Stalkerzy wyszli na powierzchnię stali w miejscu i przyzwyczajali oczy do ostrego światła słonecznego. Był bardzo piękny słoneczny dzień. Bronek rozglądał się po "Starym świecie". Przyglądał się chmurom i ciemnoniebieskiemu niebu, fascynował się zmutowaną roślinnością (głównie w postaci niebieskawego bluszczu który porastał większość okolicznych budynków). Rozejrzał się jeszcze raz. Stali po środku zrujnowanego budynku. Znaczy z budynku zostały tylko dwie ściany ale można po tym wywnioskować że był to budynek.
- Gdzie my jesteśmy? - Zapytał cicho Bronek.
- Na powierzchni. W Olsztynie, dokładniej w ruinach ratusza.- Odparł Dawid rozglądając się po terenie.
- Ładnie tu. I tak strasznie jasno.- Powiedział z zachwytem Bronek, rozglądając się na boki.
- Pięknie? To jedynie szczątki dawnego życia. To tylko relikty i wspomnienie nas ludzi. Dwadzieścia cztery lata temu kwitło tu życie. Sporo imprez, miasto się rozwijało, ludzie nie byli bladzi jak kreda, wszyscy byli zdrowsi i silniejsi. Dla Ciebie ten świat jest piękny bo nie widziałeś innego. Dla mnie jest to tylko wspomnienie młodości i dzieciństwa. - Powiedział smętnie Dawid.
Nastała cisza obaj mężczyźni rozglądali się po okolicy.
-Czysto.- Zakomunikował Dawid.
Dawid włączył mierniki. Wszystko było w normie. Mogli spokojnie ruszyć w drogę.
- Dobra młody idziemy. Ale pamiętaj cicho za mną, wykonujesz moje polecenia i broń masz pewnie w rękach gotową do strzału.- Powiedział twardo Dawid.
- Tak jest.- Odparł krótko Bronek.
- Jest ładna pogoda, więc najpewniej większość tych bydlaków siedzi w norach ale musimy uważać.
Ruszyli w drogę. Ostrożnie wyszli z ruiny. Minęli mały budynek umocniony ze wszystkich stron.
- Proszę pana co tam jest?- Zapytał nagle Bronek.
- Tam? Bastion. Widzisz jak idziesz w daleką trasę to musisz gdzieś spać. Więc porobiliśmy w całym mieście bastiony. Takie bezpieczne małe "twierdze".- Odparł Dawid.
- Ale przecież to tylko kawałek od schronu. Nie mogli by poprostu wejść do środka?- Zdziwił się Bronek.
- Mogli by ale po 21 drzwi do schronu są zamykane do 7 rano. Względy bezpieczeństwa.- Odparł Dawid obserwując uliczkę przed nimi. -Chodź idziemy.
Ruszyli. Weszli między bloki żeby skrócić sobie drogę. Mijali rozebrane do połowy szkielety samochodów, resztki osiedlowych sklepików, placów zabaw i pozostałości po ławeczkach i śmietnikach. Wszystko było pokryte jasnoszarym pyłem i popiołem. Bronka uderzała cisza. W schronach zawsze było głośno zawsze ktoś mówił a nawet jeśli wszyscy byli cicho, było słychać szum pracujących wentylatorów. Tutaj słyszał jedynie własny oddech, kroki swoje i swojego mentora i pojawiające się co jakiś czas powiewy lekkiego wiatru, który mimo swojej małej siły wznosił w niebo kłęby pyłu. Po godzinie dotarli do ruin teatru. Budynek zawalił się zaraz po uderzeniu. Ocalało skrzydło jednej z bocznych scen. Dawid i Bronek podkradli się do wejścia na odległość 150 m. Dawid wyciągnął z plecaka lornetkę i zaczął obserwować przedpole. Zobaczył bardzo dużego samca Biesa, który spał przy wejściu do leża.
- Masz młody.- Szepnął Dawid podając Bronkowi lornetkę.
Chłopak spojrzał w stronę wejścia. Potwór wstał właśnie i leniwie się przeciągną. Bies wyglądał bardzo dziwnie. Potwór był wysokości Jelenia, postury Dzika, łapy i pysk przypominały łapy psa. Z głowy wyrastały mu piękne jelenie rogi. Potwór pokryty był przepięknym gęstym futrem.
- Czy to jest Bies?- Szepnął Bronek.
- Tak Bardzo stary samiec. Słuchaj podczołgamy się do niego. Wiatr wieje nam w twarz więc nas nie wyczuje. Tylko cicho. Jak strzele to walisz mu serię prosto w pysk. Rozumiesz?- Powiedział Dawid.
- T...Tak rozumie. - Wyjąkał Bronek.
Przygotowali broń i zaczęli powoli czołgać się w stronę Bestii. Bronek strasznie się denerwował. Podczołgali się na odległość 50 m. Dawid nagle wstał i wystrzelił z kuszy prosto w łeb Beisa.
Potwór zawył. Dawid zaczął napinać kuszę. Bronkowi zacisnęło się gardło kiedy usłyszał wycie potwora. Zerwał się z ziemi. A zaraz potem słyszeć było wytłumioną serię z karabinku. Bies padł martwy ze zmasakrowanym pyskiem.
Dawid napiął cięciwę.
-Dobrze.- Pochwalił swojego ucznia.
Nagle z resztek budynku usłyszeli ryk a zaraz potem z ciemności budynku wyskoczyły dwie duże samice. Nie różniły się zbytnio od samca. Poprostu nie miały poroża na głowie.
- Strzelaj!- Wrzasnął Dawid strzelając do większej z samic.
Większa Biesica dostała bełtem prosto w opko i padła martwa. Dawid rzucił kuszę na ziemię i wyciągnął z kabury pistolet z dokręconym tłumikiem. W tym samym momęcie Bronek wystrzelił kilka krótkich serii w potwora, który padł martwy.
Dawid odetchnął z ulgą. Poklepał po ramieniu zesztywniałego ze strachu Bronka.
- Ratujesz mi życie. Dobrze że Cię zabrałem.- Powiedział.
Dawid podniósł kuszę i naładował ją. Bronek walczył z nerwami i drżeniem rąk.
- Dobra choć sprawdzić budynek.- Zakomenderował Dawid.
Weszli do środka ale nic tam nie znaleźli. Wszystko było przykryte gruzem i pyłem. Wyszli na zewnątrz.
- Dobra młody pilnuj terenu a ja oprawię te ścierwa.- Powiedział łagodnie Dawid.
- Dobrze.- Powiedział Bronek klękając kilka metrów od Dawida.
Dawid wyciągnął nóż i zaczął obdzierać trupy ze skóry. Odciął także rogi i pazury które też były dosyć cenne. Gdy skończył zawołał do siebie Bronka.
- Dawaj plecak.- Rozkazał.
Bronek posłusznie ściągnął plecak i podał go Dawidowi.
Dawid zwinął w walki dwie skóry i wsadził je do plecaka. Zapakował tam jeszcze jeden z rogów. Zapiął plecak i oddał go właścicielowi. Do swojego plecaka zapakował pozostały róg skórę i pazury.
- Dobra wracamy.
Ruszyli w drogę powrotną. Wracali po swoich śladach. Nie spieszyli się jednak. Szli spacerkiem. Do resztek ratusza dotarli w dwie godziny. Zeszli po schodach. Dawid odsuną drzwi i krzyknął do środka.
- Spokojnie swój! Nie strzelaj!.
- Wchodzić spokojnie z rękami w górze!- Usłyszeli głos jakiegoś żołnierza.
Weszli do środka z rękami w górze. Oświetliły ich latarki żołnierzy. Dawid zasuną drzwi za sobą i ruszyli do punktu odkażania. Gdy weszli do schronu czekał na nich Mendelejew. Był bardzo szczęśliwy i dumny z syna.
- Bronek choć jeszcze sprzedać naszą zdobycz.
Gdy sprzedali trofea łowieckie podzielili się pieniędzmi. Wyszło im po 150 monet na głowie. Potem wrócili do Mendelejewa i opowiedzieli mu o swojej przygodzie. Na końcu Dawid obiecał że następnym razem zabierze ze sobą Bronka. Pożegnali się. Dawid wrócił do mieszkania jak zwykle pocałował zdjęcie rodziny i podziękował im za pomoc. Potem położył się na łóżku i zaczął spisywać ostatnią niebezpieczną podróż.
Koniec
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz