54 dzień oblężenia.
Nazywam się Boris Yudin mam 29 lat. Znalazłem notatnik więc postanowiłem zacząć pisać. Już od prawie miesiąca siedzę w tej piwnicy. Kiedyś stała tu kamienica ale całkiem się zawaliła. Na szczęście wszystko jest stabilne tutaj na dole. No ale zacznę od początku. Od urodzenia mieszkam w Połgogradzie. Było to niewielkie miasto około 600 tys. mieszkańców. Mówię było bo teraz większa część budynków jest kupą gruzu, a większość ludzi albo uciekła albo nie żyje albo nadal walczy i to po obu stronach. Połgograd leży (a w zasadzie to leżał) W zachodniej Rosji przy granicy z Ukrainą. To może teraz napiszę jak to się wszystko zaczęło. Wszystko zaczęło iść w złym kierunku gdy rozpoczęły się protesty na Ukrainie. W mieście mieszkało około 100 tysięcy Ukraińców. Dużo. Żyło się z nimi jak z braćmi w końcu "My Bracia Słowianie, Rusini". Większość ludzi w mieście zaczęła organizować protesty i marsze po to by powstrzymać nasze władze w ingerencje w sprawy Ukrainy. Sytuacja robiła się coraz bardziej napięta. Wszystko wybuchło gdy nasza armia zajęła Krym. Protesty nasiliły się potem wybuchły zamieszki w których niejednokrotnie brałem udział. Miasto było jak beczka prochu. Wystarczyła by jedna iskra i BUM. No cóż taka sytuacja utrzymywała się zbyt długo. Mieszkańcy podzielili się na dwa obozy. Jedni nazwani "Psami z Ukrainy" protestowali przeciwko walce i ingerencji w sprawy Ukrainy. Byłem na każdym proteście który organizowali. Uważałem że Rosja nie powinna mieszać cię w sprawy innych państw bo będą z tego kłopoty. Nadal tak twierdzę. Druga grupa nazwała się "Obrońcami Ojczyzny". Byli to głównie narodowcy, pseudo kibice i byli komuniści. Organizowali kontr manifestacje i zwalczali nas na każdym kroku. Po aneksji Krymu nasze protesty nasiliły się. Sytuacja cały czas była napięta. Nasza organizacja którą nazwaliśmy "Front Obrony Wolności" gromadziła potajemnie broń. Wiedziałem że będą kłopoty ale nie chciałem. Narobić sobie kłopotów. Któregoś dnia dostaliśmy kolejną partie broni. Tamtego dnia poszedłem do domu i zacząłem się pakować, chciałem jak najszybciej wyjechać z miasta. Spakowałem wszystkie rzeczy. Następnego dnia miałem wyjechać. No ale niestety "Obrońcy Ojczyzny " zorganizowali tego dnia pogrom Ukraińców. Czytałem w książkach o pogromach żydów czy określonych grup ale nie sądziłem że takie coś może się stać w XXI wieku. Zabito wtedy 578 Ukraińców a 468 zadano ciężkie obrażenia. To właśnie była "iskra" która spadła na beczkę prochu. Ukraińcy chwycili za broń w samoobronie już następnego dnia miasto zostało odcięte. Niektórym mieszkańcom pozwolono wyjechać z miasta. Zaciągnąłem się do oddziałów rebeliantów. Siły rebeliantów wynosiły wtedy niemal 200 tys ludzi. Mieliśmy dużo zaopatrzenia. Niestety w mieście zostało bardzo dużo cywilów których musieliśmy nakarmić. Walki były bardzo zajadłe. Armia rosyjska nie mogła wejść do miasta. 28 dnia zaczęło brakować nam zapasów żywności ale armia nie weszła do miasta. 29 dnia na miasto spadły pociski GRAD zostałem wtedy ranny i wypisany do cywila. Tamtego dnia na miasto przez ponad 3 godziny spadał deszcz pocisków rakietowych. Ponad 180 tys. armia rebeliantów cofnęła się do centrum. Armia państwowa weszła do miasta obróconego w gruzy. Rebelianci już tydzień później wyszli na pozycje wyjściowe wypierając armię państwową z miasta. Ja w tym czasie leżałem w tej piwnicy i leczyłem rany. Pomagała mi starsza kobieta nawet nie wiem jak się nazywała. Pewnie już nie żyje nie widziałem jej już od kilku tygodni. 40-43 dnia na miasto została zrzucona pomoc humanitarna. Większość leków wzięła armia ale i nam cywilom zostało dużo dobrego. 50 dnia oblężenia na stronę Rebelii przeszło około 10000 żołnierzy z armi państwowej. Nie wiadomo do końca dlaczego ale z tego co wiem to bardzo dzielnie walczą. Na dzień dzisiejszy Rebelianci kontrolują całe miasto, które jest morzem ruin. większość budynków jest uszkodzona ale w niektórych wciąż mieszkają ludzie.
Ja odkąd zostałem raniony odłamkiem w ramię mieszkam tutaj. Kamienicy już nie ma został sam szkielet ale piwnica jest bezpieczna. Co prawda mam małe zapasy pożywienia ale wody mi nie zabraknie. Zrobiłem specjalny baniak na deszczówkę. Wystarczy przegotować i woda zdatna do picia. Mam tutaj kuchenkę (którą musiałem przerobić na kuchnię opalaną drewnem lub węglem ale co tam) Mam łóżko światło, nawet radio i książki. Wejście do piwnicy z zewnątrz oczyściłem z gruzów i wzmocniłem drwi. Niestety to bardzo mała piwniczka i trochę mało tu miejsca. Po mieście chodzą rabusie a ja do obrony mam tylko nóż i co najwyżej kawał rury. Strasznie już późno Mam nadzieje że kolejny dzień przyniesie coś dobrego. Codziennie proszę Boga o to by wszyscy moi znajomi i przyjaciele wyszli z tego cało.
UWAGA!!! Wszelkie zdarzenia, nazwy imiona i nazwiska są fikcyjne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz