunastu metrów Ewa spojrzała w stronę małego zaułka.
-Sven.- Szepnęła ciągnąc go za rękaw.- W tamtym zaułku są ci ludzie którzy mnie śledzili.
- Na pewno?
- Na pewno . To oni.
- O której kończysz lekcje?- Zapytał Sven.
- Co?
- O której kończysz lekcje?
- 14:40.
- idź do szkoły będę na Ciebie czekał jak skończysz.- Powiedział Sven.
- Dobrze.- Powiedziała Ewa
Sven pomachał Ewie która niepewnie ruszyła przed siebie. Sven udał że idzie w przeciwnym kierunku. Gdy obejrzał się za siebie spostrzegł że jeden z dwóch mężczyzn z zaułka poszedł za Ewą. Sven szybko podbiegł do niego.
- Przepraszam pana.- Powiedział grzecznie Sven stając za plecami mężczyzny.
- Czego?- Warknął tamten. Miał strasznie rosyjski akcent.
- Myślę że trafiłem na odpowiedniego człowieka.- Powiedział Sven.
- Czego chcesz przybłędo?
- Szukam kontaktu do pana Borysa Kotiewa. –Powiedział Sven.
- Tak? Zdziwił się mężczyzna.- A co od niego chcesz?
- Chcę zaproponować mu moje usługi. Wiem że śledzicie tą małą. Mam ją ochraniać więc jak coś to mogę kropnąć jej tatusia.- Powiedział Sven.
Mężczyzna z rosyjskim akcentem stał bez ruchu.
- Dobra chodź.- Warknął.
Mężczyzna zaprowadził Svena do zaułka gdzie stał jego wspólnik. Stanęli w dość niekomfortowy sposób. Odcieli Svenowi ewentualną drogę ucieczki.  Sven wziął głęboki oddech.
- Czego chcecie od tej dziewczyny?- Zapytał chłodno.
- Co?! No tego co ty.- Odparł mężczyzna z którym Sven rozmawiał na ulicy.
- Nie wydaje mi się.- Westchnął Sven sięgając po nóż który przytwierdzony był do paska spodni.
Szybkim ruchem wbił nóż w gardło jednego z mężczyzn. Nóż wbił się aż po samą rękojeść. Sven poczuł jak ciepła krew spływa mu pod koszulę. Nie cierpiał tego. Wyciągnął nóż i od razu odskoczył unikając ciosu drugiego mężczyzny jaki i bryzgającej krwi.  Mężczyzna ciężko opadł na ziemię zabrudzoną krwią, ciężko charcząc próbując złapać kolejny oddech. Po kilku sekundach przestał się ruszać. Sven wiedział że całą sprawę musi załatwić bardzo szybko.
Drugi mężczyzna zszokowany losem swojego kompana rzucił się do ucieczki. Sven wiedział że nie może puścić go żywego. Rzucił nożem który trafił uciekiniera w plecy. Mężczyzna upadł na twarz i zaczął krzyczeć. Sven z przerażeniem podbiegł do przeciwnika wyszarpnął nóż z jego pleców, złapał mężczyznę za włosy i poderżnął gardło. Poczekał aż fontanna krwi przestanie tryskać z gardła martwego mężczyzny i wciągnął go za nogi w głąb zaułka. Szybko zadzwonił po ekipę  „Sprzątającą”.
Kilka minut później do zaułka tyłem wjechała czerwona śmieciarka, z której wysiadło kilku mężczyzn. Bez słowa wrzucili ciała do śmieciarki i odjechali.  Sven czym prędzej wrócił do domy Lwowskich żeby przebrać się i zmyć z siebie krew. Na całe szczęście krwi nie było zbyt mocno widać a do domu miał niedaleko. Gdy się umył i przebrał w czystą tym razem w czarną koszulę z białymi ornamentami poszedł do pokoju Ewy aby nieco pomyszkować po jej pokoju. Przez kilka godzin przeszukiwał pokój, odkładając starannie wszystkie rzeczy na miejsce aż w końcu znalazł mały zeszycik. Zaczął go przeglądać. Były tam opisane jakieś przeokropne dla Svena sceny.  W zeszycie opisana była historia dziewczyny która była bita przez kolegów w szkole oraz bita i gwałcona w domu przez ojca. Scen przeczytał wszystkie zapisane strony. Na okładce zostało napisane „ Oparte na moich faktach E.L”
Sven nie bardzo wiedział co to ma znaczyć. Odłożył zeszycik do skrytki pod łóżkiem. Spojrzał na zegarek. 14:30. Szybko wyszedł z domu i wolnym truchtem pobiegł pod szkołę Ewy. Zdążył minutę przed dzwonkiem. Stanął przy niskim ogrodzeniu i obserwował wyjście ze szkoły. Zadzwonił dzwonek sygnalizujący koniec lekcji. Kilka minut później z budynku wyszła duża grupa radosnych licealistów.  W końcu Sven wypatrzył Ewę Lwowską w tłumie uczniów. Zobaczył jak trzech chłopaków ciągnie Ewę za szkołę. Sven szybko przeskoczył przez niskie ogrodzenie i pobiegł w miejsce gdzie chłopcy zaciągnęli Ewę. Zobaczył że dwóch chłopców popycha dziewczynę a trzeci wrzucił torbę Ewy na drzewo. Wszyscy byli bardzo rozbawieni sytuacją.
- Zostawcie ją gówniarze!- Krzyną Sven.
Napastnicy spojrzeli w stronę Svena.
- Bo co pedale!- Krzyknął najwyższy z chłopców.
- Bo wam rączki połamie.- Powiedział chłodno Sven przeciągając się leniwie i powoli idąc w stronę chłopców.
- No to spróbuj.- Powiedział najwyższy.
Sven bardzo powoli podszedł do niego. Chłopak zamachnął się z zamiarem trafienia Svena w nos. Sven zrobił szybki unik i trafił chłopaka silnym ciosem w brzuch. Napastnik upadł na ziemię i zwinął się w kłębek.
- No to który teraz?- Zapytał równie chłodno Sven.
Chłopcy z przerażeniem zaczęli uciekać.
- Ej stać!- Krzyknął Sven.  Chłopcy natychmiast zatrzymali się.- Ściągnijcie tą torbę z drzewa.- Rozkazał.
Chłopcy natychmiast wykonali polecenie. Oddali torbę Ewie i stanęli przed Svenem.
-Teraz podnieście tego delikwenta.- Powiedział Sven pokazując na nadal leżącego na ziemi znokautowanego chłopaka.
Gdy wykonali kolejne zadanie Sven podszedł do przerażonej Ewy i delikatnie objął ją ramieniem.
- Teraz na kolana i przepraszać.- Rozkazał Sven.
Chłopcy padli na kolana jak przed świętą relikwią. Sven puścił Ewę i poszedł za klęczących oponętów.
- No i co się mówi?- Zapytał spokojnie Sven.
- Przepraszamy.- powiedzieli chórem przerażeni chłopcy.
- No a teraz zmiatać stąd. A jak się dowiem że jej dokuczacie to was znajdę i poucinam kciuki.- Powiedział zimno Sven.
Chłopcy zerwali się z kolan i ruszyli biegiem poza obręb szkoły.
- Dziękuję.- Powiedziała cicho Ewa.
Sven widział jak dyskretnie wycierała łzy podczas gdy zajmował się napastnikami Ewy.
- Nie ma za co. Nie płacz.- Powiedział łagodnie Sven.
Ewa podeszła do Svena i objęła go. Sven przypomniał sobie podobną sytuację. Po tym jak zabił swojego ojca jego siostra także objęła go w taki sposób.
- Chodźmy do domu.- Powiedziała Ewa uwalniając Svena z delikatnego uścisku.
- Dobrze.- Odparł Sven.
Po powrocie do domu Ewa przy pomocy Svena przygotowała obiad. Sven dawno nie prowadził rodzinnego życia przez ostatni rok jeździł po świecie i zabijał ludzi. Bardzo podobała mu się rezydencja Lwowskich i bardzo odpowiadało mu towarzystwo Ewy i pana Adama.
Ewa razem ze Svenem usiedli  przy stole i jedli zupę brukselkową którą  przygotowali.
- Dlaczego tamci chłopcy Ci dokuczali?- Zapytał Sven.
-  Wiesz jestem nowa w klasie i mam dobre wyniki w nauce. Przezywają mnie od kujonki w ogóle- Odparła Ewa.
Nastała cisza.
- której pracujesz?- Zapytała nagle Ewa.
- Bardzo duża. Działamy na całym świecie i jest nas na tyle dużo że ta mafia Kotiewa to nam do pięt nie dorasta.- Odparł Sven.
- Też bym chciała dla was pracować.- Odparła Ewa.
- Za młoda jesteś.- Odparł Sven.- Ale jak dorośniesz to kto wie.- Dodał.
Posiłek dokończyli w ciszy.
Około 18 do domu wrócił Adam Lwowski.  Wyglądał na wykończonego. Dlatego Sven nie zamierzał informować go o zabiciu 2 ludzi Kotiewa i o tym że Ewę gnębiono w szkole. Poza tym Sven miał własne powody żeby tak sądzić. Poprosił Ewę żeby nie mówiła o sytuacji w szkole ojcu. Ewa odpowiedziała tylko „I tak mało rozmawiamy”. Chwilę porozmawiał z Lwowskim i wyszedł żeby porozmawiać z Majorem o wydarzeniach dzisiejszego dnia. Dostał od niego wytyczne „Prowadzić dalsze działania w razie potrzeby informować”. Gdy Sven wrócił do domu Lwowskich na parterze nikogo nie było. Wszedł na piętro. Było cicho. Nagle otworzyły się drzwi od pokoju Ewy. Dziewczyna wyjrzała przez małą szparę w drzwiach niczym małe zwierzątko w klatki.
-A to Ty.- Powiedziała cicho.
- No ja. Coś się stało?- Zapytał
- Nie nic.- Odparła Ewa zamykając drzwi.
Sven bardzo zdziwił się reakcją dziewczyny to do niej nie pasowało. Nie chciał być jednak zbytnio nachalny i niegrzeczny dlatego poszedł do swojego pokoju i położył się spać.
Sven obudził się w nocy z ogromną potrzebą wysikania się. Po cichu wyszedł do łazienki. Załatwił swoją potrzebę. Gdy wracał do pokoju usłyszał dziwne odgłosy z pokoju Ewy. I bynajmniej nie przypominały odgłosów jakie może wydawać przeciętna nastolatka. Najciszej jak umiał wszedł do swojego pokoju i założył podkoszulek i spodnie wyciągną pistolet który schował za pas. Swój nóż wziął w prawą dłoń. Podszedł do  drzwi pokoju Ewy. Odgłosy nie ucichły. Wziął trzy głębokie wdechy i otworzył drzwi  wpadając do środka. To co zobaczył przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Spodziewał się gangstera od Kotiewa który próbuje unieszkodliwić wszystkich mieszkańców domu. Spodziewał się że Ewa chce popełnić samobójstwo. Ale nie sądził że zobaczy nagiego Lwowskiego który rozbiera własną córkę. Ewa uwolniła usta z uścisku dłoni i krzyknęła jak mogła najgłośniej.
- Sven ratuj!
Sven upuścił nóż. Chwycił Lwowskiego i rzucił nim o ścianę.
- Ewa idź domowego pokoju. – Powiedział chłodno Sven.
Ewa obwiązała się prześcieradłem i wybiegła z pokoju. Sven kopną Lwowskiego w twarz potem ogłuszył go i związał. Następnie zadzwonił po Majora.
Major po tym jak usłyszał o całej sprawie przyjechał niemal natychmiast. Razem ze Svenem poszli porozmawiać z Ewą. Weszli do pokoju Svena. Ewa leżała owinięta prześcieradłem na łóżku.
Sven powoli usiadł obok niej i delikatnie złapał ją za dłoń.
- Długo to trwa?- Zapytał.
- Od roku- Powiedziała Ewa łkając.
- Chcesz to skończyć?- Zapytał zimno Sven.
- Dlaczego chcesz zapomnieć o swoim ojcu? Zapytała nagle Ewa tłumiąc płacz.
- Zabiłem go bo gwałcił moją siostrę.- Odparł chłodno Sven.
- Zabij go.- Szepnęła Ewa i pocałowała Svena w policzek.
Sven przeraził się bezwzględnością dziewczyny. Uświadomił sobie jednak że została ona skrzywdzona przez jedyną bliską osobę.
- Dobrze.- Odparł Sven.
- Ewa zamieszka ze mną i moją żoną.- Powiedział Major.
-Dobrze.- Powiedziała Ewa wycierając łzy.
- Przyniosę Ci ubrania.- Powiedział Sven.
Sven wszedł do pokoju Ewy gdzie leżał związany nagi i nadal nieprzytomny Adam Lwowski. Sven wyciągnął z Szafy pierwsze lepsze ubrania i zaniósł Ewie. Ewa ubrała się i poszła z Majorem.
Na pożegnanie Major powiedział.
- Pobaw się z nim a potem wszystko spal zostawiłem Ci 200 litrów benzyny na podjeździe.
I rzeczywiście na podjeździe w kanistrach stało 200 litrów benzyny. Gdy Major i Ewa odjechali Sven spakował swoje rzeczy i zaniósł je na motocykl . Potem wyciągnął z pokoju Ewy nieprzytomnego Lwowskiego. Zaciągnął go do schodów a potem zrzucił bezwładne ciało ze schodów. Lwowski odzyskał przytomność. Sven zbiegł ze schodów i wskoczył mężczyźnie na klatkę piersiową łamiąc mu żebra. Sven bez słowa zaciągnął krzyczącego i plującego krwią Lwowskiego do kuchni. Posadził go na krześle i przywiązał go kawałkiem sznurka. Wyciągnął nóż i bez słowa zaczął podważać i wyrywać kolejne paznokcie u dłoni. Gdy wyrwał wszystkie 10 paznokci chłodno zapytał.
- Dlaczego to robiłeś?
-Bo potrzebowałem.- Wydusił z siebie Lwowski.
Sven włączył palnik kuchenki. Chwycił metalowy szpikulec do szaszłyków i rozgrzał go nad ogniem. Gdy metalowy pręcik zaczął świecić na ciemno czerwony kolor podszedł z nim do Lwowskiego.
-A ja potrzebuje tego- Powiedział chłodno Sven przebijając genitalia Lwowskiego rozgrzanym pręcikiem.
Lwowski zawył z bólu niczym dzikie zwierze zranione przez myśliwego. Sven pomyślał sobie że wie jak czuł się Apollo gdy pozbawiał Marsjasza skóry. Sven nie wyciągnął pręcika. Wyszedł na podjazd i w szybkim czasie na całym domu znalazło się 200 litrów benzyny. Ostatni kanister wylał na półprzytomnego Lwowskiego. Wyszedł na podjazd. Zrobił kulkę z gazety którą zabrał z kuchni. Podpalił ją i wrzucił do środka. Słychać było nieduży wybuch a już po chwili ogień wesoło trzaskał w całej willi. Cichą spokojną noc rozdarł dziki krzyk płonącego Adama Lwowskiego. Sven wsiadł na motocykl i pojechał do swojego małego mieszkania na Pradze.

KONIEC

Proszę o oceny :)

niedziela, 17 stycznia 2016

Skugga część 2



3 maj 2015 Warszawa Praga
Sven  wstał po kolejnej bezsennej nocy. Niedziela 3 maj Polacy świętują dzień uchwalenia konstytucji  3 Maja. Dla Svena był to dzień jak co dzień. Sven po śniadaniu i serii ćwiczeń ubrał się w jedną ze swoich ulubionych czarnych koszul. Za pasek spodni wetknął pistolet i nóż w ładnie zdobionej pochwie. Omiótł wzrokiem swoją sypialnię. To w tym mieszkaniu mieszkał razem z siostrą i ojcem po przeprowadzeniu  się do Polski. To właśnie w tym pokoju zabił swojego ojca. Sven poczuł obrzydzenie do samego siebie i do tego co zrobił. Złe wspomnienia szybko minęły. Sven wyciągnął dużą torbę i zaczął pakować do niej ubrania i niezbędne rzeczy osobiste. Gdy skończył  spojrzał na zegar który wisiał na ścianie.
- 8:45… Zdążę.- Mruknął Sven.
Pod pachę wziął swój kask. Co prawda wolał jeździć bez niego ale niestety wymagały tego przepisy. Poszedł za blok gdzie stał jego motocykl. Czarny motocykl składany przez przyjaciela Svena. Motocykl swoją budową przypominał stare wojskowe motocykle. Sven umieścił torbę na miejscu pasażera i przypiął ją specjalnymi taśmami. Włożył kask i odpalił maszynę. Ruszył na miejsce spotkania.  Większość miasta stało w korkach. Na szczęście Sven mógł omijać samochody bardzo sprawnie. Szybko wydostał się z miasta, pomimo tego przyjechał na miejsce spóźniony. Wszedł do magazynu gdzie czekał na niego Adam Lwowski i Major.
- Przepraszam za spóźnienie. – Powiedział.0 Straszne korki na mieście.- Dodał na usprawiedliwienie.
- Wiem dlatego nic Ne mówię- Powiedział obojętnie Major.
- Dzień dobry.- Powiedział Sven podając rękę panu Lwowskiemu.
- Dzień dobry.
- Spakowany jesteś?- Zapytał Major.
- Tak mam wszystko na motorze.- Odparł Sven.
- Dobra to pojedziesz za samochodem pana Lwowskiego.- Powiedział Major.
- Co ty dzisiaj taki mruk?- Zapytał Sven.
- Nie. Wszystko spoko. Tak jakoś.- Powiedział Major, tylko po to by uspokoić Svena tak naprawdę miał problemy rodzinne ale nie chciał rozpowiadać wszystkim na około co dzieje się u niego w domu.
- No to co jedziemy?- Zapytał Lwowski.
- Tak możemy jechać.- Odparł Sven.
Pożegnali się. Sven i Adam Lwowski wyszli z magazynu. Sven wsiadł na motocykl i pojechał za czarnym sportowym Mercedesem Lwowskiego na bogate osiedle domków jednorodzinnych. Zaparkowali na podjeździe. Sven przez dłuższą chwilę przyglądał się domowi Lwowskich. Była to mała willa, jak się później okazało z małym basenem i dużym ogrodem.  Piętrowy dom budowany na wzór szlacheckiego pałacyku z przełomu XVIII w.  Sven wszedł za Lwowskim do przedpokoju, który był  pokojem wielkości salonu Svena. Ściany w kolorze słonecznikowym tak jak w salonie Svena. Pod ścianami stały Szafy , komody oraz półki na buty wszystko zdobione płaskorzeźbami. W rogu na piedestale stała mała rzeźba królika z podpisem Maria Lwowska. Sven domyślił się że dzieło musi być autorstwa żony pana Lwowskiego. Na ścianach było dużo rysunków i obrazów oprawionych w piękne drogie ramy. Wszystkie obrazy były podpisane imieniem Maria a rysunki imieniem Ewa.  Rodzina z tradycjami- Pomyślał Sven.
- Żona bardzo lubiła malować i rzeźbić. Ewa też ma talent.- Powiedział z dumą Lwowski.
- Bardzo ładne.- Powiedział Sven próbując ukryć zachwyt.
- Proszę za mną pokaże panu pana pokój.- Powiedział Lwowski.
Z przedpokoju przeszli do przestronnego salonu z dużymi oknami i szklanymi  drzwiami wychodzącymi na duży nieco zaniedbany ogród. Na ścianie wisiał duży  50 calowy telewizor. Na ścianach wisiały obrazy i rysunki. Przy jednej ze ścian biegły piękne dębowe schody.
- Tam jest kuchnia i jadalnia.- Powiedział Lwowski pokazując przejście do dużej kuchnio jadalni.  Weszli na piętro. Weszli na dosyć długi korytarz.  Między rzędem drzwi stały rzeźby Marii Lwowskiej. Lwowski pokazał Svenowi łazienkę i swoją sypialnię. Wprowadził Svena do pokoju gościnnego. Pokój był duży. Stało tam duże wygodne łóżko, biurko, na którym stał laptop i przybory do rysowania, w pokoju stało jeszcze kilka szafek i spora szafa oraz mały telewizor z konsolą do gier i odtwarzaczem DVD. Na ścianach w przyjemnym kremowym kolorze wisiało kilka rysunków. Na parapecie dużego okna stało kilka kaktusów.
- Jak dużo miejsca. Bardzo tu ładnie, widzę że mogę grać w gry i rysować, poza tym lubię kwitnące kaktusy.- Powiedział Sven, który zastanawiał się czy to tylko zbieg okoliczności czy ktoś powiedział Lwowskiemu co lubi.
- Cieszę się. Niech się pan rozgości zaraz pójdziemy do Ewy.- Powiedział Lwowski wychodząc z pokoju.
Sven rozejrzał się po pokoju nic nie przykuło jego uwagi.  Podszedł do szafy i rozpakował swoją torbę. Przechadzał się chwilę po pokoju i zaglądał do różnych szuflad i szafek w których było pełno różnorakich drobiazgów typu przybory rysownicze, gry na konsolę, czy męskie kosmetyki i lusterko. Sven położył się na łóżku. Było trochę za miękkie ale Sven nie narzekał dalej pamiętał jak podczas jednego zadania spał w piwnicy na worku słomy.  Sven od niechcenia puknął palcem w ścianę ze zdziwieniem stwierdził że ściana jest wytłumiona ściana nie przepuszczała dźwięków z wnętrza pokoju jak i pomieszczeń sąsiednich. Sven wiedział że jeżeli ktoś wycisza sobie ściany to jest miłośnikiem spokoju albo ma coś do ukrycia. Sven podszedł do okna. Spojrzał na zaniedbany ogród .
Nagle drzwi się otworzyły i do pokoju ktoś wszedł. Sven nie odrywał wzroku od klombu małych kwiatków które rosły w ogrodzie.
- Ma pan ładne kwiaty w ogrodzie panie Adamie.- Powiedział Sven patrząc na kwiatki.
- Pan?- Sven usłyszał za sobą delikatny dziewczęcy głos.
Sven odwrócił się. Zobaczył dziewczynę ze zdjęcia. Była naprawdę ładna i tak jak na zdjęciu prawie wcale nie przypominała ojca, jednak jej piegi były bardziej widoczne.
- Przepraszam myślałem że to pan Adam.- Powiedział Sven podchodząc do dziewczyny.- Sven Jansson.- Powiedział wyciągając dłoń.
- Ewa Lwowska.- Powiedziała podając mu dłoń.- Ma pan bardzo zadbane dłonie jak na ochroniarza.- Dodała.
Czyli wie- Pomyślał Sven.
- Eh… Dzięki.- Powiedział nieco zakłopotany Sven jeszcze nikt mu nie powiedział że ma zadbane dłonie.- To Twoje rysunki?- Zapytał pokazując na rysunek kota bawiącego się kulą papieru.
- Tak moje.- Odparła Ewa.
- Bardzo ładne. Sam lubię rysować.- Powiedział Sven.
-Dziękuję.- Powiedziała dziewczyna lekko się uśmiechając,- Porozmawiamy później na razie idę wziąć kąpiel- Powiedziała Ewa.
-Dobrze niech będzie.- Powiedział Sven odwzajemniając uśmiech.
Ewa wyszła z pokoju.  Sven wrócił do oglądania ogrodu. Do pokoju wszedł Lwowski.
- Widziałem że poznał pan Ewę.- powiedział przy wejściu.
- Tak zamieniliśmy dwa słowa.
- To dobrze. Resztę pokaże panu Ewa ja muszę jechać na bardzo ważne spotkanie.- Powiedział Lwowski.
- Dobrze.- Powiedział Sven.
- Bardzo dziękuję i do wieczora.- Powiedział Lwowski.
Lwowski wyszedł z pokoju. Sven jeszcze przez kilka minut obserwował kwiatki. Potem położył się na łóżku i zasnął.
Obudził się gdy Ewa potrząsnęła jego ramieniem. Dziewczyna usiadła na brzegu łóżka i suszyła włosy ręcznikiem.  Sven usiadł na łóżku. Potem przesunął się na brzeg i usiadł obo dziewczyny.
- Pan jest jakiś inny.- Powiedziała Ewa.
- Co ja? Czemu?- Zapytał Sven przecierając oczy.
Ewa skończyła wycierać włosy. Złożyła ręcznik w kostkę i zaczęła przygładzać sterczące włosy.
- No bo żaden z naszych ochroniarzy nie ubiera się tak jak pan i żaden nie śpi w środku dnia.- Powiedziała Ewa.
- Po prostu lubię się tak ubierać. Poza tym jestem twoim ochroniarzem osobistym czyli mam się nie rzucać w oczy. A z tym spaniem to przepraszam mam problemy ze snem.- Powiedział Sven.
- A co pan lubi robić?- Zapytała.
- Nie mów do mnie „pan” bo będę płakał.-Powiedział Sven.
Ewa roześmiała się.
- No dobrze to Ty mów mi Ewa.- Powiedziała.
- Wracając do pytania. Lubię rysować, grać w gry, czasem przeczytam jakąś książkę, no i lubię jeździć na motorze.- Powiedział.
- Też lubię rysować i grać w gry i czytać książki. Wiesz niedawno się tutaj przeprowadziliśmy i nie mam żadnych przyjaciółek.- Powiedziała Ewa. Nie chciała tego robić ale niebieskie oczy Svena wzbudzały zaufanie.
- Też nie mam zbyt wielu przyjaciół.- Powiedział Sven.
Nastała cisza oboje siedzieli i gapili się w ścianę.
- Masz dziwny akcent. Sven to imię czy pseudonim?
- Nie jestem polakiem. Jestem Szwedem ,a Sven to moje prawdziwe imię.- Powiedział Sven.
- Aha.- Westchnęła Ewa.- Chodź pokażę  Ci cały dom.- Powiedziała Ewa.
-Poczekaj.- Powiedział Sven wyciągając ukryty pistolet z zza pasa.
Ewa z podziwem spojrzała na broń.
-Colt 1911.- Powiedziała.
- Tak.- Powiedział Sven chowając pistolet pod poduszkę.- Możemy iść- Dodał.
Ewa oprowadziła go po całym parterze. Wszystko było bardzo ładne. Ewa pochwaliła się że wiele mebli ozdabiała własnoręcznie. Zeszli niżej do piwnicy gdzie znajdowała się siłownia.  Ewa poprosiła Svena o zademonstrowanie kilku ćwiczeń. Sama pobiegała chwilę na bieżni. Okazało się że w domu Lwowskich jest sauna. Wyszli na zewnątrz. Ewa pokazała Svenowi basen i ogród Potem poszli do pokoju Ewy. Pokój jak na oko Svena przypominał pokój typowy dla nastolatki. Na komodach i szafkach stały  różne drobiazgi. Ściany oklejone były różnymi obrazkami, rysunkami i plakatami. Na biurku stał komputer i mnóstwo leżących w nieładzie rysunków. Pokój miał duże okno z widokiem na podjazd i sąsiednie domy. W rogu pokoju stała sztaluga z niedokończonym obrazem.
- Ten motocykl jest twój?- Zapytała Ewa pokazując na motocykl stojący na podjeździe.
- Tak mój. A co?
- Kiedyś mnie nim przewieziesz.- Powiedziała
- Dobra.- Mruknął Sven  siadając na łóżku.
Ewa usiadła przy biurku i zaczęła rysować jakieś przedziwne zwierze.
- Wiesz gdzie pojechał mój stary?- Zapytała.
- Nie wiem. Dlaczego tak mówisz na swojego tatę?- Zapytał Sven.
- Bo to przez niego jakieś dwa typy za mną łażą i chcą mi zrobić krzywdę.- Powiedziała.
-  Rozumiem- Powiedział Sven.
- Ty miałeś pewnie fajnego tatę.- Powiedziała  Ewa.
- Nie, nie miałem.- Powiedział Sven.- Przepraszam muszę iść gdzieś zadzwonić.- Dodał w ramach wymówki.
- Dobrze jak coś to ja się stąd nie ruszam.- Powiedziała smutno Ewa.
Sven poszedł do swojego pokoju położył się na łóżku i leżał na łóżku myśląc co by było gdyby nie pozbył się swojego ojca.

C.D.N

Proszę o ocenę mojej pracy :)