niedziela, 7 lutego 2016

Dziennik Borisa #3 (Finał)

 57 dzień Oblężenia.
Dzisiejszy dzień był straszny. Ledwo uszliśmy z życiem.
Wstaliśmy wcześnie rano. Zjedliśmy małe śniadanie. Tigran poprosił mnie żebym poszedł z nim i pomógł mu pochować bliskich. Zgodziłem się bez wahania. Spakowaliśmy do plecaków mały zapas wody i jedzenia. Wzięliśmy szpadel i karabiny. Szliśmy od budynku do budynku obserwując okolicę.Kilka razy widziałem światło odbite od celownika optycznego. Za każdym razem modliłem się żeby ten "Ktoś" nie strzelał. Droga była długa i bardzo męcząca. Nie zamieniłem z Tigranem ani słowa. W końcu stanęliśmy przed kamienicą w której zginęli bliscy mojego nowego towarzysza. Tigran powoli szedł do piwnicy. Ja zaraz za nim. Cała piwnica była spalona. Wybuch granatu spowodował pożar, który strawił wszystko. Znaleźliśmy jedynie resztki misia córeczki Tigrana. Powoli podniósł resztki zabawki.
- Katia.- Szepnął cicho.
- Tigran.- Powiedziałem kładąc rękę na jego ramieniu.
Nic nie odpowiedział. Po prostu wyrwał mi z ręki szpadel który trzymałem w ręku i wyszedł na zewnątrz. Przed kamienicą wykopał mały dołek do którego wrzucił resztki misia które potem zakopał z dwóch patyków i kawałka sznurka zrobił mały krzyż który wbił nad symbolicznym grobem.
- Boris. Musimy zwiewać z tego miasta.- Powiedział ocierając łzę.
- Tylko jak?- westchnąłem.
Byliśmy w połowie drogi powrotnej gdy usłyszeliśmy charakterystyczny dźwięk nadlatującego pocisku rakietowego. Pocisk uderzył w jeden z pobliskich budynków. Kątem oka zobaczyłem ludzkie ciało które poleciało kilkanaście metrów w górę a potem spadło bezwładnie na ulicę. Siła uderzeniowa była tak duża że powaliła nas na ziemię. Czym prędzej wdrapaliśmy się do jakiejś piwnicy i przeczekaliśmy kilkugodzinny ostrzał. Było już ciemno gdy wyszliśmy z piwnicy. Biegiem rzuciliśmy się do naszego "Schronu" Na miejscu zobaczyliśmy że tam gdzie stała kamienica w której mieściła się nasza "baza" jest jedynie kupa gruzu. Ostrzał zamienił kilka sąsiednich ulic w gruzowisk. Postanowiliśmy razem z Tigranem że przenocujemy tę  noc w jakiejś piwnicy a następnego dnia uciekniemy z tego piekła.

58 Dzień Oblężenia.

Wstaliśmy bardzo wcześnie rano. Tigran obmyślił pewien plan. Postanowiliśmy uciekać ściekami. Weszliśmy do jednej ze studzienek kanalizacyjnych i ruszyliśmy przed siebie. Było strasznie mało miejsca. Smród był nie do wytrzymania. Wszędzie było pełno szczurów a kanały były bardzo ciasne. Nagle usłyszeliśmy kroki gdzieś przed nami.
- Kto tam?!- Krzyknął Tigran.
- My uchodźcy nie strzelajcie!- Usłyszeliśmy w odpowiedzi.
Podeszliśmy bliżej okazało się że było to nie prawdą było to dwóch Rosyjskich komandosów którzy mieli działać na terenie miasta.
Nasze tłumaczenia że jesteśmy uchodźcami nic nie dawały. W  końcu Tigran nie wytrzymał i wywalił cały magazynek ze swojego karabinu prosto w brzuch naszej jak to później nazwał "przeszkody". Ja musiałem w pozbyć się drugiej "przeszkody". Trafiłem drugiego żołnierza prosto w głowę. Przypomniały mi się słowa mojego porucznika który mówił "Nie udało wam się stąd uciec. Tak więc jesteście wrogami Rosji. Albo zabijecie ich albo oni zabija was."
Szliśmy i szliśmy w tym strasznym smrodzie aż w końcu dotarliśmy do oczyszczalni ścieków. Wpadliśmy do wielkiej kadzi z nieczystościami. Na całe szczęście oczyszczalnia nie działała. Wszystkie śluzy były zamknięte. Dlatego nie zostaliśmy wciągnięci dalej. Wspięliśmy się na mały pomost i wyskoczyliśmy przez okno.
- No bratku jeszcze 3 kilometry do rzeki. Potem rzeką 7 kilometrów i do granicy z Ukrainą. A potem do Niemiec albo do Polski.- Powiedział Tigran gdy wydostaliśmy się na świeże powietrze.
Dotarcie do rzeki nie zajęło nam zbyt dużo czasu. Na brzegu znaleźliśmy starą łódkę. Była nieco dziurawa i mocno przeciekała ale nie mieliśmy nic lepszego. Ledwo co udało nam się dopłynąć na miejsce.
Byliśmy wolni Poza pierścieniem oblężenia. Doszliśmy do jakiejś wsi i ukradliśmy rowery. Ruszyliśmy do granicy z Ukrainą. Do granicy mieliśmy 25 kilometrów. Przejechaliśmy 24 gdy zastała nas kompletna noc. Teraz leżymy w jakimś stogu siana. Niestety nie mamy nic do jedzenia.

1 Dzień Wolności

Przejechaliśmy przez granicę. Jechaliśmy w milczeniu przez zniszczoną wojną Ukrainę. Załapaliśmy się na konwój Czerwonego Krzyża który zabierał uchodźców na zachód Ukrainy. Jechaliśmy kilkanaście godzin. Zakwaterowano nas w specjalnym ośrodku niedaleko Kijowa. Kiedy powiedzieliśmy skąd jesteśmy wszyscy mieli nas za bohaterów.
To ostatni wpis w tym dzienniku... Tigran zamierza wyjechać do Polski. A ja może pujdę w jego ślady. Jeszcze nie wiem co zrobię. Jedn wiem napewno koszmar już się skończył.

KONIEC
Proszę o oceny i komentarze :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz